REKLAMA

Awantura jaką robi PiS o "przeciek" projektu opinii Komisji Weneckiej do "Gazety Wyborczej" jest taką samą bzdurą, jak zamach smoleński. To co PiS nazywa "przeciekiem" jest w krajach starych demokracji nazywane wolnością słowa i prawem obywateli do informacji.

Zadyma wokół "przecieku" ma zakryć nagą prawdę o kłamstwach PiS i gwałcie, jaki ta partia dokonała na młodej polskiej demokracji. Jeśli ktoś w to nie wierzy nich opowie o tym "przecieku" i pisowskiej teorii politycznego spisku Wyborczej z Komisją Wenecką jakiemuś Amerykaninowi. Umrze ze śmiechu. "Przeciek" dla Amerykanina, to historia Snowdena lub WikiLeaks, gdy przedostające się do mediów dokumenty ujawniają tajne operacje rządu, poufne emaile z ambasad, kłamstwa administracji o działaniach wojennych w Wietnamie, Kambodży czy Iraku, dekonspirują agentów CIA itp, itd.

Projekt opinii Komisji Weneckiej jest dwudziestopięcio-stronicowym elektronicznym dokumentem, ktory został rozesłany do 122 członków komisji i 60 ambasad. Prawem obywateli Rzeczpospolitej jest zapoznać się z jego treścią tak szybko, jak tylko jest to możliwe. Dokument ten bowiem dotyczy żywotnych interesów każdego Polaka.

Obowiązkiem mediów było zdobyć jego treść i ujawnić. Kto pierwszy ten lepszy. Pierwszeństwo uzyskania informacji i dokumentów takiej rangi świadczy na świecie o prestiżu mediów. Oznacza to bowiem, że mają kontakty i dobre źrodła oraz ich zaufanie. Gdy Washington Post ujawnił aferę Watergate ugruntowało to pozycję i legendę tej gazety. Gdy Wyborcza ujawniła opinię Komisji Weneckiej ma to świadczyć o spisku Suchockiej z Michnikiem.

Tylko w zaduchu pisowskjego zaścianka i w PRL owskiej mentalności rodzić się mogą pomysły, by nie tylko robić wielkie halo z takiego "przecieku" ale i budować na tym polityczną teorię spiskową. "Wyciekły" dokument Komisji Weneckiej jest bowiem klasyfikowany jako "restricted" czyli nawet nie tajny, lecz mający ograniczony zasięg i to tylko przez rok.

Jego ujawnienie nie zagrażało interesom gospodarczym ani bezpieczeństwu państwa. Opisane w nim fakty były już wcześniej publikowane w milionach egzemplarzy w mediach tradycyjnych i elektronicznych, polskich i zagranicznych. Każdy miał okazję oglądać je w transmisjach telewizyjnych.

Jedyną rzeczą, którą ten dokument naprawdę ujawnia jest kłamstwo propagandowe PiS. Fakty opisane chronologicznie w dokumencie Komisji Weneckiej są opisane takimi jakimi są. Wyrok Trybunału Konstytucyjnego jest nazywany wyrokiem, a nie "opinią". Wybieranie sędziów Trybunału na miejsca już legalnie obsadzone jest nazwane po imieniu, a nie "naprawianiem błędów i bezprawia PO". Propozycja rozwiązania Trybunału i wybrania nowego jest nazwana niezrozumieniem demokratycznego państwa prawa, a nie "rozwiązaniem konfliktu". Pisowska oferta "proporcjonalnego" podziału miejsc w Trybunale miedzy opozycją i PiS-em jest nazwana w prawniczym języku czystym idiotyzmem.

Do zdobycia faktów i wydarzeń opisanych w opinii Komisja Wenecka "użyła" rozmów z rządem, opozycją, sędziami Trybunału Konstytucyjnego oraz publicznie dostępnych druków sejmowych: uchwał, ustaw i Konstytucji RP. Każdy może się o tym przekonać przeglądając 141 punktów zawartych w dokumencie. Poza faktami z polskich źródeł Komisja przytacza w nim jedynie przykłady sytuacji prawnych rozpatrywanych w innych krajach oraz własne opinie dla nich wydane.

Obłuda pisowska ma proporcje epickie. Najbardziej prominentni działacze PiS z Kaczyńskim i Waszczykowskim na czele bez zająknienia o "przecieku" komentowali niedawno moralnie obrzydliwe i legalnie wątpliwe ujawnienie dokumentów IPN. Prezydent Duda mało się nie zakrztusił od tłumienia triumfującego uśmieszku, gdy obwieszczał, że esbeckie dokumenty "Bolka" świadczą o podejrzanej konduicie całej III RP. Ten "wyciek" - nieprzebadanych co do autentyczności - esbeckich ścieków i szarganie nimi życia Lecha Wałęsy nie wzbudził, w żadnym dobrym pisowskim katoliku czy doktorze prawa, cienia wątpliwości, ani moralnych, ani prawnych.

Życzmy sobie, by wszyscy ministrowie rządu PiS mieli możliwość poskarżyć się o tym "przecieku" i wyimaginowanym spisku wszystkim możliwym instytucjom na świecie. Może wówczas, gdy cała zagranica powie im, że są nieskończenie i rozpaczliwie śmieszni i tragiczni w tej bezczelnej próbie zamiecenia pod dywan wszystkich swoich grzechów przeciw polskiej demokracji, może wówczas ich elektorat zacznie wątpić w to, że cały swiat sprzysiągł się przeciw "dobrej zmianie".