REKLAMA

Po wizycie w Otwocku zmęczony wrócił do domu. Rzucił marynarkę na fotel i spojrzał w lustro stojące w centralnym miejscu salonu. Na skroniach dostrzegł szklące się kropelki potu. Co ja im naopowiadałem?, starał się przypomnieć swoje dzisiejsze przemówienie. A wiem, odetchnął z ulgą zadowolony, że pamięć go nie opuściła. Mówiłem, że wszyscy jesteśmy pierwszej kategorii. − Skoro wszyscy to ty też? – spytało zaczepnie alter ego. − No pewnie odparł – pewien siebie – ja nawet bardziej, bo przecież jestem z nich najważniejszy, ja to nawet jestem taki prima sort.

Alter ego zachichotało z niedowierzaniem: − A dlaczego uważasz, że taki jesteś? − Zostałem wybrany na urząd – odparł dumnie. − Ale twoi poprzednicy, po takim samym okresie urzędowania, mieli dużo lepsze notowania popularności – przypomniało alter ego, jesteś w nich najgorszy.

No tak, pomyślał nieco zafrasowany. Po chwili zebrał się w sobie, bo doszedł do wniosku, że jest jednak szereg powodów, by zaliczyć go do najlepszej kategorii. − Ludzie mówią, że przypominam pewnego sławnego aktora – pochwalił się. − Który nie był amantem i grał same ogony – przypomniało alter ego. − Jestem narciarzem - użył kolejnego argumentu. − Daj spokój, na byle pólku dzieci radzą sobie lepiej – sparowało alter ego. − Jestem też prawnikiem. − Prawnikiem, który nie przestrzega, prawa. Po co komu taki prawnik? - nacierało alter ego. − Mam swoje osiągniecia – przyjął inny sposób argumentacji. − Dostrzegli je uczniowie, którzy na drzwiach do kibla piszą, co o tobie myślą. − Nieprawda, wszyscy mnie poważają. − I to dlatego jesteś przedmiotem największych w historii drwin internetowych? – dopytywało się alter ego. − Wcześniej sprawdzałem się jako prawnik – próbował nawiązać do starych dobrych czasów. − Mówisz o podchodach na aplikację adwokacką – starało się uściślić tę tezę alter ego. − Ale teraz podpisuję wszystkie najważniejsze dokumenty w kraju. − O Jezu - alter ego złapało się za głowę – chociaż nie kompromituj się. Naprawdę dobrze się czujesz z ksywką „długo - pis”? − Odbieram ślubowania – ostatkiem sił próbował znaleźć jakiś argument. − Ci których wpuszczasz, przychodzą do Ciebie nocą bo za dnia się wstydzą – przypomniało alter ego, po czym przeszło do kontrataku. − Masz własne zdanie? − Nie mam – przyznał coraz bardziej zrezygnowany. − Koncepcje polityczne? − Nie. − Jesteś taki sam dla wszystkich Polaków? − No pewnie, że nie − No to stary, zastanów się czy jesteś gość pierwszej kategorii, czy też wałęsasz się gdzieś na końcu peletonu. Oceń swoje możliwości, przecież ty jesteś chodzącą bombą zegarową. Zdemolujesz wszystko.

Ukrył twarz w dłoniach zdając sobie sprawę, że alter ego ma rację. Dlaczego ja im tak strasznie o sobie nakłamałem?, zastanawiał się, lecz nie potrafił znaleźć logicznej odpowiedzi. Potem jeszcze długo wpatrywał się w lustro i odruchowo podrapał się po nosie. Jeśli to tak dalej pójdzie, zacznę wyglądać jak Pinokio, pomyślał i zaszlochał.

Tej nocy spał źle. Gdy obudził się o świcie natychmiast pobiegł do lustra. Długo wpatrywał się w swój nos, na szczęście nie urósł. Odetchnął z ulgą. Tego dnia jechał na audiencje do samego Prezesa. Przecież gdyby Prezes zobaczył go z nosem sterczącym jak wędka teleskopowa mógłby pomyśleć, że to dlatego, że oszukuje i jego.

Dubois & Stępiński