Kilka miesięcy temu, weszła w życie wielka nowelizacja kodeksu postępowania karnego. Sięgnęliśmy w niej po anglosaski model postępowania kontradyktoryjnego, gdzie przed niezawisłym sądem, któremu przypadała rola bezstronnego obserwatora, miał toczyć się spór zrównanych w swoich prawach stron procesowych. Ten nowy model procesu karnego był wynikiem wieloletnich poszukiwań przez ustawodawcę najbardziej racjonalnego trybu postępowania. Naliczyliśmy, że od uchwalenia w 1997 roku kodeksu postępowania karnego dokonano w nim prawie dwustu pięćdziesięciu zmian. W ilościach poprawek legislacyjnych znacznie przebijamy Jankesów, którzy do swojej liczącej prawie dwieście pięćdziesiąt lat konstytucji uchwalili tylko dwadzieścia siedem poprawek. Może to nie najlepiej świadczyć o polskich legislatorach, których praca nie była doskonała, jednak należy docenić, że metodą prób i błędów dążyli do stworzenia jak najlepszego systemu. Za miesiąc może okazać się, że nowy model procesu, który - z uwagi na czas obowiązywania - nie zdążył na dobre zaistnieć na salach sądowych, zostanie ponownie znowelizowany poprzez powrót do starych rozwiązań. W konsekwencji - w wyniku dobrej zmiany - owoc kilku lat pracy wybitnych prawników trafi do kosza.
Nowa procedura była ucieczką od zaczerpniętego z rosyjskiej myśli prawniczej modelu procesu inkwizycyjnego, w którym sędzia - teoretycznie bezstronny - zobowiązany był do ustalenia prawdy materialnej, przez co stawał się trzecią aktywną strona procesową. Stroną prowadzącą postępowanie dowodowe! Był teoretycznie bezstronny, ale dążąc do ustalenia prawdy materialnej, często wspierał nieudolne oskarżenie. Nierzadko wychodząc z założenia, że jeśli kogoś oskarżono, to coś jest na rzeczy. I jeśli nawet prokurator nie jest w stanie dowieść swojej tezy, sąd musi to sprawdzić. A nuż się uda. Nie będzie szansy sprawdzić, które rozwiązanie było lepsze, bo zanim uprawomocnią się pierwsze wyroki wydane w nowym reżimie prawnym powrócimy do modelu wyklutego za czasów nieboszczki komuny. Aby nie być gołosłownym spójrzmy jak historycznie kształtowały się przepisy, do których zdecydowała się - jako jedynie słusznych - powrócić nowa władza.
Od modelu postępowania karnego z okresu II Rzeczpospolitej komunistyczny ustawodawca zdecydował się odejść w 1950 roku. Zgodnie z tamtymi przepisami przewodniczący składu sądzącego, który kierował rozprawą, czuwał nad jej prawidłowym przebiegiem, bacząc by dowody na poparcie oskarżenia, były przeprowadzane przed dowodami służącymi do obrony. Z cytowanego przepisu wynika, że - nawet za Stalina - dając sędziemu dużo większe uprawnienia nikt, przynajmniej formalnie, nie zmuszał go do prowadzenia śledztwa na rozprawie. Oczywiście w rzeczywistości bywało różnie, bo czynnik ludzki w wymiarze sprawiedliwości miewa znaczenie większe, niż samo prawo, ale formalnie takiego prikazu nie było.
Ustawowa rola sędziego przewodniczącego została istotnie zmieniona w kodeksie z 1969 roku, kiedy to nałożono na niego obowiązek wyjaśniania wszystkich istotnych okoliczności sprawy. Oznaczało to, że sąd powinien prowadzić sędziowskie śledztwo w trakcie rozprawy, co w praktyce oznaczało, że powinien wspomóc prokuratora w tym wszystkim, o czym ten zapomniał. W konsekwencji sąd - zamiast być bezstronnym obserwatorem - stawał się drugim śledczym, szukającym w sprawie dowodów. Na ogół winy. Zapachniało sędziowskim śledztwami na rozprawie, ale w rzeczywistości nie było tak źle, jak być mogło, czego świadectwem niech będzie postawa przeważającej części sędziów w czasach próby charakteru.
W czasach demokracji, czyli po czerwcu 1989 r., zamiast odejść od stalinowskiego modelu, zrobiono krok w gorszą stronę, nakładając na przewodniczącego dodatkowy obowiązek badania okoliczności sprzyjających popełnieniu przestępstwa.
W nowelizacji z lipca 2015 r. odstąpiono od inkwizycji na rzecz kontradyktoryjności. Nastąpiła istotna zmiana, wymuszona nową koncepcją procesu karnego, który z inkwizycyjnego przekształcał się w niemal kontradyktoryjny. Obowiązki sędziego przewodniczącego ograniczono do kierowania rozprawą i czuwania nad jej prawidłowym przebiegiem. Sędzia nie będzie uczestniczyć w sporze spierających się stron i nie będzie prowadzić własnego śledztwa - zdecydowała legislatywa. Twórcy nowelizacji założyli, że sędzia powinien być bezstronnym arbitrem, a nie pomocnikiem stron, co w praktyce bywało równoważne z ratowaniem niedopracowanego aktu oskarżenia. Ustawodawca uznał, że sędzia - jako podmiot współprowadzący postępowanie dowodowe - przestaje być obiektywny. A jeśli ma wydać bezstronny wyrok, powinien być świadkiem sporu prowadzonego przez obdarzone równością broni strony.
Teraz dobra zmiana uznała, że w polskim prawie nie ma miejsca na bezstronny spór. Sąd ma być pomocny. Zatem należy dać mu narzędzia by - ramię w ramię z prokuratorem - mógł podążać do wydania wyroku skazującego. Jeśli przeprowadzone w ten sposób dowody wykażą jednak niewinność oskarżonego to trudno, zwykła wpadka przy pracy. Jednak legislator poszedł jeszcze dalej uznając, że prokuratura może nie podołać najprostszym obowiązkom. Zatem postanowiono dodatkowo wspomóc ją ustawowo. W tym celu wprowadzono nowy przepis (art. 46 § 2 KPK), który stanowi, że „Jeżeli postępowanie przygotowawcze zakończyło się w formie dochodzenia, niestawiennictwo oskarżyciela na rozprawę nie tamuje jej biegu”. Pozornie wydawać by się mogło, że ów przepis ma ulżyć prokuratorom, jednak ten artykuł - czytany łącznie z przepisem określającym uprawnienia sędziego w trakcie procesu (art. 366 § 1 KPK) - oznacza, ni mniej ni więcej, że sędziego obsadzono w roli substytuta nieobecnego na rozprawie oskarżyciela publicznego. Zatem jeśli nie dojdzie do skazania, winę ponosi nie prokurator, który był nieobecny na rozprawie, ale Sąd który miał tego dopilnować. Prokuratora może więc ograniczyć się do wniesienia sprawy, a za niedoprowadzenie do skazania obarczyć już można skład orzekający. Tym sposobem sędziemu nowej zmiany przyznano ustawowo dwie równoległe procesowe role: oskarżycielską i orzeczniczą. Sędzia przejmuje obowiązki prokuratora! Takiego rozwiązania nie przyjęto nawet za Stalina! Dwa w jednym sprawdziło się w pielęgnacji włosów! W wymiarze sprawiedliwości łączenie odmiennych ról spowoduje deficyt zaufania do sędziów.
A co się stanie jak sędzia będzie oporny, czyli np. jak nie wykona obowiązku wyjaśnienia wszystkich istotnych okoliczności sprawy, czytaj jak nie wspomoże prokuratora? Na to pytanie odpowiedź można znaleźć w znowelizowanej ustawie o prokuraturze, powołującej w Prokuraturze Krajowej nowy departament, zajmujący się zwalczaniem przestępczości wśród sędziów i prokuratorów. Dobry kij dla dobrej zmiany! Gdyby żył prokurator Andriej Wyszynskij, turlałby się ze śmiechu. W najbardziej optymistycznych snach nie przewidział, że jego marzenia mogą spełnić się w znienawidzonej zachodniej demokracji.
Dubois & Stępiński
