Na kilku filmikach udostępnionych w Internecie przez kierowców, którzy przejeżdżali obok prezydenckiej limuzyny, widać, że sytuacja rzeczywiście wyglądała groźnie. Auto wpadło w poślizg i wjechało do rowu. Jednak niektóre media ewidentnie sugerowały tuż po zdarzeniu, że to nie był przypadek. Wykorzystywanie tej informacji do celów politycznych, zanim sprawa zostanie dokładnie wyjaśniona, jest nieetyczne, niemoralne i nieodpowiedzialne.
Podawanie tytułów – „Wypadek prezydenta”, czy fragmentu wypowiedzi eksperta „... dziwne, że taka opona się rozleciała”, w sytuacji, kiedy chodzi o głowę państwa, jest samo w sobie niebezpieczne. W moim przekonaniu sensacja powinna odejść na bardzo daleki plan, a dziennikarze podać „suche” informacje, którymi dysponują. Należy pamiętać, że mamy za sobą traumatyczne przeżycie z 10 kwietnia 2010 roku.
Wiem z mojego dziennikarskiego doświadczenia, że pracujący na miejscu policjanci, którzy udzielają informacji reporterom zaczynają swoją wypowiedź od słów – „prawdopodobną przyczyną…”. Zgodnie z prawem, jeśli na miejscu nie ucierpiała żadna z osób, nie można takiego zdarzenia nazwać „wypadkiem”. Jest to „kolizja drogowa”.
Sensacyjne podawanie informacji przez media istnieje odkąd istnieją media. I nie ma w tym nic dziwnego. Tak to funkcjonuje. Ale sensacja w takich sytuacjach, kierująca widza, czytelnika czy słuchacza na odbiór o zamachu, czyhaniu na życie prezydenta Dudy, jest nie na miejscu. Odpowiedzialne redakcje powinny ważyć każde słowo. W zwaśnionym, podzielonym kraju wielu internautów i tak przeprowadzi na forach swoją analizę i wyda opinie, wyręczając specjalistów.
A coś takiego jest po prostu brakiem dziennikarskiego profesjonalizmu, odpowiedzialności za słowa i tym samym podżeganiem do nienawiści wyborców PiS.
To co wydarzyło się wczoraj najbardziej profesjonalnie skomentował Piotr Trzaska, biegły rzeczoznawca sądowy w tym zakresie:
"To faktycznie bardzo dziwna sytuacja, biorąc pod uwagę typ opony, jaka uległa według przekazów medialnych zniszczeniu. Samochód powinien nawet przy braku powietrza w oponie przejechać jeszcze przynajmniej kilka kilometrów. Ale nie znamy oczywiście wszystkich faktów: wieku opony i auta, okoliczności serwisowania samochodu, jego obciążenia. Najbardziej prawdopodobną przyczyną zdarzenia jest, moim zdaniem, rażące niedopatrzenie ludzi odpowiedzialnych za utrzymanie lub serwisowanie prezydenckiego auta. Mogło np. chodzić o niedobrane felgi. Podkreślam jednak: nie znamy szczegółów. Z drugiej strony może chodzić o poważną wadę fabryczną, ale to naprawdę bardzo rzadkie przypadki. Jedno jest pewne: takie zdarzenie w przypadku samochodu głowy państwa nie powinno mieć miejsca"
