Męczy mnie już dyskusja o „polskich obozach koncentracyjnych”, ponieważ nic nowego do problematyki holokaustu nie wnosi. To temat zastępczy, że nas o coś się obwinia i powinniśmy w związku z tym protestować (chociaż powinniśmy protestować). Problemu winy za zbrodnie nie można sprowadzić tylko dyskusji geograficznej. Dramat nawet nie wydarzył się na ziemiach polskich (Polski jako bytu politycznego nie było), tylko głównie na obszarze, wtedy określanym jako Generalna Gubernia (dziwny, administracyjny twór), będącym pod protektoratem Niemiec, ale do nich nie włączonym.

REKLAMA

Kwestia narodowościowa też jest bardziej skomplikowana. Załogi obozów zagłady składały się w większości przypadków z Austriaków, a nikt ich nie obwinia. Z kolei jednostki pomocnicze to głównie Ukraińcy przeszkoleni w obozie SS w Trawnikach. Ich udział, w tym dobrowolność (wcześniej byli jeńcami), jest bardzo problematyczna. Niemcy lubili wysługiwać się cudzymi rękami i nie na swoim prawnym terytorium.

Problematycznym, dla mnie osobiście, jest stwierdzenie „obóz”. Mieszkam na terenach, gdzie dokonywała się ta zbrodnia. Trudno nazwać obozem miejsce masowej kaźni/eksterminacji jaka się odbyła w Bełżcu, Treblince, czy nawet Sobiborze. To są miejsca ludobójstwa, a nie koncentracji ludzi z szansą na jakieś przeżycie. Majdanek czy Auschwitz I/Oświęcim (ten ostatni znajdował się na terenie włączonym do Niemiec) były w jakimś stopniu obozami w sensie architektonicznym, ale już Auschwitz II Birkenau/Oświęcim Brzezinka było miejscem totalnej zagłady.

Obozy to rampa kolejowa, komory gazowe i krematoria - masowy transport, masowe uśmiercanie i masowe likwidowanie dowodów zbrodni. Każdy obóz ma swoja historię, jest inny, ale te trzy element to machina/idea zbrodni. Baraki były już tylko wielkimi poczekalniami kolejowymi (w Bełżcu nawet ich nie było, a zamordowano pół miliona ludzi, przeżyło dwóch świadków).

Jedyny obóz, rzeczywiście miał elementarną strukturę obozową, w którym doszło do planowego buntu, to Sobibór. I to udało się dzięki jeńcom radzickim, pochodzenia żydowskiego, którzy potrafili walczyć. Obóz był zabezpieczony polem minowym, a nie tylko tabliczkami ostrzegawczymi, skąd ucieczka nie była łatwa. Pozostało jednak jeszcze i w tym przypadku pytanie: dokąd miał uciekać Żyd, gdzie szukać schronienia?

W Izraelu jest obowiązek edukacyjny, polegający na konieczności odwiedzenia miejsc zagłady. Zamiast walczyć z fałszywymi określeniami, co do nazwy obozów i czasami występującego błędnego określenia „polskie”, lepiej odwiedźmy te miejsca. Każdy Polak powinien to zrobić. Może nie było nas tam wtedy, może zachowaliśmy często neutralność (chociaż to Polacy dokumentowali i raportowali Zachód o tym, co się dzieje w tych miejscach), może można było coś zrobić w tym trudnym czasie, coś więcej. Teraz możemy już tylko ofiarować pamięć o pomordowanych w Treblince, Bełżcu czy Sobiborze. Nie kłóćmy się z innymi o nasze dobre imię, dajmy świadectwo swoją obecnością, jesteśmy to winni tym, których już nie ma, a kiedyś byli z nami.

PS Będąc w Sobiborze napisałem haiku:

Pozostała cisza Którą niepokoi tylko … Spadający liść