"Komisja wkracza na niebezpieczną ścieżkę politycznego sporu z Polską". To język szefa polskiej dyplomacji, Witolda Waszczykowskiego.
"Komisja wkracza na niebezpieczną ścieżkę politycznego sporu z Polską". To język szefa polskiej dyplomacji, Witolda Waszczykowskiego. sejm.gov.pl

Komisja Wenecka, która nie pozostawiła suchej nitki na PiS ogłosi swoją opinię w planowanym wcześniej terminie. Szef polskiego MSZ chciał, aby komisarze wstrzymali się do czerwca. Opinia KW dla pisowskich władz jest miażdżąca. Dopiero teraz ruszyła lawina zdarzeń, która może porwać ze sobą prezesa i jego koalicjantów. I żeby było zabawniej wszystko dzieje się zgodnie z prawem i sprawiedliwością.

REKLAMA

Komisja Wenecka poinformowała MSZ, że nie ma powodu czekać z wydaniem oficjalnej opinii w sprawie zamieszania wokół Trybunału Konstytucyjnego, ponieważ sytuacja w Polsce nie zmieniła się.

Z reguły komisje zagraniczne wspinają się na wyżyny języka dyplomacji. „Pozwolimy sobie wskazać wątpliwości, czy „wyrażamy zaniepokojenie” - takich słów zabrakło w raporcie wstępnym przesłanym do Polski. To zapewne efekt rażącego ignorowania prawa nad Wisłą. Kaczyński najzwyczajniej chciał stworzyć własną, pozakonstytucyjną legislację, która torowałaby mu drogę do rządów autorytarnych.

„Ustawa naprawcza” o TK klubu PiS łamie i wyniszcza podstawowe zasady demokratyczne w Polsce. Od tak wysokiego „C” zaczyna swój projekt KW. PiS i jego koalicjanci mają wycofać się ze szkodliwej noweli, prezydent RP jest zobowiązany do zaprzysiężenia trzech członków Trybunału Konstytucyjnego. Przez zamieszanie prace TK – strażnika Konstytucji RP, są od grudnia sparaliżowane, co pozwala większości sejmowej na wprowadzenie innych niezgodnych z prawem ustaw. Dochodzi do łamania praw człowieka, co w kraju demokratycznym jest niedopuszczalne. To w skrócie wyniki prac Komisji Weneckiej, które opublikowane będą oficjalnie 12 marca.

Wydanie opinii przez KW w czerwcu byłoby przyzwoleniem na uchwalanie takich ustaw, jak ta o prokuraturach, która skupia władzę nad śledczymi w rękach jednego człowieka. Opóźniłoby to również dostarczenie efektów prac KW do Unii Europejskiej.

Pisowska nowela o TK poparta przez Kukiz’15 została przegłosowana 22 grudnia. Już podczas prac na komisjach opozycja zapowiadała, że poinformuje o kontrowersyjnej ustawie Komisję Europejską, co może się wiązać z tłumaczeniem się rządu przed Parlamentem Europejskim. Szef polskiej dyplomacji , Witold Waszczykowski chciał zrobić krok wyprzedzający i 23 grudnia zaprosił do kraju nad Wisłą Komisję Wenecką, licząc, że jej przedstawiciele pozytywnie zaopiniują „ustawę naprawczą”. Wtedy premier Szydło mogłaby jechać do Strasburga z asem w rękawie, oprócz przetłumaczonych karteczek rozdawanym eurodeputowanym o kłamliwej treści, że „demokracja w Polsce ma się dobrze”.

Skąd pomysł, że Europejska Komisja na rzecz Demokracji przez Prawo (pełna nazwa), w której skład wchodzą światowej klasy eksperci w dziedzinie prawa, przede wszystkim konstytucyjnego oraz sędziowie sądów najwyższych i trybunałów konstytucyjnych państw członkowskich, pozytywnie ocenią, „ustawę naprawczą” PiS? Tego pewnie nie wie sam minister Waszczykowski. Można przypuszczać, że chodziło o to, że KW nie jest instytucją Unii Europejskiej. Jej członkowskimi państwami poza tymi z Europy, są: m.in. Kanada, Japonia czy Republika Południowej Afryki. Przypuszczalnie Waszczkowski był przekonany, że KW (składająca się z 60 państw) wpadnie do Polski, jak po ogień i w pospiechu wyda pozytywną opinię. A szefowa polskiego rządu będzie mogła mówić w PE, że Komisja Wenecka wstępnie oceniła, że nie ma żadnych zastrzeżeń. Po wyjeździe komisarzy zadowolony Witold Waszczykowski przekonywał, że nie spodziewa się większych uwag, a jeśli takowe będą, polski rząd dostosuje się do nich.

Po projekcie przesłanym do Polski, szef MSZ zmienił jednak zdanie – „Komisja wkracza na niebezpieczną ścieżkę politycznego sporu z Polską". Prezydent i premier rządu RP zamiast wyciągać wnioski z przesłanych opinii w niedyplomatyczny, a wręcz agresywny sposób, zaczęli zarzucać KW stronniczość polityczną oraz winić za przeciek informacji do „Gazety Wyborczej". Według prezesa PiS projekt opinii Komisji Weneckiej jest absurdalny.

We właściwy dla siebie sposób głos na Facebooku zabrała niezłomna posłanka Krystyna Pawłowicz:

logo

Nie trzeba być jasnowidzem, żeby przewidzieć, co nastąpi. Pisowskie władze nie zaakceptują opinii Komisji Weneckiej, zasłaniając się obroną suwerenności i niepodległości IV RP. Mimo wszystko raport pójdzie w świat. A co najistotniejsze, zostanie przekazany do Komisji Europejskiej, która wciąż jest na etapie wdrażania procedur przeciwko rządowi PiS. Unia Europejska może nałożyć na Polskę sankcje za łamanie fundamentalnych zasad demokracji. Odcięcie kroplówki unijnej z dotacjami np. dla rolników jest równoznaczne z wielkim marszem na stolicę. Już zadłużony rząd Beaty Szydło nie może sobie pozwolić na taki gest, mimo to na rozkaz prezesa będzie brnąć w ślepy zaułek.

Ale to jeszcze nie koniec. Frans Timmermans, wiceszef Komisji Europejskiej wziął PiS pod lupę, pisząc kolejne listy do Zbigniewa Ziobry. Holenderski polityk chce koniecznie spotkać się z polskimi władzami w sprawie ustawy o policji, służbie cywilnej i mediach publicznych. Najwięcej kontrowersji wzbudza w Europie zwłaszcza ta pierwsza. Ziobro, który od 4 marca stanie się jednocześnie ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym nie będzie miał czasu i ochoty na wyjaśnianie czegokolwiek w Brukseli.

W nieco ponad 100 dni rządów, PiS, SP, PR skłóciły Polaków, podjęły bardzo ryzykowne decyzje ekonomiczne i gospodarcze. I chyba żadnej władzy w tak rekordowym czasie nie udało się skompromitować na całym świecie.

Marzec będzie wyjątkowo ciężkim miesiącem dla PiS. Za kilka dni TK w niezmiennym składzie zbada zgodność „ustawy naprawczej” z konstytucją, KOD zapowiada kolejne manifestacje. Właśnie dlatego prezes Kaczyński tak bardzo boi się wiosny. Bez jednego rzutu kostką brukową, bez agresji, PiS został postawiony pod ścianą. Wyjście jest tylko jedno. Ewakuacyjne. Panie prezesie, proszę przeprosić ten „najgorszy sort Polaków” i odjeść. To będzie jedyna „dobra zmiana” dla Polski w wykonaniu PiS.