Dialog władzy ze społeczeństwem.
Centrum stolicy. Pokojowo nastawiona młoda kobieta idzie na demonstrację KOD. Wokół pełno ludzi, którym bacznie przyglądają się umundurowani policjanci. Nasza bohaterka niesie flagę Unii Europejskiej. W pewnym momencie podchodzi do niej przedstawiciel lepszego sort, którego wnerwia widok wrażej flagi i zadaje proste pytanie: czy mogę ci przypier.....ć. Pokojowo nastawiona młoda kobieta, równie przestraszona co zniesmaczona, podchodzi do stojącego obok umundurowanego policjanta, wskazuje sprawcę przestępstwa i poprosi o pomoc. Czyli o interwencję. On mi grozi, a ja się boję, mówi funkcjonariuszowi publicznemu na służbie, proszę go zatrzymać. Niech pani zadzwoni pod 112 mówi jej policjant, ja ochraniam demonstrację i nie mogę opuścić posterunku. Sprawca przestępstwa oddala się.
Nie minęło kilka dni i demonstracje organizowane przez KOD ocenili politycy obozu rządzącego. Ludzie nietuzinkowi, bo z tytułami profesorskimi. Prof. Zybertowicz, którego wypowiedzi od zawsze przepojone są ewangeliczną miłością bliźniego, pod warunkiem, że bliźni wspiera PiS oświadczył, że demonstracje KOD mogą być elementem rosyjskiej wojny hybrydowej. Prof. Szczerski, filar intelektualny prezydenckiej kancelarii, najpierw popadł w zachwyt nad wyobraźnią prof. Zybertowicza, który – jego zdaniem – „widzi więcej niż wszyscy”, a później oświadczył, że „sensem demonstracji KOD było wykrzyczenie nienawiści do konkretnych osób i partii”.
Jak znamy życie żaden z panów profesorów na demonstracji nie był. Zapewne przekaz o ich przebiegu czerpią z materiałów prezentowanych przez telewizję publiczną. Zresztą, po cóż dwaj smutni panowie mieliby chodzić na demonstracje, w których uczestniczą ludzie pogodni, uśmiechający się do siebie i szanujący wartości, o które warto, wręcz należy upominać się. Dziesiątki tysięcy protestujących, którzy nie żyją nienawiścią i których na demonstracje nie zwozi się autokarami. Najlepszym sposobem, by przekonać się, jaka atmosfera panuje podczas demonstracji KOD, to przyjść na demonstrację. A jeśli nie chcę się w niej uczestniczyć, stanąć na uboczu i obserwować. W żadnym razie nie oceniać zachowań demonstrantów na podstawie relacji dziennikarzy niepokornych.
Satyra i humor, to broń użyteczna w polityce. Obu panom profesorom przypominamy, że Polska zawsze uchodziła za najweselszy barak w obozie, co źle wróży rządzącym. Zostać pokonanym satyrą lub humorem, to wstyd, zwłaszcza gdy ma się na uzbrojeniu dyspozycyjnych dziennikarzy dowodzonych przez sprzedawcę pomówień. Póki co śmieje się Putin, który – choć nie prowadzi w Polsce wojny hybrydowej - konsekwentnie zbiera owoce działalności dobrej zmiany, której sukcesem jest totalne skłócenie Polaków. A przypadek pokojowo nastawionej młodej kobiety, która padła ofiarą przestępstwa i nie otrzymała pomocy od stróża prawa uprawnia twierdzenie, że władza uważa, że gorszy sort zasługuje na gorszą ochronę. Ot państwo prawa.
Dubois & Stępiński
