Pójdę na marsz "My, Naród" dlatego, że Kaczyński i jego ekipa uważają za wrogów KOD, Prezesa TK, sporą część dziennikarzy i przedsiębiorców, oraz Lecha Wałęsę. Dziś wykańczają Lecha Wałęsę...
REKLAMA
Nie czuję się osobiście zagrożony, ale czuję, że państwo staje się wrogie. Wrogie wobec tych, którzy nie popierają rządzącej ekipy. Ludzi myślących inaczej obraża się, lekceważy, a tam gdzie można, wyrzuca się z pracy, by przyjąć swoich. Przed wyborami Duda i Szydło pokazywali się wciąż wśród obywateli: odwiedzali, rozmawiali, słuchali. To wsłuchiwanie w głos obywateli miało być odżywczą zmianą po aroganckich rządach PO. Sielanka skończyła się szybko - jak tylko obywatele zaczęli krytykować łamanie konstytucji, czy zawłaszczanie mediów. Wtedy ci obywatele okazali się złodziejami, zdrajcami, ludźmi najgorszego sortu, obdarzonymi genem zdrady.
Zdrajcą, agentem i marionetką okazał się Lech Wałęsa, którego ubeckimi kwitami wykańcza teraz ekipa Kaczyńskiego. Piszę „wykańcza”, a nie „ujawnia prawdę”, bo gdyby chodziło o prawdę, to IPN zbadałby dokumenty, potwierdziłby autentyczność podpisów, a na koniec przedstawił ustalenia i zweryfikowane dowody. Ale tak nie zrobił, bo nie o żadną prawdę tu chodzi, ale o wykończenie człowieka, oplucie go, zohydzenie. Obrzuca się faceta gównem, i by efekt wzmocnić, powtarza komunały o sprawiedliwości i praworządności. Dokładnie tak samo, jak robiła to kiedyś z przeciwnikami władzy bezpieka.
Nie idę bronić Wałęsy dlatego, że jest on moim bohaterem – choć jest! Nie idę opowiadać się za żadną stroną konfliktu politycznego – choć mam swoje sympatie i antypatie. Idę protestować przeciwko praktykom państwa, których się brzydzę, i których się boję. Idę protestować przeciwko temu, że prezydent powołany by chronić konstytucję – łamie ją, paraliżując Trybunał Konstytucyjny; że prezes IPN powołany, by dociekać prawdy historycznej – fałszuje ją ubeckimi kwitami, których autentyczności nawet nie sprawdził.
Nie idę na marsz „My, naród” bronić Wałęsy dlatego, że on potrzebuje obrony, bo Wałęsa obroni się sam. Idę na ten marsz, bo obrony potrzebuję ja sam, obrony potrzebujecie i Wy!
Jeśli to państwo nie waha się wykańczać ubeckimi metodami Wałęsy, to nie zawaha się wykończyć mniej zasłużonych, mniej znanych. Jeśli prezes IPN w biały dzień, w świetle kamer nie wstydzi się pokazywać zobowiązania Wałęsy do współpracy, nawet nie zbadawszy podpisu pod tym zobowiązaniem, to jakie będzie miał opory jakiś rejonowy prokurator, żeby wykończyć lipnymi zeznaniami lokalnego dziennikarza, opozycyjnego samorządowca, nieposłusznego urzędnika? Jeśli rządzący nie mają oporów, żeby z eksponowanych stanowisk wyrzucić ludzi o wybitnych kompetencjach i wieloletnim doświadczeniu - by na ich miejscach wsadzać swoje miernoty - to czy będą mieli opory, by wyrzucić Ciebie? W obronie prezesów słynnych na cały świat stadnin koni ujęło się środowisko, ludzie sławni. Ale kto ujmie się za Tobą, jeśli to Ciebie wyrzucą na zbitą mordę? Kto ujmie się za kompetentną dyrektorką szkoły, do której chodzą Twoje dzieci? Kto obroni dyrektora wiejskiej przychodni, szefową biblioteki?
Jeśli to państwo nie waha się wykańczać ubeckimi metodami Wałęsy, to nie zawaha się wykończyć mniej zasłużonych, mniej znanych. Jeśli prezes IPN w biały dzień, w świetle kamer nie wstydzi się pokazywać zobowiązania Wałęsy do współpracy, nawet nie zbadawszy podpisu pod tym zobowiązaniem, to jakie będzie miał opory jakiś rejonowy prokurator, żeby wykończyć lipnymi zeznaniami lokalnego dziennikarza, opozycyjnego samorządowca, nieposłusznego urzędnika? Jeśli rządzący nie mają oporów, żeby z eksponowanych stanowisk wyrzucić ludzi o wybitnych kompetencjach i wieloletnim doświadczeniu - by na ich miejscach wsadzać swoje miernoty - to czy będą mieli opory, by wyrzucić Ciebie? W obronie prezesów słynnych na cały świat stadnin koni ujęło się środowisko, ludzie sławni. Ale kto ujmie się za Tobą, jeśli to Ciebie wyrzucą na zbitą mordę? Kto ujmie się za kompetentną dyrektorką szkoły, do której chodzą Twoje dzieci? Kto obroni dyrektora wiejskiej przychodni, szefową biblioteki?
Nie boję się o swoje stanowisko – bo od lat nie mam nigdzie etatu, ani o pozycję publiczną – bo jej nie posiadam. Nie trzęsę się w obawie, że cokolwiek stracę, bo mój los i los moich dzieci zależy od mojej przedsiębiorczości, a nie pieniędzy rozdawanych przez polityków. Ale boję się całkiem serio, że jeśli nie będziemy umieli ująć się za kimś, komu robi się świństwo – to stracimy coś wszyscy. Stracimy coś ważniejszego nawet, niż Trybunał Konstytucyjny, wolne media, czy swobody demokratyczne. Stracimy poczucie własnej przyzwoitości, a tego żal byłoby mi najbardziej.
