PiS zrozumiał dosłownie słowa piosenki: wszystkie dzieci nasze są. A niestety, a właściwie na szczęście nie są . Od kilku tygodni trwa burzliwa, odbiegająca od merytoryki polityczna dyskusja czy 6 latek powinien iść do szkoły. Reforma z 2009 roku (de facto została wdrożona w 2015) pozostawiła samorządom - bo to one odpowiadają za przedszkola i szkoły - 5 lat na przygotowanie swoich zasobów infrastrukturalnych i merytorycznych oraz dzieci i ich rodziców do zmian. 5 lat w przeciwieństwie do kilku tygodni, które wraz ze zmianą ustawy zafundował samorządom PiS. Dobra zmiana ponownie okazała się szybką zmianą. Bez dyskusji, bez czasu na wdrożenie, bez pieniędzy, bez perspektyw.

REKLAMA

Od 2007 roku Warszawa systematycznie poszerza bazę szkół i przedszkoli. Jeszcze przed reformą opracowaliśmy założenia, żeby prawie cała społeczność małych warszawiaków miała swoje miejsce w przedszkolach. Od 2007 roku zbudowaliśmy 11 szkół i 20 przedszkoli. Od 2009 roku kiedy rząd ogłosił reformę i dał samorządowcom czas na przygotowanie około 500 placówek zostało zmodernizowanych lub wyremontowanych. Na ten cel Warszawa w latach 2007-2015 przeznaczyła ponad 2,3 mld zł. To tak jakbyśmy zamiast tego zbudowali kilka stacji metra.

Nasze szkoły, a szczególnie nauczyciele, są gotowi na przyjęcie młodszych dzieci. Od 2009 roku w Warszawie już 42 tysiące dzieci rozpoczęło edukację jako sześciolatki. 42 000 uczniów, którzy maturę będą zdawać w wieku 18 lat i będą mieć równe szanse w wyścigu na europejskie uczelnie ze swoimi kolegami z całej Europy (dla przypomnienia Europa to my).

Warszawa od lat inwestuje w edukację – co roku średnio 1/5 budżetu miasta jest przeznaczana na wydatki oświatowe. Łącznie w latach 2016-2019 na inwestycje w bazę edukacyjną przeznaczymy ponad 750 mln zł, dzięki którym powstanie 21 szkół, 18 przedszkoli, a około 150 placówek zostanie zmodernizowanych i rozbudowanych. Efektem będzie 12 tys. miejsc w szkołach i 4,5 tys. miejsc w przedszkolach (do końca 2016 r. dzięki budowie, rozbudowie i adaptacji przybędzie ponad 2 tysiące miejsc dla przedszkolaków).

Przez 5 lat systematycznie i spokojnie przygotowywaliśmy się do wdrożenia reformy przygotowanej przez poprzedni rząd. Włożyliśmy w przygotowanie szkół ogrom pracy i środków, które de facto mogliśmy przeznaczyć na zupełnie inne potrzeby mieszkańców. Obecny rząd zapomniał, że nie żyje w próżni i ich decyzje niestety mają ogromy wpływ na codzienne życie Polaków. Każda władza ma prawo do reform, ale każda również powinna mieć na względzie dobro obywateli. Przeprowadzoną drastycznie dobrą zmianą edukacyjną dorobek wielu samorządów został wyrzucony do kosza. Liczne wysiłki zostały z dnia na dzień zniweczone. Zarzucono nam, że namawiam rodziców do posyłania 6 latków do szkół. TAK. Namawiam ich także do odwiedzania szkół, rozmów z dyrektorami i nauczycielami, namawiam ich do zasięgnięcia opinii, do rozmów z własnym dzieckiem, do wiary w jego możliwości, do czytania fachowej prasy. Bo z obywatelami można i trzeba prowadzić dialog, a nie żądać ślepego posłuszeństwa. Bo to nie wojsko, to społeczeństwo obywatelskie.

Nie obrażam się na rzeczywistość, ale na miejscu minister Zalewskiej daleka byłabym od krytykowania 6 latków. Ja w nich wierzę, kibicuje im i życzę spokoju, zwłaszcza w edukacji. Przed nimi i przed ich rodzicami długa droga i nie chciałabym, żeby musieli kopać się z koniem.