Pixabay

Zabierając głos w dyskusji w Internecie, pisząc komentarz na forum lub pod postem na Facebooku, a już stuprocentowo publikując wpis na blogu, można się w kilkanaście minut przekonać, co inni sądzą o nas i naszej tFórczości. Nie będą to najczęściej pochwalne peany, a dosadnie wyrażona, złośliwa krytyka. Choćbyśmy nie wiem jak ciekawy temat obrali, podchodząc do niego w niebanalny sposób i ubierając go w oryginalną formę, zawsze znajdzie się ktoś, kto uzna wasz wpis za bezsensowne zaśmiecenia świata.

REKLAMA

Jako małą prowokację zamieściłam tekst o Walentynkach. Nie jakąś tam generalną krytykę i odsądzanie od czci i wiary, tylko indywidualne odniesienie do zjawiska, z trochę może zbyt banalną odezwą, abyśmy kochali się zawsze – nie tylko raz w roku. Tak mnie naszło jakoś, bo czego, jak czego, ale miłości to nam w życiu brakuje – nie tylko tej romantycznej, ale i takiej zwykłej miłości bliźniego. Długo czekać nie trzeba było. Od razu pojawił się komentarz sugerujący w sposób w miarę kulturalny na szczęście, że „chłopa mi trzeba” po prostu. Chłopa, co to mi kupi prezent i do drogiej restauracji zabierze… Ciężko komentować taki wpis. Jedno, co mogę stwierdzić, to że po pierwsze do czytania nikt nie zmusza – jak mi się coś nie podoba, to nie czytam. Po drugie, zdecydowanie za dużo złośliwości jest na świecie i to ona go zaśmieca znacznie bardziej. A po trzecie, każdy interpretuje dany tekst, nakładając na słowa autora własną matrycę wartości i schematów poznawczych. Tyle w temacie.

Zastanawia tylko, dlaczego tak łatwo nam przychodzi ocenianie i krytykowanie innych? Czemu na 10 komentarzy, 9 to zwykły hejt? Dlaczego tak skwapliwie kopiemy innych, a do rzeczowej dyskusji nie ma chętnych? Widać są ludzie, którzy negują wszystko i wszystkich, tak dla zasady. Zgorzkniali, smutni, źli, zrzędliwi. Nawet, jeśli coś im w życiu wychodzi, to i tak nie potrafią się z tego cieszyć. A jeśli im nie wychodzi, to broń cię panie Boże żeby komuś innemu wyszło. Sami nie robią najczęściej nic, ale jak ktoś się tylko wychyli, to czekają już z łopatą, aby przyłożyć. Smutne to i bardzo polskie niestety. Przypomina mi to mój ulubiony film Marka Koterskiego „Dzień świra” i cowieczorną modlitwę Polaków:

„Gdy wieczorne zgasną zorze, Zanim głowę do snu złożę, Modlitwę moją zanoszę Bogu Ojcu i Synowi: D……cie sąsiadowi! Dla siebie o nic nie wnoszę, Tylko mu dosrajcie proszę.

Kto ja jestem? Polak mały Mały, zawistny i podły. Jaki znak mój? Krwawe gały. Oto wznoszę swoje modły Do Boga, Marii i Syna: Zniszczcie tego s……a Mego brata, sąsiada, Tego wroga, tego gada.

Żeby mu okradli garaż, Żeby go zdradzała stara, Żeby mu spalili sklep, Żeby dostał cegłą w łeb, Żeby mu się córka z czarnym I w ogóle żeby miał marnie, Żeby miał AIDS i raka.

Oto modlitwa Polaka"