Prezydent Andrzej Duda obiecywał w kampanii wyborczej „odbudowę wspólnoty Polaków”. Podczas wystąpienia w Otwocku, wyjaśnił wszystkim, o co mu chodziło. Wspólnota to tylko i wyłącznie wyborcy PiS.
Takiego Prezydenta Rzeczpospolita jeszcze nie miała. Od samego początku głowa państwa wykazuje ogromną niesamodzielność w działaniu, czego emanacją był hołd lenny wobec Jarosława Kaczyńskiego, kiedy to podczas swojego zaprzysiężenie, mówił- Panie premierze, jest pan wielkim politykiem, strategiem, ale i człowiekiem – mówił Duda, zwracając się do prezesa PiS. – Trzeba być wielkim człowiekiem i patriotą, żeby mimo oczywistych ambicji oddać pałeczkę władzy w ręce ludzi, z którymi do tej pory pan blisko współpracował – podkreślił Andrzej Duda. Pojęcie „Prezydent wszystkich Polaków” jeszcze nigdy nie było tak abstrakcyjne.
Składając przysięgę, Andrzej Duda mówił- „Chcę odbudować wspólnotę. Mówię do ludzi wierzących i niewierzących. Abyśmy umieli się szanować nawzajem. Chciałbym abyśmy budowali wzajemny szacunek”. Jak budowa wspólnoty i wzajemny szacunek wygląda w praktyce? Mówiąc krótko żałośnie, czego dowodem jest występ w Otwocku, pełen pogardy i napastliwości do wszystkich innych, niż zwolennicy PiS. Na wstępnie Prezydent oświadczył, iż zeszłoroczne wybory samorządowe „zostały sfałszowane”, dodając uprzejmie, iż wszyscy o tym wiedzą”. Prowokacyjnie pyta, gdzie były wtedy „wszystkie Komisje Weneckie? Gdzie była Komisja Europejska?”. I to mówi nie tylko polityk, ale również doktor prawa! Dalej Prezydent powiedział coś, czego nigdy z jego ust paść nie powinno, zwłaszcza w kontekście zapowiadanej „odbudowy wspólnoty”- I myślę, że czas najwyższy, abyśmy powiedzieli, że tu, w Polsce, to my właśnie jesteśmy ludźmi pierwszej kategorii- powiedział. My, czyli kto? Oczywiście zwolennicy PiS. Była to pochodnia tego, co o zwolennikach KOD-u mówił Jarosław Kaczyński o „gorszym sorcie Polaków”, defraudując wszystkim innym patriotyzm- "KOD-owcy nie mają prawa chodzić pod biało-czerwoną flagą, bo to oszustwo". Prezes Kaczyński jest wyłącznym depozytariuszem barw narodowych? Byli już tacy, którzy mówili o podludziach i rasie Panów. Skończyło się katastrofą.
Było również o poprzednikach, których ocenił nader wyjątkowo, jako tych, których naród odspawał od stołków, opisując ich krótko- „Ojczyznę dojną racz nam wrócić Panie”. I znów nauka prezesa nie poszła w las. Wszyscy bowiem pamiętamy modlitwy „prawdziwych Polaków” podczas rządów poprzedników- „Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie”. Ludzie skandowali, piali z zachwytu, jak na wiecu partyjnym.
Obóz PiS-u jak mało kto, potrafi wzbudzać nieufność i strach. Dlatego nie mogło zabraknąć słów o wrogach. Bez nich każda władza, mająca problemy wewnętrzne, traci impet. Zdaniem prezydenta "mamy prawo sami decydować, co jest dla nas dobre, a co jest dla nas złe. Kto jest dla nas gościem, a kto jest dla nas wrogiem".
- I mamy prawo także do tego, aby o tym mówić, nie kierując się pseudoeuropejską poprawnością polityczną, która wiedzie na manowce i do staczania się cywilizacyjnego, a nie do rozwoju. A jeżeli już, to jest to pseudorozwój, który sprowadza się tylko i wyłącznie do konsumpcji - oceniał Andrzej Duda. To oczywista aluzja do europejskich instytucji, które zaniepokojone są tym, co PiS wyrabia z Trybunałem Konstytucyjnym. Prezydent zapomniał jednak dodać, że martwi się również o to nasz strategiczny sojusznik, czyli USA. Ale podczas częstych szaleństw na nartach można zapomnieć.
Dziś emanacją sporu politycznego w Polsce jest spór o Trybunał Konstytucyjny, choć w istocie ten spór w dużej mierze dotyczy tego, jak sprawowane będą rządy, czy w drodze porozumienia i dialogu, czy w drodze dyktatu jednej partii, mającej większość parlamentarną i bezgraniczne poparcie prezydenta. Dochodzi do tego retoryka i styl, jaką ta władza komunikuje się ze społeczeństwem. Oni to może wytrzymają, ale my, naród?
