Mam 3 dzieci, zatem mogę skorzystać na programie 500+. Ale wiem, że to niemoralne i zwyczajnie głupie, żeby każdy kto posiada dzieci inkasował gotówkę. Nie słuchajcie jednak mnie, posłuchajcie ekspertów - ludzi, którzy od lat pomagają zaniedbanym dzieciom, rodzinom potrzebującym wsparcia.

REKLAMA

Moje zdanie przedstawię na koniec, bo jest mało ważne. Zacznę od tego, że realizowałem zdjęcia do cyklu reportaży poświęconych wolontariatowi. Cykl był zlecony przez redakcję katolicką TVP, zatem sporo (choć nawet nie większość) woluntariuszy działało w ramach stowarzyszeń i fundacji katolickich. Wśród nich poznałem wiele osób, którym nie jestem godzien nawet butów czyścić! Młodzież, która poświęca swój czas, by prowadzić świetlice środowiskowe dla najbardziej zaniedbanych dzieci; zakonnice prowadzące domy samotnych matek; księża poświęceni opiece nad bezdomnymi, upośledzonymi – poznałem całe setki wybitnych, szlachetnych ludzi, którzy nie bajdurzą, ale miłosierdzie realizują latami, z przejęciem i poświęceniem. Oni znają biedę, znają potrzeby dzieci i rodzin - zaspokajają te potrzeby własnym, często heroicznym wysiłkiem.

To, że tych ludzi miałem zaszczyt poznać, nie czyni mnie oczywiście ekspertem – ale przynajmniej wiem, że są ludzie, którzy całe swoje życie poświęcają pomocy dzieciom, rodzinom potrzebującym wsparcia. Oczywiście dzieciom pomaga mnóstwo osób świeckich, niewierzących, ale przywołałem księży i zakonnice, ponieważ chodzi mi o osoby i środowiska, do których PiS miałby zaufanie. Zapewniam zatem, że jest mnóstwo ludzi ze środowisk kościelnych, którzy od lat, z wielkim poświęceniem wspierają rodziny w wychowywaniu dzieci. Są szlachetni wolontariusze, są wspaniali organizatorzy, są pedagodzy, psychologowie, terapeuci. Kwestia do której zmierzam da się podsumować ważkim pytaniem: czy program rozdawania gotówki, wszystkim jak leci – bogatym, biednym, zaradnym, potrzebującym wsparcia, rozwijającym swoje dzieci, zaniedbującym je – czy ten program rozdawania pieniędzy bez żadnego rozeznania potrzeb był konsultowany z jakimikolwiek specjalistami? Czy oceniali go praktycy znający potrzeby dzieci zaniedbanych i rodzin niewydolnych? Naukowcy, socjologowie, psychologowie, lekarze, pedagodzy? Na ten program wydamy SETKI MILIARDÓW złotych! Kto go zatem wymyślił, opracował, zanalizował? Kto jest tym ekspertem od potrzeb dzieci i ich rodziców? Prezes Kaczyński? Posłanka Pawłowicz? Partia PiS?

logo

Ja rozumiem, że partia się nie myli, ale jeśli jej program świadczeń społecznych krytykuje zarówno Petru, mający być agentem międzynarodowej finansjery, jak i Zandberg, pomawiany o marksistowskie lewactwo – to może warto się nad tym programem chwilkę zastanowić? Może warto przeprowadzić konsultacje z fachowcami, bo ktoś na wielodzietnych rodzinach zna się, do cholery, lepiej niż prezes Kaczyński!

To już nie jest jakieś 27 milionów dla ojca Rydzyka – czyli korupcja polityczna, ale przynajmniej drobna w skali kraju. To chodzi o wydawane rokrocznie PONAD DWUDZIESTU MILIARDÓW! Ściągnięcie takich pieniędzy podatnicy niechybnie odczują – jeśli nie w swoich PITach, to choćby przez droższe paliwa na stacjach, droższe jedzenie w dyskontach. Cudów nie ma, skąd rząd bierze pieniądze, jeśli nie z podatków? Bajdurzenie o obciążaniu supermarketów i banków to też ściema, bo skąd banki i supermarkety mają pieniądze? Z dotacji ONZ? Nie, od nas, klientów, podatników!

logo

Jeśli już rząd wypompuje z nas ponad dwadzieścia miliardów więcej, to czy te pieniądze trafią chociaż do najbardziej potrzebujących? Nie, bo ta kasa rozleje się na wszystkich. Popłynie także do tych, którzy zupełnie jej nie potrzebują. Mieszkam na warszawskiej Saskiej Kępie, gdzie żyje sporo ludzi majętnych. Dość powiedzieć, że mój synek bywał zapraszany na urodziny kumpla z przedszkola do Hotelu Bristol. Czy i ta rodzina domaga się wsparcia pieniędzmi ściągniętymi w podatkach od... samotnych matek zarabiających jakieś grosze na kasie w supermarkecie? Kręciłem kiedyś dokument o dzielnym, wspaniałym małżeństwie – dwójce niewidomych, którzy wychowują dziecko. Dziecko jest zdrowe, ale tylko jedno, więc ci waleczni ludzie – oboje pracujący i płacący podatki – będą się zrzucać na pieniądze przeznaczane dla tej rodziny, która urodziny każdej ze swych pociech organizuje w Hotelu Bristol!

Z trudem powstrzymuję się, by nie zacytować opinii o programie 500+ pewnego znajomego księdza, który na co dzień, w diecezjalnym Caritasie zajmuje się pomocą dla zaniedbanych dzieci ulicy. Ten fantastyczny kapłan pracujący m.in. jako street worker, codziennie bywa w podwórkach, do których nie zapuszczają się agitatorzy rozdający ulotki przed wyborami. Nie zacytują tego kapitalnego księdza, bo pracując na ulicy nabrał zwyczaju wyrażania swych myśli bezpośrednio - a jago osąd o rozdawaniu gotówki wszystkim jak leci po 500 zł na dziecko był dość surowy. Ale przecież ani moje, ani tego księdza zdanie nie jest ważne. Kiedy decyduje się o wydawaniu rokrocznie ponad dwudziestu miliardów zł, to ważne jest zdanie szerokiej rzeszy fachowców; wypracowanie najlepszych rozwiązań, najskuteczniejszych narzędzi.

Można zarzucać zdradziecki zamach na prezydenta, i dowodzić go za pomocą parówkowych eksperymentów; można wytykać przeciwnikom politycznym, co robili ich dziadkowie - można robić rożne głupie i nikczemne rzeczy. Ale ignorowanie prawdziwych potrzeb biednych, głodnych, pozbawionych szans na awans społecznych dzieci – by realizować marketingowe chwyty wyborcze – to już wyjątkowe kurewstwo! „Za takie numery idzie się chyba do piekła” - jak mi powiedział ten ksiądz, który całe życie zajmuje się biednymi dziećmi. Czasem powątpiewam w istnienie raju i piekła, ale cholernie chciałbym, żeby ten ksiądz się nie mylił.

Chcesz dostawać info o nowych wpisach?