Dane zdają się być oczywiste. Arktyka rozmarza. Jeśli Arktyka rozmarznie, daleko idące ustalenia paryskiego szczytu klimatycznego upadną. Banki nie otrzymają zwrotu pożyczonych pieniędzy, a amatorzy owoców morza nie zjedzą swoich ośmiorniczek. Widzę jeszcze pewne pole manewru dla biur podróży. Oferta: BAW SIĘ DOBRZE PRZEZ NASTĘPNE PIĘĆ LAT. ZJEDZ, CO JESZCZE NIE ZOSTAŁO ZJEDZONE!
Ale przecież i bez tego, kto ma oczy do patrzenia i uszy do słuchania już wie - powoli, coraz szybciej umiera wszystko. To widać, słychać i czuć.
Rozmawiałem dziś z kolegą, jak to będzie wyglądać? Przywołał „Drogę” Cormacka Mcarthy’ego. Pewnie trochę tak. Ale raczej nie tak. Raczej nie będzie romantyzmu „Mad Maxa”, „Fallouta” i „Stalkera”. Raczej będzie globalna Syria. Będzie bardzo bardzo niemiło i może nie być internetu.
Pewne rzeczy odzyskają swoją wartość. Na przykład drzewa, które wycięliśmy. Drzewa staną się cenniejsze od złota, ale nikt ich już nie kupi. Niektórzy mówią – martwię się o dzieci.
Ja też tak mówię. Ale przecież nie wszyscy tak mówią, bo i nie wszyscy mają dzieci. Ale pewnie i wszyscy nie będą mieć. Rodzicie dzieci, a dzieci rodziców.
Póki co będzie trochę mizantropicznej przyjemności. Obserwacja kretynek i kretynów, którzy przez ostatnie trzydzieści lat oddawali się paroksyzmom konsumpcji w świecie bez ośmiorniczek, może być momentem głupiej satysfakcji. Czy nawet oglądanie oczyma wyobraźni opustoszałych pomników pychy Dubaju, Chin, rozpadających się wiosek olimpijskich. Szefowie kuchni, którzy w telewizji byli bardziej denerwujący od mistrzów tańca, mogą stracić swoje zajęcie, choć na pewno szczura przyrządzą lepiej od przeciętnego zjadacza chleba. Przepraszam, zjadacza szczurów.
W zasadzie można się zacząć zastanawiać, co zrobię/zrobisz w ciągu najbliższych pięciu lat? Ja, póki co, przeszedłem na prawie stuprocentowy weganizm. Do tej pory jakoś nie mogłem się zebrać. Nie przypisuję temu aktowi żadnego znaczenia, ale przywołania go wymaga porządek wywodu. Nie mam ochoty już zabijać, choć nie można wykluczyć…
Obserwowanie upadku wszystkiego będzie poruszającym przeżyciem estetycznym i będzie na nim można dobrze zarobić. Może trochę smutnym, bo ziemia bez miliardów stworzeń, które wydawały nam się niepotrzebne do niczego (prócz zjedzenia czasami) może być nieco smutna. W każdym razie reklamacje i powództwa cywilnie nie będą już wchodziły w grę.
Mimo to, już dziś zazdroszczę ostatniemu człowiekowi, który będzie mógł powiedzieć sobie. Po raz ostatni spojrzałem na to ludzkimi oczami.
Arktyka rozmarza, Panie i Panowie! Rozpoczął się czas ostatniego LAST MINUTE!
Miłego wypoczynku!
_________________________ * W dość dowolnym tłumaczeniu. Arktyka rozmarza na naszych oczach i dzieje się to błyskawicznie. Błyskawicznie również zrobi się bardzo bardzo gorąco. Zapomnijmy o 1,5 stopnia.
I w trochę bardziej rozbudowanym, autorstwa Krzysztofa Kujawy:
Tak, dobrze widzicie - temperatura stycznia na biegunie północnym była do 12 stopni wyższa niż średnia wieloletnia!!
To, co kryje się za tym zjawiskiem, budzi u wielu osób wielkie obawy, by nie powiedzieć strach.
To, niestety już nie są akademickie rozważania typu „co – jeśli”, TO SIĘ DZIEJE. -------------------------------------------------------------------------------- Każdy, kto obserwuje Arktykę - od naukowców po działaczy na rzecz ochrony przyrody – powinien być bardzo, bardzo zaniepokojony. Antropogeniczna emisja gazów cieplarnianych - teraz przesuwająca poziom CO2 już powyżej 405 części na milion – zdaje się szybko zmuszać nasz świat do szybkiego ogrzewania się. Do ogrzewania miejsc najgorszych (w kontekście zmiany klimatu) jakie można sobie wyobrazić – Arktyki i jej okolic. Fakty: 1. Styczeń 2016 roku był najcieplejszym styczniem od 136 lat (od kiedy NASA notuje temperaturę) 2. Temperatura stycznia w 2016 skoczyła rekordowo względem różnicy między dowolnym miesiącem z danego roku a średniej wieloletniej z danego miesiąca, bo o 1,13 stopnia C od średniej bazowej (1950-80). 3. BARDZO niepokojący jest geograficzny rozkład tego rekord: tropikalny upał napędzany wyjątkowo silnym w tym roku zjawiskiem El Nino, powędrował na północ, gdzie teraz powoduje topnienie wiecznej zmarzliny. Temperatura na Syberii, w północnej Kanadzie, północnej Grenlandii i przede wszystkim na całym obszarze Oceanu Arktycznego powyżej 70 szerokości geograficznej północnej - wynosiła od 4 do 13 stopni Celsjusza powyżej normy. To co widzieliśmy w Arktyce jest absolutnie bez precedensu - przez cały styczeń 2016 roku, temperatury były jak wiosną w Arktyce. Jest możliwe, że zimą 2016 mogą nie wystąpić typowe warunki. Wygląda to tak, jakby termometr zablokował się na poziomie typowym dla kwietnia i już tam pozostał. Dlaczego to wszystko brzmi tak złowieszczo? Byłoby BARDZO źle, gdyby ciepło w Arktyce spowodowało coraz bardziej gwałtowne topnienie lodowców – powodując podniesienie się poziomu mórz o centymetry, cale i stopy. Byłoby źle, jeśli ocieplenie polarne zostanie wzmocnione przez zamianę białych, odbijających światło połaci lodu, na powierzchnie niebieskie, brązowe i zielone powierzchnie wód i lądów pochłaniające ciepło. Byłoby bardzo źle, gdyby to niezwykłe ciepło zaowocowało również topnieniem wiecznej – dodatkowo wzmacniając antropogeniczne ocieplenie przez uwolnienie do 1,300 mld ton węgla i ostatecznie przeniesienie około połowy tego do naszej atmosfery. I byłoby raczej źle, jeśli - poprzez zmianę przepływu prądu strumieniowego - dodatkowe ciepło w Arktyce zaczęłoby wzmacniać okresy suszy oraz gwałtownych burz. Niestety, te wydarzenia nie są już tylko hipotetyczne. Lód morski cofa się. Wieczna zmarzlina topnieje. Lodowce topnieją. A prąd strumieniowy zdaje się słabnąć. Ale co wtedy, gdy spalanie paliw kopalnych będzie miało jeszcze jeden skutek? Gdy spowoduje – poprzez słabnącą cyrkulację - przeniesienie tropikalnych upałów związanych z El Nino aż do bieguna? Co zrobić, jeśli w jakiś sposób szczyt w tropikalnym upale będzie obejmował obszar od równika aż do bieguna? To co widzimy, jest przyspieszeniem niebezpiecznych zmian arktycznych opisanych powyżej i sprzężeniem zwrotnym dodatnim zjawisk, których skutki mogą być dla nas trudne do opisania. To, niestety już nie są akademickie rozważania typu „co –jeśli”, TO SIĘ DZIEJE.
