
Zastąpić dzieło geniusza - to bardzo trudne. Leonardo da Vinci nie znalazł wielu naśladowców. Będę się jednak upierał, że oryginalny Fiat 500, wynik gustu, pragmatyzmu i talentu Dante Giacosy, ma w aktualnym modelu godnego następcę.
REKLAMA
Tak, jak budowano samochody w latach 50., produkować ich się już nie da. Nigdy. Winę za to ponoszą konieczność budowania aut, które ocalą nas w razie zderzenia, a także normy emisji spalin i przyzwyczajenie do tego, by w wielu czynnościach samochód nas wyręczał. Następne pokolenie chyba już nawet nie będzie umiało opuścić szyby w drzwiach, posługując się korbką, tak samo, jak nie potrafi posługiwać się telefonem z tarczą obrotową.
Zaprojektowany przez Dante Giacosę, który miał już na koncie wiele innych dzieł, samochodzik z 1957 roku miał dwucylindrowy silniczek chłodzony powietrzem, umieszczony z tyłu i napędzający tylne koła, ciasne, ale zabawne nadwozie i brak mocy silnika nadrabiał niewielką masą i wynikającą z niej małą bezwładnością. Stał się ponadklasowym pojazdem, w którym mogła się pokazać i gwiazda kina, i właściciel straganu z warzywami.
Aktualny, niedawno odświeżony Fiat 500, produkowany w Polsce, wyraźniej zaznacza aspiracje do segmentu małych samochodów premium. Świadczą o tym nie tylko dostępne kolory nadwozia i wnętrza, ale także fakt, że można zamówić do pięćsetki skórę włoskiej firmy Poltrona Frau, tej samej, która produkuje nie tylko obłędne meble, ale i tapicerkę na przykład dla Maserati.
Wiecznie niezadowoleni mogą powiedzieć, że nie jest godnym następcą wozu z lat 50., nie ma tylnego napędu i nie prowadzi się tak samo. Słusznie, nie jeździ tak samo, bo w porównaniu z poprawnością prowadzenia i bezpiecznego zachowania w sytuacjach awaryjnych dzisiejszego Fiata tamten historyczny był pojazdem dla masochistów. Upierających się przy bezkrytycznym uwielbieniu dla czasów minionych zachęcam do spróbowania życia bez prądu elektrycznego, bieżącej wody w kranie i telefonu.
Fiat 500 na nierównych asfaltach zaniedbanych miast nie trzęsie jak inne samochody tej wielkości, z desperacją udające sportowe. Zaręczam, że jest także znacznie mniej męczący i irytujący od swojego poprzednika sprzed ponad półwiecza. W wersji z silnikiem TwinAir o mocy 105 KM jest także autentycznie szybki i wmieszanie się w tłum pędzących służbowych aut na drodze ekspresowej nie stanowi żadnego problemu. To nie tylko samochód miejski, ja pokonałem takim autem ponad półtora tysiąca kilometrów w dwa dni i wysiadłem z niego bez nadmiernego zmęczenia.
Najważniejsze jest jednak to, że Fiat 500 odziedziczył po majstersztyku Giacosy jego szczególną cechę, i nie jest nią ponadczasowy wygląd zewnętrzny. To wrażenie, że jedzie się samochodem wesołym, nie do końca poważnym, bezpretensjonalnym, z którego można patrzeć na uciążliwość dzisiejszego ruchu drogowego z optymizmem. A brzmienie dwucylindrowego, turbodoładowanego silniczka TwinAir do złudzenia naśladuje charakterystyczny tembr jednostki napędowej sprzed ponad 60 lat. Słysząc ten dźwięk trudno się nie uśmiechnąć.
