List do Redaktora Tomasza Lisa,
W felietonie "Wyrzućcie swoje listy do kosza" (http://tomaszlis.natemat.pl/174415,wyrzuccie-swoje-listy-do-kosza) zaatakował Pan i połajał blogerów, którzy piszą listy otwarte na łamach NaTemat. Doradził im Pan, by zamiast pisać robili zakupy starszym paniom.
NaTemat jest Pana portalem. Blogerzy są Pańskimi gośćmi. Sytuację można więc przyrównać do gospodarza, który zaprasza gości na bal, a potem biegnie ze szczekaczką na ulicę i wrzeszczy, że nie podoba mu się, jak goście tańczą i doradza im przez megafon, jak powinni się ubierać.
Każdy orze jak może, Panie redaktorze. Pan również. I zostańmy przy tym bez pouczania jedni drugich o tym, kto i jak ma walczyć. Ma Pan wystarczająco dużo wrogów więc warto miarkować siły, by starczyło ich na długo do walki z właściwą stroną.
Pana felieton, który w zamyśle ma chyba nawoływać do "działania", jako platformę ekspresji używa krytykę jednej z form obywatelskiego "działania". Jest to zadziwiający manewr w kontekście budowania i budzenia społeczeństwa obywatelskiego. Pisanie listów do przedstawicieli władz jest w kraju, w którym żyję uznaną formą aktywności obywatelskiej, która ani nie zastępuje, ani nie wyklucza innej działalności. Znając trochę Stany Zjednoczone, wydawałoby się, że powinien Pan o tym wiedzieć i to rozumieć.
Z poważaniem,
