
Werdykt Trybunału Konstytucyjnego pogrzebał marzenia i plany Jarosława Kaczyńskiego w dojściu do władzy absolutnej. „Ustawa naprawcza” PiS o TK miała doprowadzić do napisania Konstytucji RP od nowa. Konstytucji , której strażnikiem miał być prezes PiS, a nie jakiś tam TK. Komisja Wenecka dodatkowo potwierdziła, że demokracja w Polsce ma się źle. O ciężkiej wiośnie i nasilonych protestach, Kaczyński mówił już od początku roku. Tym czasem kiedy jego ludzie, trzymając gardę przyjmują serie bolesnych ciosów na korpus, prezes zaczął polityczną grę Smoleńskiem.
REKLAMA
Prezes kontra reszta świata
Zgodnie z opinią Komisji Weneckiej „ustawa naprawcza” PiS stanowiła zagrożenie dla demokracji w Polsce. Trybunał Konstytucyjny był sparaliżowany, a jego orzeczenie z 9 marca jest zgodne z prawem i powinno zostać opublikowane przez rząd. W innym wypadku grozi Polsce pogłębianie się kryzysu konstytucyjnego. Poprzednie władze PO – PSL również dopuściły się działań niezgodnych z konstytucją – czytamy w raporcie KW.
Pod urzędem premier Beaty Szydło odbywają się protesty przeciwko niepublikowaniu orzeczenia TK w rządowym dzienniku ustaw. W sobotę (12 marca) KOD i opozycja wyprowadzi tłumy ludzi na ulice Warszawy. Raport KW tylko ośmieli manifestujących w swoich przekonaniach.
Jarosław Kaczyński nie zajął nawet stanowiska w sprawie orzeczenia TK. Beata Kempa – szefowa rządowej kancelarii, czy poseł Piotrowicz recytują tę samą formułkę w obronie PiS. To nie orzeczenie, to komunikat, który jest niezgodny z konstytucją, więc nie może być opublikowany – powtarzają w kółko. Powtarza to również Andrzej Duda, który już nawet nie ukrywa, że jest prezydentem wszystkich Polaków…, głosujących na PiS. Premier Szydło ucieka przed dziennikarzami. Opinia KW to po prostu gwóźdź do politycznej trumny obecnej władzy.
Zostawieni sami sobie
„New York Times”, „BBC”, „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, "Wall Street Journal", „krzyczą” tytułami na pierwszych stronach o paraliżu konstytucyjnym w Polsce spowodowanym przez populistyczne władze PiS z Jarosławem Kaczyńskim na czele. Kaczyński nie znosi tego krzyku, tych apeli. Nie wyda rozkazu Szydło na publikację orzeczenia TK, mimo zaleceń Komisji Weneckiej. Przyznałby się wówczas do porażki i przegranej batalii, do której przygotowywał się latami. Prezydent nie podpisze się pod tym dokumentem, nie mówiąc już o zaprzysiężeniu trzech sędziów. Prezes zostawił swoje „produkty polityczne” samym sobie. Rzucił je na pożarcie. Zupełnie nie obchodzi go to, że przyjdzie taki czas, kiedy mogą one wkrótce stanąć przed Trybunałem Stanu. SLD już przygotował wniosek o postawienie Beaty Szydło przed TS za odmową publikacji wyroku TK.
Kaczyński przestał myśleć za Szydło i Dudę, a samodzielność, której nie znają, po prostu ich wykańcza i pogrąża coraz bardziej w chaosie. Prezes widzi rozłam w rządzie i w klubie PiS. Oni nie sprawdzili się na wojnie, więc wódz odcina się od „płonącej ziemi” On za to jako "szeregowy" poseł nie ponosi żadnych prawnych konsekwencji. Ucieczka do opozycji lub tworzenie własnych kół przez trzecio i czwartoligowych posłów PiS, zasiadających pierwszy raz w ławach sejmowych, to tylko kwestia czasu. Będą obawiali się, że zostając w drużynie Kaczyńskiego popadną w polityczny niebyt. Z tego samego powodu odseparował się od prezesa Paweł Kukiz, który teraz zamilkł. Ale zanim to zrobił skrytykował ustawę budżetową PiS, niedotrzymywanie obietnic przez rząd, a jego posłowie nie zostawili suchej nitki na ustawie „Rodzina 500 plus”.
Nowa strategia prezesa
Prezes jest już w innej czasoprzestrzeni. W swoim świecie, w którym jednoczy „twardy elektorat” wokół sprawy smoleńskiej. Mobilizuje swoich wyborców przeciwko „obcym siłom” polskim i zagranicznym. Wrogom suwerennej i niepodległej Polski. W tym samym czasie ludzie protestowali pod gmachem kancelarii premier Szydło, wykrzykując, aby opublikowało orzeczenie TK.
"Nie dajmy się zdemobilizować, nie dajmy nikomu przekonać się, że to już jest załatwione, że nasze zadania są spełnione, że wszystko jest za nami. Idźmy dalej, za miesiąc rocznica, mam nadzieję, że będzie naprawdę wielka, ale później, także w tych zwykłych miesiącach, jeszcze raz to powtarzam, powinniśmy tu być. Powinniśmy przypominać, powinniśmy ciągle dążyć do tego, by nasze cele zostały ostatecznie zrealizowane. By polska godność została przywrócona." – mówił podczas ostatniej miesięcznicy przed Pałacem Prezydenckim Kaczyński.
Wypowiedź prezesa uzupełnia poseł Anita Czerwińska, szefowa warszawskiego klubu „Gazety Polskiej” – „…Ta bitwa jeszcze nie jest ostatecznie wygrana. Zarówno wrogowie Polski za granicą jak i skorumpowane elity poprzedniej władzy chcą zdestabilizować nasze państwo…”
Wypowiedź prezesa uzupełnia poseł Anita Czerwińska, szefowa warszawskiego klubu „Gazety Polskiej” – „…Ta bitwa jeszcze nie jest ostatecznie wygrana. Zarówno wrogowie Polski za granicą jak i skorumpowane elity poprzedniej władzy chcą zdestabilizować nasze państwo…”
To strategia Jarosława Kaczyńskiego na przetrwanie. Podczas miesięcznicy podkreślał, że tę sprawę po 6 latach trzeba ostatecznie wyjaśnić. Nie dzisiaj, nie jutro. Może to potrwać. Kiedy nad wyjaśnieniem przyczyn katastrofy smoleńskiej pracowała komisja Antoniego Macierewicza za rządów PO – PSL, prezes niechętnie pojawiał się na spotkaniach. Jeśli już był, zamykał wypowiedź w kilku lakonicznych zdaniach. Macierewicz został schowany na czas kampanii wyborczej, żeby nie pojawiał się temat Smoleńska. Nagle nastąpił zwrot akcji. Sam Kaczyński w czwartek skandował wspólnie z zebranymi imię Macierewicza. W sprawie smoleńskiej każdy jest podejrzany oprócz PiS. Wydarzenia potoczyły się szybko. Następnego dnia o godzinie 6.00 rano policjanci z Krakowa weszli do mieszkania Adama Tarnowskiego, naukowca, który badał nagrania z kokpitu tupolewa. Zabezpieczyli komputer eksperta i inne nośniki pamięci.
Prezes zawsze był od spraw politycznych. Wie doskonale, że wyborców głosujących za pakietem socjalnym już stracił bezpowrotnie. Odeszli także ci, którzy chcieli żyć w normalnym kraju. Zostali mu jedynie wyznawcy o. Rydzyka oraz przedstawiciele klubu "Gazety Polskiej".
A teraz akcja będzie wartka, sprawy potoczą się błyskawicznie. W sobotę KOD i opozycja znów wyprowadzili ludzi na ulice Warszawy. Komisja Europejska też już nie poprzestanie na przyglądaniu się kryzysowi konstytucyjnemu. Kolejnym z trzech kroków wdrożonej w styczniu procedury dotyczącej ochrony państwa prawa, będzie wydanie zaleceń. Kaczyński już wcześniej odgrażał się, że nie zamierza słuchać instytucji zagranicznych. KE może w tej sytuacji nie zawahać się przed wprowadzeniem trzeciego, najbardziej drastycznego etapu, czyli sankcji karnych. Przed tym samym stanowczo ostrzegają Stany Zjednoczone, grożąc dodatkowo ochłodzeniem stosunków.
Bez planu B
Jarosław Kaczyński w swoim szaleńczym planie nie wziął pod uwagę przede wszystkim Polaków. Tego, że to my zaczniemy płacić za spełnianie jego chorych politycznych ambicji. Postawił wszystko na jedną kartę, nie mając planu B. Zapatrzony w Viktora Orbana nieuważnie śledził politykę na Węgrzech. Orban dochodząc do władzy miał większość konstytucyjną, szedł na kompromisy z UE, stosował się do zaleceń Komisji Weneckiej. Do punktu, w którym znajduje się teraz dochodził przez kilka lat, a nie kilka miesięcy. Kaczyński zdawał się ignorować fakt, że Polska jest silnie umocowana w Unii Europejskiej. A tym bardziej w Radzie Europejskiej, której przewodniczy Donald Tusk.
I wreszcie, uwadze prezesa umknęła bardzo ważna kwestia. Dawno musiał nie spoglądać na globus. Nasz kraj znajduje się w miejscu strategicznym, niezwykle istotnym pod względem geopolitycznym. I tak się złożyło, że większość państw unijnych jest, tak jak Polska w strukturach NATO. A Paktowi Północnoatlantyckiemu jest bardzo nie na rękę, że w kraju nad Wisłą demokracja ma się źle.
Na przekór Kaczyńskiemu, wiosna w tym roku nadeszła szybciej niż się spodziewał. Jak ten czas szybko leci.
