
Czy za to, co się dzieje obecnie w Polsce, można winić tylko PiS? Czy to Kaczyński narzucił Polakom styl myślenia dzielący ich na „sorty”, lepsze i gorsze? A może lider PiSu wypłynął po prostu na pragnieniach i mentalności sporej grupy Polaków, istniejących niezależnie od niego i nawet niezależnie od legendy smoleńskiej?
Szczerze mówiąc chciałbym wierzyć, że to jednak Kaczyński wpływa tak źle na niektórych naszych Rodaków i gdy straci władzę, albo się po prostu zestarzeje, nagle rozkwitną bzy, rozśpiewają się skowronki i będzie u nas prawdziwa wiosna obywatelskiego myślenia i humanistycznej dobroci.
Niestety, wydaje mi się, że moja wiara jest zupełnie chybiona. Gdyby Kaczyńskiego i PiS nie było, pewnie byłoby trochę lepiej z naszym krajem i społeczeństwem, ale treści, na których prezes buduje swoją polityczną popularność istniałyby w wielu z nas. I w sumie nie wiem, co musiałoby się stać, aby te treści zniknęły, albo po prostu znacząco osłabły.
Teorie spiskowe, budowanie światopoglądu na plemiennych dogmatach, nienawiść do osób myślących inaczej, instrumentalne posługiwanie się ludźmi i ich historią, to nie jest oczywiście jedynie Polska przypadłość. Z całym przekonaniem twierdzę, że Polacy nie są jakąś zakałą Europy, pyłem nędznym u jej stóp etc.
Może chodzi po prostu o to, że rozwój techniki i możliwości człowieka nie idzie jakoś mocno w parze z ogólnym mądrzeniem? To, że ktoś umie pisać i czytać, że ma dostęp do gigantycznych pokładów wiedzy, że może podróżować niemal bez ograniczeń, nie oznacza wcale, że jest dużo mądrzejszy od naszego jaskiniowego praszczura sprzed pierwszych glinianych stronic cywilizacji Sumeru i Akadu. Przez te nędzne 25 tysięcy istnienia ludzkiej cywilizacji nasze mózgi nie zmieniły się najpewniej jakoś mocno pod wpływem ewolucji.
Nasz umysł wciąż ma bardzo prymitywne uwarunkowania i ograniczenia. Nawet u specjalistów i profesorów odzywają się przecież niekiedy bardzo pierwotne instynkty, o czym trafnie mówiła nowela „Doktor Jeckyll i Pan Hyde” Roberta Louisa Stevensona. Nie jeden uczestnik życia akademickiego wie, że nie trzeba wcale tajemniczej mikstury, aby z subtelnego inteligenta zamienić się nagle w prymitywną bestię.
Wciąż lubimy dzielić się na plemiona, szukać wrogów, stygmatyzować ich przypisując im standardowe „diaboliczne” cechy, tworzyć własne opowieści, które często powtarzane stają się naszymi prawdami. Dodam od razu, że nie dotyczy to jedynie prawicy, ale również lewicy.
Uspokaja nas zapewne dobrobyt i bezpieczeństwo. Ale są one kruche. Obecna sytuacja w Europie dobrze to pokazuje. Nasz kontynent to oaza bogactwa. Tak – nawet Polska to eldorado przy większości państw świata, a jeśli ktoś popuka się w czoło myśląc o tym, z jakim trudem wiąże koniec z końcem, to niech zobaczy na YouTubie filmy z życia codziennego Indii, czy choćby Boliwii. Ludzie, którzy żyją z dnia na dzień i ledwie wiążą koniec z końcem zdarzają się też w znacznie bogatszych od naszego krajach – są tacy obywatele Szwajcarii, Norwegii, USA, Francji czy Niemiec.
Jakkolwiek byśmy ostatecznie nie ocenili zamożności naszego kraju, to dobrobyt i bezpieczeństwo sprawiają zazwyczaj, że w każdym z nas więcej jest Jeckylla niż Pana Hyde'a. Ale wystarczy drobne zaburzenie równowagi, aby wszystko zaczęło się pomalutku walić. W przypadku Europy tym zaburzeniem okazał się ostatni kryzys gospodarczy i fala migracyjna.
Nie mam jednak zamiaru bronić w tym eseju otwartych granic zewnętrznych Europy. Problemem nie jest tylko chęć całkowitego odcięcia się od historii z uchodźcami. Dramat nierównowagi budowany jest równie mocno przez idealistów, którzy nie dostrzegają, że muzułmanie mają jednak duże opory w europeizowaniu się, zaś na świecie ogólnie się radykalizują. Oczywiście nie wszyscy, ale odróżnienie miłych i łagodnych wyznawców Koranu od tych niebezpiecznych i wojowniczych nie jest wcale łatwe, a jeśli weźmiemy pod uwagę kolejne pokolenia – to jest niemożliwe. Ostatnie zamachy i wsparcie dla ISIS dowiodły, że nie brakuje w Europie potomków spokojnych i pokojowych Europejczyków – muzułmanów, którzy gotowi są jechać do Syrii i tam ucinać głowy niewiernych i heretyków (wciąż brzmi to dla mnie baśniowo, ale niestety, to jest dosłowny opis, a nie żadna metafora).
Będę w tym eseju bronił Niemców, choć jestem rozczarowany decyzjami Angeli Merkel i jej rządu. Do obrony Niemców nie skłonił mnie żaden PiSowiec, ale osoba związana z naszym racjonalistycznym środowiskiem, którą nie ja jeden bardzo szanowałem. Nadal bym jej nie wskazywał, gdyby nie fakt, że jej teksty są publicznie dostępne, zaś moja krytyka jednego z nich stanie się (niestety) również rekomendacją dla wielu nacjonalistycznych Czytelników.
Faktem jest jednak, że Mariusz Agnosiewicz, redaktor naczelny Racjonalista.pl nie stał się PiSowcem, nie jest człowiekiem Kaczyńskiego, nadal wiązany jest z lewicą i świeckością. Od kiedy zaczął pisać w stylu bardziej – nazwijmy to – nacjonalistycznym, jego teksty cieszą się w mediach społecznościowych tysiącami lajków, zaś fanpejdż Racjonalista.pl ma na Facebooku 150 tysięcy polubień. Przyrost polubień znacząco przyspieszył po nacjonalistycznej przemianie.
Do obrony Niemiec, pomimo mojej złości na politykę Angeli Merkel, której dałem wyraz w niejednym artykule, skłonił mnie artykuł Mariusza Agnosiewicza zatytułowany „Naturalne wyjaśnienie "cudu gospodarczego" powojennych Niemiec”. Ten artykuł nie ma nic wspólnego z PiSem, czy ONR. Napisała go osoba występująca nadal pod szyldem racjonalizmu i uważana za lewicowca – sekularystę.
Jednym z głównych wątków tegoż artykułu jest teza, iż niemiecki dobrobyt nie ma nic wspólnego z planem Marshalla. Stąd „cud gospodarczy” w cudzysłowie. Wnioskiem jest, aby Polska nie dała się Niemcom i nie brała od nikogo pieniędzy, lecz gromadziła sprytnie własne.
Oddajmy głos Agnosiewiczowi (to pseudonim literacki od słowa „agnostyk”):
„Dlaczego jednak po II wojnie „cud gospodarczy" wydarzył się przy liberalnym podejściu, które było wielowiekową przyczyną słabości?
Słowo-klucz to rabunek i łupy wojenne. Otóż III Rzesza, w przeciwieństwie do II Rzeszy, czyli Cesarstwa Niemieckiego, prowadziła wojnę w zupełnie innym stylu. Na nieprawdopodobną skalę dokonywano rabunku majątkowego. Kampanie rabunkowe były jednym z istotnych priorytetów operacyjnych i miały charakter zorganizowany. Niemcy po doświadczeniach Republiki Weimarskiej doskonale rozumieli, że brak kapitału jest największą barierą i zagrożeniem odbudowy.
Od pierwszych ofensywnych posunięć hitlerowskich na arenie europejskiej zawsze podstawą był rabunek. Już w 1938, kiedy III Rzesza dokonała inwazji na Czechosłowację, przede wszystkim zagrabiono czeskie złoto. Niedawno ujawniono, że w czasie wojny Bank Centralny Anglii, upłynniał w imieniu nazistów czeskie złoto!
Oto prawdziwi architekci wojny: bankierzy. Cóż z tego, że Niemcy toczyły z Anglią destruktywną wojnę, skoro bank angielski jednocześnie handlował zrabowanym przez nazistów złotem!
Wojna była „tylko" przedłużeniem tej wielkiej operacji rabunkowej. Dotyczyła ona nie tylko złota, ale i wszelkich przedmiotów o dużej wartości majątkowej, w tym dzieła sztuki. Jeśli idzie o samo złoto, to chronologicznie naziści opędzlowali rezerwy następujących krajów: Austria, Czechosłowacja, Norwegia, Holandia, Belgia, Jugosławia, Grecja, Albania.
Na razie mamy tu takie dość antykapitalistyczne i antybanksterskie ujęcie przebiegu II Wojny Światowej. Jak widać, prawdopodobnie czytamy tekst radykalnego lewicowca – antykapitalisty. Większość ekonomistów prychnie z dezaprobatą, ale takie opisy rzeczywistości się zdarzają. Wystarczy pominąć konieczność finansowania wojny i wszystko „gra”. Ale czytajmy kolejny fragment:
„II wojna światowa była przede wszystkim wielką operacją rabunkową Europy. Kto wie, czy nie była to najważniejsza oś tego wielkiego konfliktu, gdyż z punktu widzenia strategii plan III Rzeszy był pozbawiony sensu i skazany na upadek. Nie przewidywano żadnego końca wojny po zdobyciu określonych celów strategicznych, tylko „wojnę nieustającą" aż do podboju świata. Elementarna wiedza wojskowa oraz gospodarcza wyraźnie wskazuje, że taki plan nie mógł się udać. Przed wypowiadaniem wojny totalnej całemu światu Niemcy powinny zabezpieczyć się surowcowo i energetycznie. Zaatakowano tymczasem w trakcie wielkiej rozbudowy rynku energetycznego Niemiec.
W 1939 Niemcy byli dostatecznie silni, by obrabować większość Europy, ale nie byli na tyle silni, by wygrać z całym światem.
Co więcej, Niemcy nie zdecydowały się przerwać wojny w 1944, kiedy było wiadomo, że nie mają już szans. Walczyli do samego końca. Jednocześnie hitlerowcy nie obawiali się o powojenny los Niemiec. Heinrich Himmler na początku 1945 mówił, że zrabowany majątek jest przeznaczony dla przyszłych pokoleń i na odrodzenie Niemiec.
Zwycięstwo militarne nie było realne strategicznie, lecz zrabowany majątek gwarantował Niemcom zwycięstwo ekonomiczne. Niemcy przegrali militarnie, lecz nigdy nie odebrano im znaczących ilości tego, co zrabowali. Choć Amerykanie ponoć przejęli dużo z tych łupów — dzięki czemu ich temat nie był oficjalnym problemem.”
I tu zaczynają się schody. Czyli Niemcy rozpętali wojnę nie po to, żeby wygrać, ale po to, aby obrabować Europę. Już na ten cel rozbudowywali przemysł. Wojna nie miała być wygrana. Cel – zdaniem autora – był jasny. Ograbić i przegrać. Amerykanie, którzy też grabili, dzięki wspólnocie łupów kryli po wojnie niemieckiego współbandytę. Oczywiście każdy w miarę rozsądny człowiek zauważy, że obrócenie w perzynę większości niemieckich miast i ośrodków przemysłowych przyniosło tak wysokie straty, że ciężko sobie wyobrazić, co mieliby zagrabić Niemcy, aby choć zrównoważyć te straty. Do tego dochodzi życie ludzkie. I ten tekst nie pochodzi z prawicowego portalu, czy RepublikaTV albo Radio Maryja. Tak myśli lewicowiec – sekularysta, zdobywając oglądalność (czy też poczytność), której nigdy wcześniej nie miał.
W kolejnym fragmencie Mariusz Agnosiewicz „analizuje” genezę podstępnego niemieckiego działania:
„Kiedy Europa podbijała świat, Niemcy gmerali w Europie. Zburzyli jej ład rozpoczynając reformacyjną rewolucję religijną. Apogeum tej rewolucji było Oświecenie, które doprowadziło ją do końca. Liderami ruchu oświeceniowego na poziomie politycznym byli tzw. monarchowie oświeceni: Rosji, Austrii oraz Prus. Ich łupem padła Rzeczpospolita Obojga Narodów. Ich potęga została jednak złamana przez Francję na czele której stanął Korsykańczyk, Napoleon Bonaparte.”
Z tego fragmentu można zrozumieć, że Luter został celowo ulepiony z gliny przez podstępnych Niemców i puszczony w ruch, aby burzyć ład Europy. W innej teorii spiskowej wyrażonej w „Protokołach Mędrców Syjonu” a poświęconej podstępnym „knuciom Żydów w celu władania światem” liczne pogromy na Żydach (rzekomo władających światem, a jednak ginących) były wyjaśnione jako działania „dla zmylenia przeciwnika”. Podobnie zapewne wyjaśniłby Agnosiewicz podstępnych Niemców, którzy ulepili Lutra, by później masowo ginąć w trakcie katolicko – protestanckiej wojny 30letniej, toczonej głównie na terenach niemieckojęzycznych. Oczywiście taki szczegół, dotyczący tego, iż świat podbijali Anglicy i Holendrzy, raczej dość słabo katoliccy (a nawet wręcz protestanccy...), w zasadzie nie wiem sam, czy wart jest poruszenia.
W innych artykułach Agnosiewicza poznajemy dalszy ciąg tej historii – powstaje Unia Europejska, w której Polska jest neokolonią. A UE rządzą Niemcy – i "wszystko jasne"... dziedzictwo Himmlera.
Wydaje mi się niestety, że tego typu teksty powstawałyby nawet, gdyby Jarosław Kaczyński zechciał pozostać przy karierze aktorskiej a nie politycznej. To po prostu tkwi w wielu z nas. I to nie odejdzie wraz z Kaczyńskim.
Jeden z moich kolegów z Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów, też zresztą Mariusz, w trakcie dyskusji o tym artykule stwierdził, że teorie spiskowe mają swój wdzięk, wymagają przecież inteligencji i wyobraźni. Czasem pewnie tak, ale obok tej inteligencji i wyobraźni elementem niezbędnym dla większości teorii spiskowych jest piętnowanie niewinnych ludzi. A to zmyślonych Żydów knujących władzę nad światem, a to zmyślony rząd USA, który rozwalił WTC w zastępstwie terrorystów, a to w końcu Niemców, którzy nadal uczestniczą w II Wojnie Światowej, aby przejąć władzę nad światem.
Swoją drogą, jak sądzicie, czy wykład Jarosława Kaczyńskiego nadany przez TVP we współpracy z Telewizją Trwam ma jakieś aspekty teorii spiskowej?
