Po transformacji ustrojowej Polska w ekspresowym tempie stała się sojusznikiem NATO oraz Unii Europejskiej. I nie dlatego, że ktoś nas tam wcielił, zmuszał do tych kroków. Kolejne rządy próbowały prowadzić politykę równowagi wobec naszych sąsiadów po zachodniej i wschodniej flance. Jarosław Kaczyński próbuje to wszystko zrujnować z prędkością światła. My, Polacy mamy to szczęście, że światowe instytucje są doskonale zorientowane. Ich przedstawiciele w każdej nocie dyplomatycznej piszą, że to rząd PiS zawraca z demokratycznego kursu, a nie Polacy i Polska. Pisarz Andrzej Stasiuk brawurowo to wszystko zobrazował, a Adam Bielan przewidział przed laty.
Do grona „najgorszego sortu Polaków z tym genem donoszenia na swój kraj” dołącza coraz więcej instytucje zagranicznych. I to nie te, z którymi Polska nie ma nic wspólnego. Nasz kraj jest częścią ich struktur. Reakcja polityków PiS na słowa zaniepokojenia sytuacją w Polsce każdego dnia przybliża mnie do tezy, że PiS to stan umysłu, sposób myślenia.
Kiedy czytam, że minister Waszczykowski odpowiada na list od… Albo to samo robi Zbigniew Ziobro, to już wiem, że będzie to korespondencja ociekająca jadem i goryczą. Są tacy posłowie jak Krystyna Pawłowicz czy Stanisław Pięta, którzy nie muszą odnosić się do listów czy wypowiedzi zza granicy kierowanych do MSZ i polskiego rządu ale czują nieodpartą tego potrzebę. Przez te kilka miesięcy dojrzałem do tego, aby wstydził się ten, co robi, a nie ten co widzi. Słowa polityków idą w świat. Dla wielu z nich jest to sposób na funkcjonowanie w przestrzeni publicznej. O tym, że istnieje ktoś taki jak poseł Pięta, który zasiada w Sejmie czwartą kadencję dowiedziałem się, kiedy „zajął stanowisko” w sprawie listu otwartego amerykańskich senatorów o zagrożeniu demokracji i wolności mediów publicznych w Polsce. Ten skwitował to słowami, żeby w USA lepiej zajęli się problemem gejów w amerykańskiej armii…
Krystyna Pawłowicz nazwała Parlament Europejski „gniazdem os”, a ostatnio w niewybredny sposób „podziękowała za współpracę” Komisji Weneckiej, której opinie w kwestiach prawa konstytucyjnego poważane są na całym świecie.
Komisja Wenecka przy Radzie Europy składa się z przedstawicieli 60 państw, nie tylko ze „starego lądu” ale również z innych kontynentów. Pracują w niej eksperci w dziedzinie prawa, przede wszystkim konstytucyjnego oraz sędziowie sądów najwyższych i trybunałów konstytucyjnych państw członkowskich. Czworo przybyłych przedstawicieli KW do Polski oceniło zastaną sytuację prawną. Nie mają celu politycznego, żeby uczestniczyć w spisku wspólnie z „Gazetą Wyborczą” przeciwko PiS. Ba! Mogą nawet nie wiedzieć, że taki dziennik ukazuje się w Polsce.
Tym niemniej KW została dokooptowana do tych złych. Wydali krytyczną opinię, więc nie są już „my”, tylko „oni”. A powszechnie wiadomo, że „my”, to PiS, jego koalicjanci i wyborcy. A tych „onych” jest tak wielu w kraju i zagranicą, że trudno już ich wymienić. Zdaniem szefa polskiej dyplomacji, Witolda Waszczykowskiego, "Komisja wkracza na niebezpieczną ścieżkę politycznego sporu z Polską”. Język iście „dyplomatyczny”.
Ukończony kierunek studiów – stosunki międzynarodowe, szkoły dyplomacji, język współczesnej dyplomacji, protokoły dyplomatyczne - nawet gdyby obecny polski MSZ byłby bogaty w taką wiedzę, to mimo wszystko przebijała się przez polityków PiS reprezentujących Polskę na zewnątrz ich własna retoryka. Będą w kółko powtarzane jak mantra słowa, że Polska jest państwem suwerennym i niepodległym. Nikt nie ma prawa nas pouczać i krytykować. Sami sobie poradzimy.
Na łamach "Wall Street Journal" czytamy, że amerykańcy dyplomaci, którzy niedawno odwiedzili Polskę, postawili rządowi ultimatum - albo zastosuje się do opinii Komisji Weneckiej, albo stosunki między USA a Polską znacznie się ochłodzą. Jeśli sojusznik z Paktu Północnoatlantyckiego posługuje się takim językiem, to nie żartuje. Odpowiedź zapewne będzie taka jak zwykle – suwerenność, niepodległość, naród nas wybrał.
Kompletną paranoją jest to, że polski rząd nie prowadzi przecież kuriozalnego „odbijania piłeczki” z Japonią, Urugwajem, Irakiem czy Republiką Południowej Afryki lecz instytucjami, do których Polska przynależy.
Szef MON, Antonii Macierewicz powołał kolejną komisję, która ma wyjaśnić, jak doszło do katastrofy smoleńskiej. Tyle teorii. W praktyce Macierewicz chce potwierdzić swoją tezę o zamachu. Tylko tym razem nie przewodzi on komisji, jako szeregowy poseł opozycji lecz szef resortu siłowego w rządzie PiS, w kraju, gdzie głową państwa jest pisowski prezydent. A nad wszystkim czuwa Jarosław Kaczyński, którego nie można nazwać stabilnym politykiem. Forsowane wcześniej bardzo odważne teorie Macierewicza mogą tym razem nie spodobać się Putinowi. A stosunki polsko – rosyjskie i tak już są chłodne. Putin jest raczej zwolennikiem niepiśmiennej dyplomacji, za to wymownego milczenia, groźnego spojrzenia i zakręcania kurka z gazem.
To co dzieje się obecnie w Polsce doskonale oddał swoim piórem pisarz Andrzej Stasiuk. To fragment tekstu pt. „Wyklęty lud ziemi”, który ukazał się w szwedzkiej prasie:
„Obecną zmianę władzy można nazwać rewolucją przeciętności. Przeprowadzili ją ludzie o umiarkowanych zdolnościach, słabo znanych osiągnięciach i szerzej nieznanych zasługach. Można rzec, że przeprowadziła ją tak zwana sól ziemi. Bo któż z nas jest zadowolony z własnego miejsca na ziemi? Któż z nas nie miewa dni, gdy wydaje mu się, że zasłużył na więcej? Któż z nas nie zasypia czasem z poczuciem, że to inni są przyczyną jego wszystkich klęsk? Przecież prawie każdy tak ma. Nowatorskie jednak jest posunięcie, by w ramach naprawy własnego samopoczucia przejąć polityczną władzę i zmienić rzeczywistość tak, by przestała nam zadawać psychiczne rany. A jeśli rzeczywistość jest oporna, można zbudować drugą, alternatywną.
Bo przecież skoro jest Unia, która, jak wiadomo, pęta nas, zniewala, upokarza i skazuje na byt drugorzędny, to stwórzmy sobie własną Unię. Przecież nie przez przypadek nowy prezydent jedną z pierwszych podróży odbył do Rumunii. A prezes Jarosław Kaczyński spotkał się niedawno w nieco konspiracyjnej atmosferze z Viktorem Orbánem. Nie zabierając zresztą na spotkanie nawet polskiej premier z własnej partii. Która to premier zrezygnowała niedawno z publicznych występów na tle unijnej flagi, pozostawiając tylko narodową. Przekaz jest czytelny: jeśli nie jesteśmy dość wielcy i szanowani w Unii, zrobimy sobie swoją Unię, może trochę mniejszą, ale przynajmniej taką, w której nasz rozmiar i waga zostaną docenione. Unię, która sięga, przez przypadek oczywiście, od Bałtyku do Morza Czarnego.”
Na pewno, to co wydarzyło się od momentu zamieszania wokół TK do dziś, zatrzymało Jarosława Kaczyńskiego, stojącego już w blokach startowych w sprincie po władzę absolutną.
To natomiast fragment wywiadu śp. Teresy Torańskiej z Adamem Bielanem (kiedyś spin doktorem prezydenta Lecha Kaczyńskiego, a później krótko J. Kaczyńskiego) – obecnie wiceprzewodniczącym Senatu z Polski Razem, czyli koalicjanta PiS. Tekst ukazał się na łamach Newsweek Polska w kwietniu 2012 roku. Cytowany fragment dotyczy 2010 roku, kiedy prezydentem RP został Bronisław Komorowski.
(…) Była to nasza ostatnia polityczna rozmowa. Wydawało mi się, że udana. Zrozumiałem z niej, że Jarosław podjął decyzję, iż abdykuje z realnej polityki bieżącej i na razie nie chce przejąć władzy w Polsce. Planuje przeczekać pięć lat w opozycji do 2015 roku, czyli do roku wyborów parlamentarnych i prezydenckich. I liczy na to, że po czterech kolejnych latach rząd Platformy się zużyje i on zdobędzie pałac prezydencki i Aleje Ujazdowskie, czyli premiera.” – powiedział wówczas Adam Bielan.
Cztery lata temu te słowa można było odbierać, jako spekulacje. Dzisiaj mogą przerażać i budzić grozę.
To co dzieje się obecnie w Polsce wiedzą z przekazów medialnych nasi bliżsi i dalsi sąsiedzi.
Myślę, że już przyszła najwyższa pora, abyśmy my, Polacy wyciągnęli elementarne wnioski na przyszłość z tego, co wydarzyło się w naszym kraju przez ostatnie cztery miesiące.
