
Skandal, wstyd, oszustwo – tymi trzema słowami można podsumować 100 dni rządu Beaty Szydło. Wszystko od samego początku nie poszło po myśli Jarosława Kaczyńskiego, który uwierzył w sondaże. Niektóre dawały jego partii i ukrytym koalicjantom ponad 42 proc. poparcia. I przeliczył się. Sprytnie ułożone listy krajowe i kolejne obietnice Beaty Szydło miały tylko podnosić słupek. Wygrana w wyborach prezydenckich Andrzeja Dudy, niskie notowania innych partii, dały prezesowi złudzenie, że PiS jest politycznym hegemonem. Te obietnice jednak nigdy nie miały być spełnione. Miały poprowadzić prezesa do przejęcia władzy, której raz zdobytej nie zamierzał oddawać. Ale Kaczyński otworzył szeroko oczy ze zdziwienia już w niedzielny wieczór wyborczy, kiedy podano pierwsze wyniki głosowania.
Beata Szydło obiecywała wszystko. A przed kamerami nawet indywidualne prośby ludzi, dołączane były do pakietu w wersji „full options”. Prezes PiS ograniczył się jedynie do wystąpień pod koniec kampanii, w których deklarował tylko nie stosowanie polityki odwetowej oraz zajął się mobilizowaniem swojego elektoratu do głosowania. Pierwszą porażką Kaczyńskiego był wynik wyborczy (nieco ponad 37 proc.). Wtedy policzył mandaty. Marzenia o większości konstytucyjnej, nawet z Kukiz’15 prysły w jednej chwili.
A plan był zupełnie inny. PiS liczył na wprowadzenie do Sejmu ponad 307 posłów. Wówczas, mając większość konstytucyjną Kaczyński mógłby rozpisać wybory samorządowe i na fali popularności odebrać władzę PO i PSL w regionach. Sny i marzenia o silnej większości parlamentarnej nie spełniły się, więc zaczęły się próby zmian ustawami w Trybunale Konstytucyjnym. I w tym przypadku PiS poniósł kolejną porażkę. Kaczyński widząc, że walka z TK będzie trudna, zaczął na szybko, nocami, wspólnie ze swoim klubem, przy pomocy Kukiza, wprowadzać ustawy dające władzę Zbigniewowi Ziobrze oraz resortom siłowym, tworząc grunt pod państwowy aparat nacisku i inwigilacji. Manipulacja w TVP jest widoczna jak na dłoni, czyli to nawet nie manipulacja, ponieważ ta z założenia ma być niezauważalna.
Czas płynął nieubłaganie dla premier Beaty Szydło. Bo jak można wprowadzać w życie dane obietnice, na które nie ma się pomysłu. Rząd na szybko wprowadził projekt Rodzina 500 plus, który budzi kontrowersje teraz, a jeszcze więcej zamieszania będzie podczas realizacji ustawy. A powodem tego będzie niespójność przepisów. Zacznie się społeczne oburzenie – dlaczego oni dostali, a ja nie, a spowiadać się z tego będą urzędnicy jednostek samorządowych.
Przekucie tych stu dni w sukces nie udałoby się nawet sztabowi światowej klasy speców od PR. Obietnice to jedna sprawa. Druga ważna, która wyszła na jaw, to brak dyscypliny w rządzie. Beata Szydło nie ma autorytetu u „swoich” ministrów. Nie szanują jej. Najbardziej demonstruje to minister finansów. O zapanowaniu nad ministrem sprawiedliwości czy szefami MSWiA i MON nie ma nawet mowy. Każdy "gra na siebie" i prowadzi prywatną politykę w podległym resorcie.
Sto dni rządu Beaty Szydło pokazały, że ta kobieta nie radzi sobie z tym co obiecała, mając za plecami suflera Kaczyńskiego. Widać zdezorientowaną i zestresowaną osobę, którą przerosło odegranie tej roli. Rząd PiS nie jest nawet w najmniejszym stopniu drużyną, która gra do jednej bramki. Strzela sobie same "samobóje". Klub PiS też nie jest monolitem. Kaczyński ma tak naprawdę wpływ na Szydło i Dudę. Wydawałoby się, że to wystarczy. Przecież to dwie najważniejsze osoby w państwie. Beata Szydło jednak nie panuje nad sytuacją. Panować nad tym całym chaosem przestał sam Kaczyński. To kolejna porażka prezesa.
Kilka dni temu Ryszard Petru powiedział, że otwiera wrota swojej partii na zagubionych z PiS i Kukiz’15. A liczba tych zagubionych z każdym kolejnym dniem – 101, 102, itd. będzie coraz większa. Ci posłowie pracują w komisjach, widzą co się dzieje i za jakimi projektami ustaw głosują.
Dlatego Platformo Obywatelska i Nowoczesna, rozłóżcie szeroko ramiona w duchu pojednania, zrozumienia, i weźcie w objęcia tych zagubionych, „nawróconych” posłów. Przecież „spośród tylu dróg przez życie każdy ma prawo wybrać źle”. Zróbcie to dla dobra Polaków i Polski. To i tak rozpadnie się od za kilka miesięcy, ponieważ PiS zaczęło już zagryzać się między sobą od wewnątrz, co jest ściśle tajne i kamuflowane. Powtarzane, jak mantra zdania o jednej wielkiej, zwartej sile, to propagandowa ściema. Tylko zanim to samo pęknie, oni narobią takiego bałaganu, że „recykling” po tym wszystkim będzie bardzo trudny. Szczególnie w kwestiach gospodarczych i polityki zagranicznej. PiS, SP, PR mają nieznośną lekkość niszczenia wszystkiego, czego się tylko dotkną. Pora na polityczne transfery. Sztuka jest sztuka, jak mawia się w wojsku. A przecież teraz wszyscy jesteśmy na wojnie w obronie naszej przyszłości i jakości życia w wolnej Polsce.
