Mija kolejny tydzień Dobrej Zmiany, jesteśmy coraz bliżej magicznej granicy 100 dni w których rządu, zgodnie z dobrym obyczajem nie powinno się krytykować, tylko "dać im pracować" w spokoju.
W ostatnich dniach okazało się, że Sejm RP nie może pracować, jeśli jeden z szeregowych posłów odbiera nagrodę przyznaną przez podrzędny tygodnik, którego (wczoraj ujawniono) prenumerata wynosi szokującą liczbę 500 egzemplarzy. Takie działania chyba nie podchodzą pod to, żeby je określić "metodami stalinowskimi" o których ów nagrodzony poseł mówił odbierając nagrodę, ale z pewnością są nimi wszelkie naciski opozycji i dziennikarzy na rząd. Czymś wyjętym żywcem z czasów stalinowskich nie jest także grzebanie w życiorysie rodzin przeciwników politycznych, i dlatego najnowszą ofiarą został dziadek lidera KOD - Mateusza Kijowskiego, którego dziadek miał walczyć z żołnierzami wyklętymi. Metodą stalinowską nie jest także przekształcenie niegdyś poważnego programu informacyjnego w propagandową tubę rządu, która odważnie stoi na straży pomyślności obecnego rządu.
Warto jeszcze wspomnieć o tym, że popieranie ludzi, którzy służyli słusznie minionemu systemowi, to również nie są metody stalinowskie, to nie jest nawet wstyd, to dobra zmiana. Mam tutaj na myśli np. pana Piotrowicza, który był kim był w stanie wojennym.
Jeszcze dzisiaj dobra zmiana ma także w końcu objąć katastrofę w Smoleńsku. Wiadomo już na czym owa zmiana ma polegać. Od dziś raport Millera traci znaczenie, a cała katastrofa będzie badana od początku. Oczywiście zgodnie z wolą Ministra Obrony Narodowej, który jak wiemy w Smoleńsku widział kilka eksplozji w powietrzu. Powstanie także nowa komisja, w jej skład ma wejść między innymi doktor Berczyński, który jeszcze w czasach Zespołu Parlamentarnego potrafił na podstawie zdjęć ogłosić, że w Smoleńsku doszło do zamachu. Z pewnością w nowej komisji znajdzie się miejsce także dla tak uznanych ekspertów lotniczych, jak: Chris Cieszewski (zasłynął tym, że pomylił śmieci z drzewem) i Jacek Rońda (zasłynął tym, że blefował w TVP). Komisja ma liczyć 60 osób. Na szczęście poważni eksperci lotniczy odmówili Macierewiczowi, i nie wezmą udziału w tym przedstawieniu.
Tak więc dobra zmiana trwa, i dobrze, bo groteski jest coraz więcej.
