Trybunał Konstytucyjny, zgodnie z oczekiwaniami, ogłosił wyrok, w którym jednoznacznie podważa zgodność ustawy „naprawczej” z konstytucją.
Nieznana Kaczyńskiemu sztuka kompromisu Już wczoraj Jarosław Kaczyński uprzedził, że nie cofnie się w sprawie Trybunału. Nie dziwi mnie to. Wszak Kaczyński wszczynał w swym długim politycznym życiu wiele wojen, stoczył wiele bitew i żadna z nich nie zakończyła się kompromisem, z nikim i w żadnej sprawie. Prezes PiS jest zaiste bezkompromisowy. I dlatego jako polityk nieskuteczny, jako przywódca skazany na klęskę, bo polityka to sztuka kompromisów.
Twierdzenie to, jest o tyle prawdziwe, że gdy polityk zawsze gra o pełną pełną stawkę, o „wszystko albo nic”, to zawsze jak hazardzista - przegrywa. Po serii zwycięstw, prędzej czy później, przychodzi czas na przegraną bitwę. A gdy w stawce jest wszystko, bez kompromisów, to wszystko się w tej jednej bitwie przegrywa. Włodzimierz Lenin twierdził, że „każdy kompromis jest zgniły”. Nie jestem pewien, czy Jarosław Kaczyński chciałby odwoływać się do takiego dziedzictwa.
Jarosław Kaczyński zapewne bitwę o Trybunał wygra. Premier Beata Szydło nie opublikuje wyroku, stawiając się obok prezydenta Andrzeja Dudy, w kolejce pod Trybunał Stanu. Na to liczy Kaczyński – na konsolidację własnego obozu. Popełnienie przestępstwa w imię sprawy to najlepsza gwarancja lojalności. Wiedzą to wszyscy cappo na całym świecie.
Błąd za błędem Kaczyński jednak się przeliczy, bo będzie to pyrrusowe zwycięstwo. Do tej pory popełnił w wojnie o TK wiele błędów.
Po pierwsze, liczył na to, że ludziom będzie wszystko jedno. Tymczasem się przeliczył. Wielotysięczne tłumy wyszły wielokrotnie na ulice polskich miast w obronie instytucji, o której ledwo co słyszeli. Pani Premier zaklinała rzeczywistość twierdząc, z uporem godnej lepszej sprawy, że „nigdy demokracja nie miała się tak dobrze”. Na próżno. „Ciemny lud” tego nie kupił.
Po drugie, liczył na to, że Unia Europejska zajęta kryzysem emigracyjnym z bliskiego wschodu, nie będzie miała czasu ani determinacji, by zajmować się stanem demokracji w Polsce. Przykład Orbana go ośmielił i zwiódł na manowce. Orban bowiem, jest bez porównania zręczniejszym politykiem niż Kaczyński i potrafi się cofnąć gdy trzeba. Ma ponadto jokera w rękawie – konstytucyjną większość w węgierskim parlamencie. Politycy PiS często mylą uprzejmość z przychylnością sami operując słowem jak cepem. Dlatego porównanie naszych sojuszników do Breżniewa obawiam się, że nie wygasi tego sporu. Wręcz odwrotnie.
Po trzecie, liczył na to, że USA zachowają neutralną wstrzemięźliwość w tej sprawie. Znowu błąd. Najpierw list amerykańskich senatorów, potem dyplomatyczne naciski. I nie o to chodzi, że Ameryki nie można zignorować, bo można, tylko koszty wojny z Trybunałem rosną wykładniczo z czasem, liczbą i potęgą przeciwników.
Po czwarte, błąd kosmiczny – prośba o opinię Komisji Weneckiej. Ten ruch dowodzi kompletnej naiwności i skrajnej niekompetencji polityków PiS. Niekompetencja to liczenie na przychylną opinię. Tutaj minister spraw zagranicznych wykazał się totalnym brakiem wyobraźni. Zadaję sobie w tym miejscu pytanie, czy oni naprawdę wierzą, że wszystko jest w tej sprawie OK i po prostu nie rozumieją standardów demokracji cywilizowanego świata, czy też myśleli, że jakoś to będzie? Tak czy owak, naiwnością jest przypuszczenie, że raport komisji, w przypadku gdy będzie on dla rządu niekorzystny, da się zignorować. Trudno też będzie z międzynarodowych luminarzy prawa zrobić reprezentantów jakichś ciemnych interesów. Kolejny błąd.
Błąd piąty to przekonanie, wyrażone przez wielu polityków PiS, że ludzie dadzą się „kupić” za 500 złotych. Znowu błąd. Twardą linię Kaczyńskiego popiera jedynie 28% Polaków, zdecydowanie mniej niż zwolenników jego partii.
Po co ta wojna? I na końcu najważniejsze pytanie – po to ta wojna? Jaki jest jej cel? Nie wygrywa się wojen bez celu. Wojny prowadzone bez celu się przegrywa. Zawsze. Czy jedynym celem Kaczyńskiego jest walka o godność Polski rozumiana jako obrona nieograniczonej własnej władzy?
Rozumiem motywacje. PiS nie dostał w wyborach mandatu do zmian konstytucji więc postanowił ją obejść. Ale za jaką cenę? Za cenę konsolidacji opozycji? Za cenę masowych protestów na ulicach? Za cenę utraty popularności, klęski w wojnie o rząd dusz? Za cenę bezpieczeństwa państwa? Obawiam się, że tego, w tak trudnych czasach, Polacy mu nie wybaczą.
Demokracja w Polsce jest mocniejsza niż się wydawało Kaczyńskiemu i choć bitwę o TK może wygrać, to będzie pyrrusowe zwycięstwo. Sztuka kompromisu i długofalowego planowania jest niezbędna w polityce. Przecież można wprowadzić swój program socjalny nie łamiąc konstytucji. I jeśli byłaby to „dobra zmiana” to w następnych wyborach można, jak Orban, zdobyć mandat do napisania jej w całości od nowa. Wtedy już hulaj dusza piekła nie ma i to lege artis! Ale może to właśnie największa wada tego scenariusza? Jest on niezgodny z charakterem Jarosława Kaczyńskiego. Dlatego żadnego planowania strategicznego nie będzie. Odrzucamy „zgniłe” kompromisy! „Godności” własnej władzy będziemy bronić przed wszystkimi i do ostatniej kropli krwi! A może, w dłuższej perspektywie dla polskiej demokracji to lepiej? Gdyby Kaczyński planował byłaby w zdecydowanie większym niebezpieczeństwie.
