
Można się spierać, czy pierwsza generacja Volkswagena Transportera powstała rzeczywiście z inspiracji holenderskiego importera marki, czy też skorzystano z przedwojennego projektu Ferdynanda Porsche. Można, ale to bez znaczenia. Pierwsze trzy generacje blaszanej puszki ze znakiem VW miały i tak ogromny wpływ na rozwój całego samochodowego świata.
Osobiście nie mam wielkiego nabożeństwa do T1 czy T2, nie do końca rozumiem modę na kupowanie zrekonstruowanych modeli Samba za cenę nowego Porsche, w końcu takim Volkswagenem można co najwyżej ścigać się z pchaną przez lodowiec moreną. T3, zwłaszcza potworki robione kiedyś przez Oettingera, albo wersje czteronapędowe, to już inna rozmowa i bliżej mojego temperamentu. Późniejsze modele odruchowo traktuję bardziej utylitarnie, nie czuję do nich ani cienia sentymentu.
Przyznaję, że prezentowane podczas ostatniego salonu samochodowego we Frankfurcie malowanie Transportera T6 w stylu retro zadziałało na mnie pozytywnie. I dokładnie takim wozem, biało-czerwonym i z fikuśnymi kołami o chromowanej tarczy na środku, udało mi się pojeździć podczas pierwszego dużego ataku zimy w tym sezonie. I okazało się, że to kolejny Volkswagen, którym mogę jeździć bez cierpienia. Lepszy aniżeli zwyczajny Passat. Dowód na to, że w wielkich koncernach nierzadko najlepsi, najbardziej pomysłowi inżynierowie pracują w działach samochodów użytkowych, a nie osobowych.
Pojeździwszy w zmiennych warunkach pogodowych 204-konnym retrovanem z napędem na cztery koła jestem skłonny przyznać, że w porównaniu do niego większość dużych SUV-ów wypada blado. Gorzej jeźdżą, brakuje im pojemności nadwozia i praktyczności konstrukcji, wyglądają bardziej plutokratycznie. Problemem jest tylko wizerunek, bo choć VW T6 może z powodzeniem pościgać się z niejednym samochodem osobowym, to nadal wygląda z pozoru jak samochodowy wół roboczy, juczne zwierzę, transportujące towar z punktu A do punktu B.
Mnie to zupełnie nie przeszkadza. Sztuczny prestiż, oferowany przez nadęte fałszywą dumą SUV-y o zwinności barek rzecznych, w ogóle mnie nie pociąga. Mnie wystarczy taki... żwawy wół.
