Teoretycznie wybory do Parlamentu RP powinny odbyć się jesienią 2019 roku. A rozmowy kto z kim i w jakiej konstelacji ma iść po mandaty trwają praktycznie od kilku tygodni. Politycy czołowych partii pokazują się tak często na srebrnym ekranie, jakby trwała kampania wyborcza. PiS nawet wypuściło spot „zachęcający” opozycję do potwierdzenia, że demokracja i media publiczne mają się w Polsce dobrze. W Internecie trwa bitwa na memy. Sam prezes chciał nawet ocieplić swój wizerunek kompromisem upolityczniającym TK.
Otwieram Internet i czytam, że Grzegorz Schetyna – nowy szef PO, wyraża chęć pójścia do wyborów z Nowoczesną. Petru mówi – nigdy! Eksperci chcą na innym portalu zmiękczyć serce Petru, pisząc, że będzie to małżeństwo z rozsądku. A przecież na podjęcie decyzji o ewentualnym związku obie partie mają jeszcze ponad trzy i pół roku. Teoretycznie. A to wygląda, jakby wódka już była kupiona, a sala weselna zamówiona.
Obserwując działania, niektórych polityków w mediach społecznościowych mam nieodparte wrażenie, że trzy miesiące po wyborach, rozpoczęła się kampania wyborcza i to na skalę jeszcze większą od tej z jesieni ubiegłego roku. Z doświadczenia wiem, że o tej porze politycy są posłami, opuszczają Facebooki i Twittery. Wracają do sieci w okresie kampanii wyborczych jako pokorni kandydaci. Twórcy memów, prześcigając się w pomysłach, zareagowali szybciej od inwestorów na warszawskim parkiecie giełdowym, po kolejnych wypowiedziach rządu na temat sposobu realizacji programu 500 plus. Hejterzy są w swoim żywiole.
Lech Wałęsa z kolei mówi, że przy takim niezadowoleniu społecznym władzę PiS odbiorą lada moment ludzie na ulicach. To drastyczny scenariusz, ale historia pokazuje, że nie niemożliwy. KOD wyprowadza coraz więcej ludzi na ulice, a miast, w których odbywają się protesty przybywa, zarówno w Polsce, jak i zagranicą. KOD sprowadził do kraju lidera protestujących w obronie wolności na Węgrzech.
Premier Beata Szydło pokazuje w telewizji niebieską teczką, opasłą, w której mają znajdować się projekty ustaw, czyli obietnice – głównie socjalne. Prezydent Duda ratuje „frankowiczów” przed bankructwem, chociaż tutaj ekonomiczni eksperci nie są zgodni w tym temacie. Zostaje "Człowiekiem Wolności" w plebiscycie opiniotwórczego i prestiżowego tygodnika wSieci. Ceremonię transmituje TVP2. Zatem strategia wizerunkowa oparta jest zgodnie z linią Jacka Kurskiego i ludem. Prezydent Duda trochę dał się zapędzić w kozi róg. Jeśli za tydzień (wtedy upływa czas ultimatum danym przez PO głowie państwa) nie zaprzysiężony trzech sędziów, to może stać się trochę mało wiarygodny w oczach opinii publicznej z tym tytułem.
Kompromis w sprawie Trybunału Konstytucyjnego, czyli ośmiu waszych sędziów, siedmiu naszych, też podobno miał być chwytem wizerunkowym. Wyjawił to rzekomo szef klubu PiS Ryszardowi Petru. Podejrzewam, że gdyby nie puścił pary z ust, to by zaprzeczył. Kto jak to, ale politycy PiS słyną z uczciwości, która po prostu jest źle definiowana przez zawiedzionych ich rządami wyborców. Liderzy opozycji kompromisem byli tak oburzeni, że aż wstali od stołu i zerwali rozmowy z premier Szydło, opuszczając ostentacyjnie jej gabinet.
Na spotkaniu w podwarszawskiej Jachrance, prezes Kaczyński miał zapowiedzieć szkolenia medialne dla swoich parlamentarzystów, żeby mówili wspólnym językiem. Jakby ucichła trochę posłanka Pawłowicz, ale Joachim Brudziński godnie ją zastępuje.
Paweł Kukiz zapowiedział kolejne referenda. Jedno w sprawie uchodźców, drugie dotyczące Trybunału Konstytucyjnego. Znając jego gest i rozrzutność za publiczne pieniądze, na dwóch plebiscytach może się nie skończyć. To jest zapowiedź, że to Polacy powinni podejmować decyzje w tak ważnych sprawach, a nie politycy. Pan Paweł robi ewidentnie ukłon w kierunku demokracji i powraca do haseł o społeczeństwie obywatelskim. Za chwilę pojawią się refleksje rockmena, że "to nie tak miało być przyjaciele". PiS go oszukał. Posłużył się nim. Zmanipulował perfidnie.
A propos mediów. Nawet prezes Jacek Kurski chce zachować pluralizm i obiektywizm w TVP, tak jak obiecywał. Do studia zapraszani są dziennikarze oraz komentatorzy, którzy ujmując rzecz delikatnie, nie są fanami Kaczyńskiego. Zagrożone są programy emitowane na żywo, bo mogą zakończyć się oświadczeniem z dobitną puentą – „"Wrócę w demokratycznej Polsce" i opuszczeniem studia. Deklaracja o stworzeniu drugiej BBC brzmiała obiecująco, stąd szukanie talentów telewizyjnych nie tylko w wSieci.pl, ale również w sieci internetowej.
Jeśli miałbym kogoś polecić prezesowi Kaczyńskiemu, w zakresie pracy nad wizerunkiem, to tylko Jacquesa Sequela. Światowej sławy francuski specjalista doprowadził wielu polityków do zwycięstwa. Był strategiem dwóch udanych kampanii w Polsce. Nie boi się wyzwań i nazywany jest człowiek od rzeczy niemożliwych. Podejrzewam jednak, że pracy nad prezesem i PiS nie podjąłby się. Bo od cudów to był taki człowiek z brodą, co to chodził po jeziorze.
Coś jednak wisi w powietrzu. Czy to wszystko układa się w jakąś logiczną całość... ? A tak w ogóle, kto wpadł na pomysł, żeby wybory (jakiekolwiek) odbywały się jesienią. Ludzie są wtedy ospali, dopada ich jesienna deprecha, tęsknią za latem. To nie jest dobry czas na podejmowanie ważnych wyborów. Co innego wiosna. Wszystko budzi się do życia, ptaki przyjaźnie ćwierkają za oknem. To i my budzimy się z jesienno – zimowgo letargu optymistycznie nastawieni do życia.
