Polska była już po dwóch dużych manifestacjach organizowanych przez Komitet Obrony Demokracji, kiedy Prezydent Andrzej Duda udzielił „sławnego” wywiadu dla BBC World Service. Skrócił wówczas działania ogromnego ruchu obywatelskiego do działań zorganizowanych przez polityczną opozycję. Powiedział, że w Polsce wszystko jest w najlepszym porządku, a spór wokół Trybunału Konstytucyjnego to wyłącznie sprytnie zagrana polityczna rozgrywka Platformy Obywatelskiej. Ciekawym jest, że niedługo potem cały ciężar wszelkiego „zła” związanego z działaniami KOD-u zrzucili na Nowoczesną i Ryszarda Petru. Kto następny? Paweł Kukiz zaczyna ostatnio stawiać ostrą kontrę. Może jemu przypadnie następna porcja winy? Tak tylko ironicznie zapytałam, bo osobiście prorokuję, że akurat ten duet będzie działał jeszcze w wyjątkowo dobrej komitywie. Bynajmniej nie ku chwale ojczyzny.

REKLAMA

W tym samym wywiadzie prezydent wielokrotnie podkreślał, że demokracja w Polsce ma się dobrze. Co zaskakujące, owa demokracja nie dlatego ma się dobrze, bo rząd postępuje zgodnie z zasadami praworządnego państwa (o tym akurat nie wspomniał ani słowa), ale dlatego, że ludzie manifestują. Według przedstawicieli władzy jedynym wyznacznikiem istnienia demokracji jest fakt, że ludzie mogą "sobie manifestować". Jak mantrę powtarzają to każdego dnia różni politycy PiS-u. To prawda, że w demokratycznych systemach ludzie mają prawo wychodzić na ulicę, tutaj nie mam wątpliwości. Ale prawdą jest również, że w demokratycznych systemach społeczeństwo jest słuchane. Prawdą jest również, że w demokratycznych systemach przestrzegane jest prawo i konstytucja. W naszej demokracji spełnia się tylko jeden warunek. Poziom komunikacji władzy ze społeczeństwem chyba jeszcze nigdy nie był na tak mizernym poziomie. Przynajmniej ja nie pamiętam. Sama nie wiem, co boli bardziej. Czy to, że PiS rządzi wyłącznie swoim elektoratem, czy to, że rządzi nie starając się zachować nawet pozorów uszanowania prawa. A może jedno i drugie boli tak samo?

Brałam udział we wszystkich dotychczasowych marszach i manifestacjach KOD. Na pierwszy marsz warszawski organizowany w obronie konstytucji organizowany z początkiem grudnia jechałam pełna nadziei i energii. Razem ze mną, ramię w ramię szli ludzie w żadnym wypadku nie powiązani z polityką - podobnie jak ja, pełni entuzjazmu. Jechałam do Warszawy, żeby z ludźmi z z całej Polski poprosić o uwagę. Zaskarbić uwagi rządu nam się jednak nie udało. Ani wtedy, ani na żadnej z 3 kolejnych manifestacji.

Społeczeństwo obywatelskie zostało skrzętnie zamiecione pod dywan. Teraz, wspólnymi siłami musimy się spod tego dywanu wydostać.

Dzisiaj Andrzej Duda podpisał "ustawę inwigilacyjną". Podpisał, mimo głośnego sprzeciwu społeczeństwa. Kolejny raz spodziewałam się tego po prezydencie, ale gdzieś tam głęboko w głowie iskrzyła mi myśl: "a może jednak nie podpisze?". Boli tym razem tak samo, jak we wszystkich poprzednich przypadkach bezwiednego podpisywania ustaw. Kolejny raz okazało się, że nie mamy prezydenta wszystkich Polaków, a jedynie prezydenta niektórych - wybranych i namaszczonych. Coraz bardziej odnoszę wrażenie, że my - ludzie solidarni z ideą KOD-u, swoimi protestami nie apelujemy do władzy, bo przecież ona i tak ma nas w głębokim poważaniu. My apelujemy do świata, w szczególności do świata europejskiego, że jesteśmy, że walczymy i że Polska to nie tylko ta PiS-owska. To wspólna walka o wolną Polskę – ramię w ramię z Europą!