„Dobra zmiana” dotarła na ul. Czerską. Gazeta Wyborcza piętnująca dotychczas ataki ubeckimi kwitami zmienia swoje stanowisko, a krynicą wiedzy dla redakcji staje się IPN! Czy jest to jednak zmiana trwała, i GW na stałe dołączy do tropicieli agentów, czy zrobiła wyjątek jedynie dla katolickiego hierarchy?

REKLAMA
logo
Wyborcza.pl

Sprawa była szerzej komentowana, więc przypomnę tylko po krótce: Biskup Wiesław Mering wystosował list do Martina Schulza, przewodniczącego Parlamentu Europejskiego, w którym bronił działań rządu i prezydenta RP. List był moim zdaniem niegrzeczny, bo zawierał impertynencje, i niemądry, bo to absurd, by biskupi ingerowali w spory pomiędzy politykami. ...Ale to moje zdanie, i rozumiem, że ktoś może mieć inne.

Tak lekkiego podejścia do sprawy nie może mieć jednak Gazeta Wyborcza, która ponosi odpowiedzialność nie tylko za politykę kraju, ale i moralno-etyczny poziom społeczeństwa. Gazeta Wyborcza nie może zatem poprzestać na krytyce listu biskupa, czy nawet krytyce jego osoby. GW musi tego biskupa zohydzić, a najlepszym do tego orężem są materiały bezpieki. Publikuje zatem artykuł pod tytułem: „Przemiany biskupa Meringa. Klucz do zagadki leży w teczkach IPN”. - Cały tekst zaś oparty jest na rewelacjach wynikających z ubeckich kartotek, jak również mętnych insynuacjach na temat związków biskupa z młodymi księżmi. Jak dla mnie: ohyda, rynsztok, plugastwo i... potworna hipokryzja.

Jeśli ktoś czytał moje tekst w NaTemat, to wie, że nie jestem zorientowany prawicowo, nie należę do miłośnikiem PiSu, ani hierarchii katolickiej. Zawsze czułem pewną więź ze środowiskiem czytającym Gazetę Wyborczą, a czasem w niej pisującym. Byłem zresztą z Gazetą od samych jej początków, bo w czerwcu '89 byłem jej gazeciarzem – wtedy, gdy reżimowy jeszcze RUCH sabotował dystrybucję pisma obozu Solidarnościowego. Jestem wiernym czytelnikiem Gazety, bo bliska jest mi lewicowa wrażliwość społeczna i liberalizm światopoglądowy. Właśnie ta lewicowość i liberalizm kojarzą mi się z otwartością światopoglądową, która jest ciekawa odmiennych poglądów; która dyskutuje zamiast obrażać; usiłuje przekonać, a nie zniszczyć.

Jest mi głupio i wstyd, że Gazeta przyjmuje standardy, przeciwko którym tak mocno zawsze występowała. Przecież od zawsze krytycznie odnosiła się do rewelacji wynikających z ubeckich notatek, a z pogardą wręcz oceniała tych, którzy tropili tego typu prawdy, posługiwali się jako orężem ubeckimi teczkami. Obśmiewała boleśnie uproszczoną wizję świata, wedle której prawda o człowieku jest zawarta w teczkach sporządzanych przez ubeków. I nagle, kiedy rzecz dotyczy biskupa broniącego obozu PiS, Gazeta nie tyle uwzględnia rewelacje IPNu, a przyznaje im rozstrzygającą, „kluczową” rolę w ocenie czyjejś postawy. Ubeckie kwity stają się „kluczem do zagadki”.

Problem nie leży chyba w zmianie stosunku do rewelacji IPNu. Obawiam się, że to poważniejsza kwestia dewastacji standardów debaty publicznej, których jurorem chce być Gazeta Wyborcza. Czy to spadek czytelnictwa, czy wzrost notowań PiS – najwyraźniej redakcja Gazety postanowiła ostrzej walczyć, celniej uderzać. Szkoda, że bije poniżej pasa – bo przecież zawsze walkę ubeckimi kwitami uznawała za głupią, małostkową, haniebną. Gazeta niejednokrotnie cytowała Słonimskiego, który dowcipnie zauważył, że „tonący brzydko się chwyta”. Pewnie nigdy nie sądziła, że to ona sama będzie tonąć, ani tym bardziej, że wtedy będzie „brzydko się chwytać”...