Nowa pisowska Polska ma kilka twarzy. W pierwszej kolejności jest to oczywiście twarz Prezesa. Zwłaszcza ta wykrzywiona gniewem i pogardą, gdy w Łomży obrażał on manifestantów z KOD-u wykrzykując, że „oni Polską gardzą, chcą być kimś innym” i że za nimi „stoją siły, które chcą utrzymać Polskę jak najniżej, by służyła innym, by była kolonią”.

REKLAMA

Polska „dobrej zmiany” ma też wiecznie urażoną a jednocześnie wyniosłą twarz wicepremiera Piotra Glińskiego – zwłaszcza gdy wypomina on , jak strasznie był postponowany, gdy „przez trzy lata funkcjonowania w życiu publicznym, kiedy [był] kandydatem na premiera oraz szefem rady programowej głównej partii opozycyjnej, do niektórych programów TVP nigdy nie [został] zaproszony”.

Polska wstająca z kolan najczęściej przybiera twarz Antoniego Macierewicza. Pan minister – jak przystało na kogoś, kto ma pod sobą wojsko – rzeczywiście „nie pęka”. Niech Rosjanie wiedzą, że my wiemy, jak było w Smoleńsku – a staliśmy się tam ofiarą ich terroryzmu. Niech Amerykanie zajmują się tym, czym my chcemy, by się zajmowali – a więc wspomagali nas w naszych zmaganiach z Rosją, ale w żaden sposób niech nie próbują nas pouczać, co jest, a co nie jest zgodne z demokratycznymi standardami. W końcu to my pielęgnujemy demokrację od XIV wieku (!), podczas gdy historia Stanów Zjednoczonych to ledwie dwa stulecia z kawałkiem. Pan minister nie pozwoli też, by polscy obywatele poddawani byli nielegalnym oddziaływaniom broni elektromagnetycznej, co do tej pory – wedle Macierewicza – najprawdopodobniej miało miejsce w części zachodniej naszego kraju, co - dodajmy - mogłoby sugerować, iż stali za tym nasi podejrzani brukselscy sojusznicy.

Ta nowa, narodowa, odzyskana, prawdziwie suwerenna i „nasza” (tj. pisowska) Polska ma też ambicję skierować polską kulturę na właściwe tory. Jako że - jak mawiał klasyk - „kino to najważniejsza ze sztuk”, to dobra zmiana w kulturze w największym stopniu miałaby być widoczna w naszej rodzimej produkcji filmowej. Zamiast „Idy” i „Pokłosia” mielibyśmy się spodziewać rodzimych wersji „Bravehearta” czy „Patrioty”. Ale im częściej słucham kolejnych wypowiedzi Antoniego Macierewicza, tym większe mam przekonanie, iż oto na naszych oczach tworzona jest raczej nasza rodzima wersja „Lotu nad kukułczym gniazdem”. Bo coraz bardziej to wszystko, co się wokół nas dzieje zaczyna wyglądać na wielką ucieczkę z domu wariatów.