Jednak demokracja w Polsce nie ma się dobrze.
Jednak demokracja w Polsce nie ma się dobrze. sejm.gov.pl

To właśnie minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski sprowadził do Polski Komisję Wenecką. Powtarzanie w kółko przez Beatę Szydło, że „demokracja w Polsce ma się dobrze”, musiało ośmielić szefa MSZ. KW jest natomiast zupełnie innego zdania. Miażdżący raport ma już na biurku premier rządu, a na odniesienie się do niego czas do 12 marca. W samym rządzie trwa spór o to, kto ponosi odpowiedzialność za kolejną międzynarodową wpadkę? Odpowiedź jest prosta. PiS.

REKLAMA

Nie sądzę, aby minister Waszczykowski odważyłby się na taką samowolkę. O zaproszeniu do Polski Komisji Weneckiej musiała wiedzieć premier Beata Szydło. A już na pewno taką wiedzę posiadał Jarosław Kaczyński. Nie zdziwiłbym się, że tkwili w przekonaniu, iż oni będą gościom wskazywać rozmówców i przy tej okazji KW pominie sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Przedstawiciele Komisji Weneckiej okazali się jednak w tej kwestii wyjątkowo wścibscy i samodzielni.

Jak wskazuje Komisja, „wyniszczający dla skuteczności Trybunału efekt [ustawy] naprawczej podważy wszystkie trzy podstawowe zasady Rady Europy”.

1. Zasadę demokracji – bo eliminuje wzajemną kontrolę i równoważenie się władz.

A to oznacza pobawienie TK roli strażnika Konstytucji RP i kontroli nad zgodnością prawa z ustawą zasadniczą. Dyskwalifikuje to trójpodział władzy: ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej. Czyli demokracja w Polsce nie ma się dobrze. Ma się wręcz źle.

2. Zasadę praw człowieka – bo drastycznie spowalnia możliwość rozpatrywania skarg konstytucyjnych pojedynczych osób przez Trybunał.

Do TK wpływa mnóstwo skarg od obywateli, a te według „ustawy naprawczej” PiS, mają być rozpatrywane na szarym końcu. Zatem jest to łamanie praw człowieka.

3. Zasadę sprawiedliwości i praworządności – ponieważ sprawia, że Trybunał Konstytucyjny, który jest centralną instytucją sądownictwa w Polsce, stanie się nieefektywny.

TK nie może być sprawiedliwy i praworządny, jeśli będzie upolityczniony. A taki kompromis zaproponowała opozycji premier Beata Szydło – ośmiu sędziów od was, siedmiu od nas. Na co oburzona opozycja nie zgodziła się.

Komisja Wenecka zaleciała również, aby w długiej perspektywie czasowej i przy bardziej sprzyjających okolicznościach podjąć próbę zmiany konstytucji w zakresie wyboru sędziów do TK. Bardziej sprzyjające warunki wykluczają większość sejmową (całe 4 mandaty), składającą się z PiS, Solidarnej Polski oraz Polski Razem. KW wyraziła też niezadowolenie, że odrzucony został postulat, by kandydatów do Trybunału Konstytucyjnego mogły zgłaszać środowiska akademickie i instytucje sadownictwa, a nie tylko politycy.

PiS wiedziało, że opinia komisja nie będzie zbyt przychylna, kiedy jej członkowie po dwudniowej wizycie przekroczyli granice Polski. Ale takich treści nie spodziewali się. Rząd polski już nie lubi Komisji Europejskiej. Pojawiły się zarzuty, że komisarze nie zrozumieli systemu prawnego w kraju nad Wisłą i próbują podporządkować suwerenne państwo organom europejskim. To akcja polityczna wymierzona w polski rząd w wyniku odwetu establishmentu europejskiego wobec choćby naszego sprzeciwu w kwestii uchodźców. Poza tym w raporcie jest wiele przekłamań – tak broni się PiS

W MSZ trwa burza mózgów nad analizą opinii KW. I nic dziwnego, bo cała wina spadała na szefa tego resortu, który ma znaleźć wyjście z sytuacji. Na odpowiedź w postaci szeregu uwag i zastrzeżeń do opinii szykuje się również premier Szydło, czyli jak powszechnie wiadomo Jarosław Kaczyński.

O zbadanie „ustawy naprawczej” zwrócił się 23 grudnia do Komisji szef polskiej dyplomacji Witold Waszczykowski. Czteroosobowa delegacja komisji badała sprawę na miejscu 8 i 9 lutego. Projekt opinii w piątek otrzymało Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Komisja będzie nad nim obradować w pełnym składzie na posiedzeniu 11 i 12 marca. Wtedy przyjmie go w ostatecznym kształcie. A kształt ostateczny może okazać się jeszcze bardziej druzgocący dla polskiego rządu.

Należy pamiętać, że ostateczna opinia Komisji Weneckiej przy Radzie Europy, nawet, jeśli ma tylko charakter zaleceń bez sankcji, to na efekt prac przedstawicieli tej komisji oczekuje Unia Europejska i od nich uzależni dalsze działania wobec Polski. A wiadomo, że UE ma krytyczny stosunek do rządów PiS, który wstydu już z siebie nie zmyje.

Tymczasem nad tzw. „ustawą naprawczą” Trybunał Konstytucyjny pochyli się 8 i 9 marca w niezmiennym składzie. Trybunał podjął decyzję o zbadaniu zgodności noweli z konstytucją, ponieważ wpłynęły skargi posłów Platformy Obywatelskiej, Polskiego Stronnictwa Ludowego i Nowoczesnej, a także I prezesa Sądu Najwyższego, Rzecznika Praw Obywatelskich oraz Krajowej Rady Sądownictwa.

Na dniach prawo według PiS pisane pod ekipę rządzącą, a nie dla Polaków, może runąć w gruzach. Pytanie ile jeszcze instytucji polskich i zagranicznych musi potwierdzić, że prawo i demokracja nie mają się w Polsce dobrze, żeby dotarło to do Jarosława Kaczyńskiego? I czy to w ogóle możliwe?