Od studniówki rządu Beaty Szydło minęło już trochę czasu, więc warto w kilku słowach owe sto dni podsumować.
Działo się wiele, ale niestety nie dlatego, że rząd zaproponował jakieś rewolucyjne zmiany, które znacząco wpłyną na rozwój Polski i Polaków. Rewolucyjnym rozwiązaniem nie jest sztandarowy pomysł PiS, czyli znane już chyba w całej Polsce "500+". Wbrew temu co mówią rządzący, to nie jest polityka prorodzinna, lecz zwykłe rozdawnictwo pieniędzy Polaków, które ma przykryć brak pomysłu partii rządzącej na prowadzenie skutecznej polityki prorodzinnej. PiS nie ujawnił dotąd skąd weźmie pieniądze na sfinansowanie tego programu w przyszłym roku, kiedy zdaniem ekspertów wpływy do budżetu będą mniejsze.
W zasadzie na tym mógłbym skończyć, bo reszta obietnic jest mówiąc krótko w powijakach, chociaż i tutaj rządzący zapewniają nas, że wszystko jest w porządku, a prace nad realizacją obietnic idą pełną parą. Pożyjemy, zobaczymy jak będzie.
W ciągu stu dni stało się jednak coś, obok czego obojętnie nie można przejść. Wiele już napisano i powiedziano o tym co PiS zrobił z Trybunałem Konstytucyjnym. Szczerze mówiąc, ja ciągle nie mogę uwierzyć, że coś takiego mogło się wydarzyć w młodej co prawda, ale jednak już ugruntowanej demokracji. A jednak, znalazła się partia, która mogła naruszyć trójpodział władzy, i która mimo to utrzymuje w sondażach wysokie poparcie społeczne.
Na szczęście Polska jest członkiem Unii Europejskiej, która cierpliwie się przygląda, i na pewno widzi co PiS wyprawia z państwem, które jak dotąd było uważane za kraj przewidywalny i w pełni szanujący zasady demokracji. Sytuacja robi się o tyle niebezpieczna, że w wyniku przecieku (nie ważne czy przeciek miał miejsce w rządzie czy w Komisji) wiemy, że opinia, o którą poprosił minister Waszczykowski nie zostawia na władzy suchej nitki.
Sama Komisja jest tylko organem doradczym, ale na jej ogłoszenie czekają Stany Zjednoczone, które również bacznie obserwują sytuację w Polsce, a najlepszym tego dowodem jest fakt, że ciągle nie wiadomo czy prezydent Obama zechce się spotkać z prezydentem Dudą podczas jego pobytu w Waszyngtonie w kwietniu.
W czasie studniówki władza zajęła się również mediami, i to zajęła się nimi na swój własny sposób, wmawiając ludziom, że trzeba było tak zrobić, bo media publ.. wróć, narodowe nie były wcześniej pluralistyczne. Dzisiaj są tak pluralistyczne, że spokojnie można je (zwłaszcza główny serwis informacyjny) spokojnie porównywać z białoruskimi odpowiednikami. Przykładów nie będę podawał, warto, żeby każdy przynajmniej raz obejrzał, i ocenił sam.
W ramach wprowadzania pluralizmu, z pracy wyleciało ponad sześćdziesięciu dziennikarzy, wśród nich są tacy, którzy w mediach obecnie narodowych, a kiedyś publicznych przepracowali kilkadziesiąt lat, pod różnymi dyrektorami, ale podobnie jak w przypadku naszej demokracji pojawił się taki dyrektor, który nie ma zamiaru patrzeć na doświadczenie, bo najważniejsze jest to, żeby "pasował do konceptu programu".
Co będzie dalej? Trudno powiedzieć, ale w tym przypadku gorzej może być na pewno.
