Większość sejmowa spełniła marzenia Zbigniewa Ziobry, łącząc funkcję ministra sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego. PiS sprezentował swojemu koalicjantowi uprawnienia, które scentralizują prokuraturę, zakończą czteroletnią kadencyjność funkcyjnych prokuratorów, a władzę nad śledczymi dostanie szef resortu sprawiedliwości, czyli Zbigniew Ziobro. Wcześniej przeciwko ustawie zaprotestowało ponad stu prokuratorów, składając wnioski o przejście w stan spoczynku. Pisowska władza dokończyła to, co jej przerwała krótka kadencja. Opozycja – to ewidentne upolitycznienie wymiaru sprawiedliwości.
REKLAMA
Nie było cienia wątpliwości, że marsz prezesa Kaczyńskiego po władzę zakończy się jedynie próbami zmian w Trybunale Konstytucyjnym, a później proponowanym opozycji przez premier Szydło kompromisem o upolitycznieniu TK. PiS i koalicjanci zaczęli od wysokiego „C”, czyli od władzy sądowniczej stojącej na straży Konstytucji RP, do której Kaczyński nie mógł się dobrać nie mając większości konstytucyjnej w Sejmie. Szaleńczy plan zapanowania nad władzą: ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą traw w najlepsze.
Szef resortu sprawiedliwości zyska możliwość kierowania pracą Prokuratury. Nowa ustawa m.in. zlikwiduje Prokuraturę Generalną, a w jej miejsce powstanie Prokuratura Krajowa. Zniknie 11 prokuratur apelacyjnych na poczet 6 prokuratur regionalnych. Zostanie zlikwidowana Prokuratura Wojskowa.
Przełożeni będą mieć prawo wglądu w czynności procesowe prokuratorów prowadzących poszczególne sprawy oraz możliwość ich korygowania. Z każdym pytaniem, budzącym drobne wątpliwości , prokurator będzie musiał zgłaszać się do swojego przełożonego i prosić o opinię oraz zgodę na wykonywanie dalszych czynności śledczych. Minister sprawiedliwości i prokurator generalny w jednej osobie bez żadnego problemu będzie mógł odwoływać i powoływać w ich miejsce innych prokuratorów. Nie trzeba być geniuszem, by domyślić się, że będą to osoby zaufane, usłużne, a bieg postępowania bez problemu będzie mógł toczyć się na podstawie wytycznymi z samej góry. Ustawa zakłada wprowadzenie jawności postępowań dyscyplinarnych wobec prokuratorów. A to oznacza ujawnienie danych osobowych śledczych. Jeśli ci zostaną pomówieni, np. o wzięcie łapówki, współpracę z przestępcami, a wewnętrzne postępowanie tego nie potwierdzi, etykietka na czole pozostanie. Zatem zasada domniemania niewinności już na wstępie przestanie istnieć. Obecni prokuratorzy zostaną poddani weryfikacji.
Prokuratura Krajowa organizacyjnie podlegać będą pod resort sprawiedliwości, czyli jego szefa – Zbigniewa Ziobry. PK zajmie się m.in. nadzorowaniem prac prokuratur niższego szczebla. Jej szefa będzie powoływał i odwoływał na wniosek prokuratora generalnego (Zbigniewa Ziobry) prezes Rady Ministrów. Biorąc pod uwagę sposób sprawowania władzy przez Kaczyńskiego, premier Szydło będzie wypełniać ten zakres swoich obowiązków, tak jak podpisuje ustawy prezydent Duda. Ograniczona zostanie też rola Krajowej Rady Prokuratury oraz zlikwidowane zgromadzenie prokuratorów i kolegia prokuratur.
Ziobro, Kamiński i Macierewicz mają już w swoich rękach narzędzia w postaci „ustawy inwigilacyjnej”, czyli prewencyjnej – najpierw weźmiemy cię na celownik, a później stwierdzimy, czy popełniłeś przestępstwo. A to z kolei niesie za sobą niebezpieczeństwie, że „paragraf zawsze się znajdzie”.
Kolejne kroki prezesa są do przewidzenia. Teraz pora na rewolucję w sądach. Następny ruch to majstrowanie przy ordynacji wyborczej.
PiS za bardzo wziął sobie do serca „dbanie” o bezpieczeństwo obywateli. Tyle że to słowo pomyliło się Kaczyńskiemu z totalną kontrolą oraz inwigilacją.
Jarosław Kaczyński ma jednak jeden wielki plus. Jest dziecinnie przewidywalny. Ale sam nie potrafi w tym amoku i udawaniu wybitnego stratega przewidzieć, że za moment o dane obietnice zaczną upominać się wyborcy. A podczas obrad w sprawach społecznych, podatkowych na sali znajduje się zaledwie garstka posłów PiS, natomiast ustaw socjalnych nie zaczęto jeszcze pisać nawet na kolanie.
Jarosław Kaczyński ma jednak jeden wielki plus. Jest dziecinnie przewidywalny. Ale sam nie potrafi w tym amoku i udawaniu wybitnego stratega przewidzieć, że za moment o dane obietnice zaczną upominać się wyborcy. A podczas obrad w sprawach społecznych, podatkowych na sali znajduje się zaledwie garstka posłów PiS, natomiast ustaw socjalnych nie zaczęto jeszcze pisać nawet na kolanie.
