Z prof. Joanną Senyszyn z SLD rozmawia Ryszarda Wojciechowska
Po wyborze Włodzimierza Czarzastego na szefa SLD pomyślałam: może nowe idzie, ale w kościach łupie po staremu...
Rzeczywiście program, który przedstawił Włodek Czarzasty, nie zawiera radykalnych zmian. Również wybór wiceprzewodniczących dowodzi, że raczej się cofamy. Bo wcześniej przynajmniej zachowany był parytet we władzach krajowych. Były w nim trzy panie. A teraz na dziewięciu wybranych wiceprzewodniczących mamy tylko jedną kobietę. To tendencja krocząca nie tylko w Sojuszu. Podobnie jest w Platformie.
A jak pani się w tym wszystkim sytuuje i odnajduje?
Chciałam zostać przewodniczącą partii i usytuować ją zdecydowanie na lewicy, bo w centrum nie ma już miejsca. Uważam, że Sojusz musi się radykalnie zmienić, być bardziej wyrazisty i jednoznaczny, barwny i różnorodny, bo tylko to przyciągnie nowych wyborców. Ciepła woda w kranie okazała się dla SLD zimnym, wyborczym prysznicem. Członkowie partii nie wybrali mojej wizji. Postawili na kontynuację. Dlatego postanowiłam nie kandydować na wiceprzewodniczącą. Zwłaszcza, że ta funkcja ma charakter fasadowy. Zdecydowanie więcej do powiedzenia mają szefowie województw. Uznałam, że dwie kadencje wystarczą. Żałuję nawet, że nie zrezygnowałam rok temu, po wystawieniu pani Ogórek w wyborach prezydenckich. Ale wtedy uważałam, że takie manifestacyjne zachowanie zaszkodziłoby partii.
Te działania Prawa i Sprawiedliwości są dla innych polityków pouczające? Czy może z zazdrością patrzycie na taką wszechwładzę Jarosława Kaczyńskiego i jego partii?
Władza absolutna jednego ugrupowania jest zawsze niekorzystna, nawet dla tych, którzy ją posiadają. Bo władza rozbestwia i to po PiS-owcach wyraźnie widać. Uważają, że już im wszystko wolno, ponieważ mają większość w Sejmie. Uchwalają, co im tylko do łba strzeli. Polityczny rozsądek nakazuje wstrzemięźliwość. Nawet wtedy, kiedy się ma bezwzględną większość, trzeba działać dla dobra obywateli i państwa, a nie tylko w interesie swojej partii i jej członków. Niestety, w ostatnich latach ani Platforma z PSL, ani obecnie PiS nie mają tej świadomości. PiS wciela w życie stare hasło PO, żeby żyło się lepiej, acz tylko zaufanym prezesa. Walka z bezrobociem dotychczas objęła jedynie Jacka Kurskiego (śmiech). W latach 2005-2007 PiS działało jeszcze w białych rękawiczkach. Teraz nie ma już żadnych skrupułów ani oporów. Wszystko robią bezczelnie, by nie powiedzieć na chama. Do tego ciągły uśmieszek prezesa. Widać, jak Jarosław Kaczyński, siedząc w ławach sejmowych, patrzy na opozycję z ironicznym grymasem, jakby mówił: - i co mi zrobicie? To oczywiście złudne poczucie bezkarności. Pozwalanie sobie na wszystko, już poskutkowało obniżeniem ratingu czy wszczęciem postępowania przez Komisję Europejską w sprawie przestrzegania praworządności w Polsce. To ogromny wstyd. I tu nie chodzi o to, czy będą zastosowane jakieś sankcje, bo Unia Europejska nie jest w tym taka szybka do karania, woli rozwiązywać sprawy polubownie. Ale samo wszczęcie procedury jest ostrzeżeniem i przynosi nam hańbę. Bo Polska, która walczyła o demokrację, miała Solidarność...
Więcej: dziennikbaltycki.pl
