Po dwudziestu pięciu latach od zakończenia istnienia państwa opartego na centralnie sterowanej gospodarce, mylnie określanego mianem komunistycznego, okazało się, że wszyscy Polacy czcili po nocach żołnierzy "wyklętych". Nie było nomenklatury, urzędników, dorobkiewiczów systemu. Sami tylko potajemni czciciele „wyklętych”. Rozmiary szaleństwa, kolejne wyklęte coming-outy dokonywane tak na rodzinnych obiadach, jak i publicznie (vide Doda Rabczewska), każą przypuszczać, że opuściliśmy już obszary mitu i weszliśmy w kolejny kult w ramach polskiego katolicyzmu. Powołaliśmy do życia następną, obok toruńskiej, sektę. Oczywiście można i trzeba być członkiem obydwu.

REKLAMA

Jak się okazało, romantyczny mit AK, którego najczytelniejszym symbolem było powstanie warszawskie, okazał się za mało wydolny w zagrzewaniu mas do walki z tak licznymi wrogami na zewnątrz państwa i tymi – zdecydowanie groźniejszymi – wewnętrznymi. Potrzebny był mit mocniejszy i mroczniejszy. Nie jakieś tam uśmiechnięte twarze ze zdjęć z pierwszych dni powstania, ale mroczne oblicza tych którzy, wojnę ukochali tak bardzo, że nigdy nie zaakceptowali faktu jej (przynajmniej formalnego) zakończenia. Z perspektywy psychologicznej nie ma bowiem lepszego lekarstwa na neurozy, jak wojna właśnie. Inną, całkowicie niekwestionowaną korzyścią płynącą z wojny, jest również możność w zasadzie bezkarnego spełniania pragnień, które w świecie bez wojny co do zasady trzeba w sobie tłumić. Będzie jeszcze o tym mowa niżej.

Wrogów zewnętrznych znamy. To Unia Europejska, Niemcy, międzynarodowe lewactwo, trochę USA i trochę Żydzi. Ostatnio komisja wenecka. Niekwestionowanym sukcesem polskiej konserwatywnej utopii jest przekierowanie polskiej nienawiści z Żydów na lewaków i wszelkich innych odmieńców. Prawdę mówiąc zaczynam podejrzewać, że część wyklętych może nawet nie wiedzieć, kto to w ogóle są Żydzi, ponieważ w gimnazjum wyklęci nauczyli się różnych rzeczy, ale pewnie akurat nie tych. Z Rosją jest jeszcze inaczej. Nienawidzi się jej za Stalina, ale kocha za Putina (choć i Stalin budzi podziw w gruncie rzeczy). Putina nienawidzi się za Kaczyńskiego, ale kocha za twardą rękę wobec odmieńców. Nienawidzi się Rosji jako takiej, kocha jako symbol konserwatywnej utopii. Dla młodych Polaków Putin jest wzorem przywódcy.

Wrogowie krajowi to krajowe lewactwo, KOD (PO i Nowoczesna na drugim planie) i odmieńcy. Pośród odmieńców na pierwszym miejscu mamy oczywiście homoseksualistów (pedalstwo i lesby), feministki, wegan i wegetarian, a także rowerzystów i część biegaczy. Pozostańmy na chwilę przy biegaczach. Biegacze w Polsce dzielą się również na biegaczy wyklętych i przeklętych. Przeklętych już przez wyklętych. Odnosi się to zresztą do wszystkich pozostałych Polaków, którzy dzielą się dokładnie tak samo. Na wyklętych i przeklętych przez wyklętych. Wszyscy Polacy to dwie rodziny. Wyklęci i przeklęci. Wyklęci są wyklęci przez przeklętych, a przeklęci przeklęci przez wyklętych.

W życiu potocznym, na ulicy, najbardziej czytelnym znakiem, że mamy już do czynienia z faszyzmem, jest głębokie przekonanie zwykłych bandytów i chuliganów, że wyrządzając komuś przemoc, działają w imieniu państwa. Państwo nie tylko nie będzie ich karać za ubliżanie homoseksualistom (na razie - bicie pojawi się już niebawem), ale przyzwoli im na to, a może i lekko zachęci. Nic tak nie cementuje narodowej idei i spoistości, jak obicie mordy homoseksualiście, który (zresztą i oczywiście) nie musi być homoseksualistą. Ważne, żeby w perwersyjnie symbolicznej rzeczywistości prawicowo-konserwatywnego obłędu, mógł pełnić taką rolę. Do tego wystarczy sama już tylko fryzura, czy niezbyt męski wygląd. (Póki co jako typ względnie męski, słowiański, a może nawet i aryjski, nie sam nie boję się chodzić po ulicy, choć możliwe, że kiedy jakaś grupa wyklętych zapozna się z moimi wpisami, wygląd zewnętrzny przestanie odgrywać decydującą rolę).

Jestem przekonany, że niejeden niezbyt męski wyklęty, dostanie po nosie od bardziej dodefiniowanych estetycznie kolegów. Po pobiciu Syryjczyka, chilijskiego pianisty (grał zdaje się koncert w moim mieście) i zaczepianiu ludzi w krakowskim tramwaju, można chyba zasadnie przypuszczać, że ktoś jeszcze dostanie w skórę. Najciekawsze zresztą będzie przeniesienie tej rzeczywistości walki wyklętych z resztą świata w mury szkolne. Bo dzieci też będą wyklęte i przeklęte. Ostatecznie chodzi dokładnie o to, żeby dzieci tą dżumą zarazić.

Moje krótkie rozważania nie zostaną zamknięte konkluzją. Nie ma dziś w Polsce żadnej alternatywy dla faszyzmu. Intelektualny i prakseologiczny uwiąd liberałów i lewicy jest całkowicie oczywisty i przytłaczający. Młodzież jest zadżumiona i jest to ta odmiana dżumy, która jest chorobą dziedziczną. Zupełnie na marginesie warto wyrazić obrzydzenie tą dawna nomenklaturą wszystkich szczebli, która dziś czołga się pod krzyżami i zupełnie nowymi totemami wyklętych (kiedyś miała nawet szansę stać się ich ofiarą, ale tamte czasy dawno już minęły). Budowany dziś w Polsce system jest w swojej istocie kolejną kalką z wojennej traumy. Pierwszą był tak zwany komunizm, dziś jest nią prawicowa utopia. Ale są to kolejne odbicia tej samej idei.

Zupełnie na zakończenie, to żal mi tej Polski, tej biało-czerwonej opartej na innym micie. Polski butnej, niezłomnej, a może i głupiej, ale przynajmniej nie nienawistnej. Polski, która w chwilach oświecenia bywała mądrą. To była Polska nieprawdziwa, ale warto było mieć ją na względzie, budując prawdziwą. Ta Polska jest dziś na naszych oczach niszczona i ona już nie wróci. Bo i przed Polską i światem większe problemy. Zabawa w wyklętych jest jednym z wielu symptomów zbliżającej się całkowicie literalnej katastrofy.