W rankingu najczęściej zadawanych mi pytań od wielu tygodni na pierwszym miejscu figuruje to:
– Gdzie byłaś, gdy PO łamała prawo i wybierała pięciu sędziów do Trybunału Konstytucyjnego?
Nie tylko ja je słyszę. To pytanie wciąż powraca jak bumerang. W wywiadach, w przemówieniach sejmowych, w rozmowach prywatnych. Jedna połowa Polski zadaje je drugiej połowie.
Ja z odpowiedzią mam problem. Nie pamiętam, gdzie byłam i co robiłam. – Czy jestem oskarżona i muszę znaleźć alibi? Jeśli tak, to postaram się je znaleźć, ale to chwilę potrwa – odpowiadam grzecznie. – Nie pajacuj, bo wiesz dobrze, że nie o to chodzi – słyszę.
Ja naprawdę nie pamiętam. Wisiało mi to wtedy. Przeżywałam wybory prezydenckie, myślałam o wyborach parlamentarnych i to wydawało mi się wtedy ważne. A drobiazg taki jak iluś nadprogramowych sędziów TK? I w ogóle TK!
Minęło trochę czasu. Proszę, zapytajcie mnie, gdzie byłam, gdy Sejm wybierał kolejnych pięciu sędziów! Tym razem rekomendowanych przez PiS. Otóż jechałam do lekarza i słuchałam transmisji z obrad w radiu TOK FM. Gdy w Al. Jerozolimskich wysiadłam z samochodu, odpaliłam radio w telefonie i słuchałam dalej. Przerwałam na chwilę, gdy byłam w gabinecie… Zarwałam wtedy noc. Nie ostatnią.
Wystarczyły cztery miesiące, by do mnie dotarło, że w czerwcu dałam ciała, bo uznałam, że mój obywatelski obowiązek wypełniam w czasie wyborów. Potem nie mam już obowiązku, a jedynie rozliczne przywileje wynikające z faktu bycia obywatelem.
Mam nadzieję, że sytuacja, którą eufemistycznie określa się dziś kryzysem konstytucyjnym, wreszcie się unormuje, że powróci normalność, w której prawo obowiązuje wszystkich i wszyscy go przestrzegają. I co wtedy? Bardzo, naprawdę bardzo bym nie chciała znów się wyłączyć, pogrążyć w swoich sprawach i uznać, że po to wybieramy polityków, żeby oni w naszym imieniu rządzili.
Chyba już to wiemy, że wystarczy na chwilę ich spuścić z oczu, a robią raban taki, że nawet za oceanem patrzą na nas z przerażeniem (a oni nie czytają codziennie naszych gazet!). Można oczywiście wzruszyć ramionami i powiedzieć, że to jedna taka partia… hmm… niepokorna. Nie, nie jedna. Jarosław Kaczyński publicznie mówi, że już dawno miał zamiar zabrać się za TK. Faktem jednak jest, że Platforma Obywatelska bardzo mu to ułatwiła.
Członkowie KOD powinni powoli przyzwyczajać się do myśli, że czeka nas kupa roboty. Bo powinniśmy demokracji i prawa strzec już zawsze. I przed tymi politykami, których nie lubimy, i przed tymi których lubimy. Bo chyba jeszcze nie urodził się polityk, który nie narozrabia jak się go nie przypilnuje. A jeśli my ich nie przypilnujemy, to nikt za nas tego nie zrobi. Iwona Leończuk
