Jakże smutne byłoby życie na prawicy, gdyby KOD-u nie było. O czym prawicowi niepokorni mogliby pisać w internecie, komu by przypisywali niczym nieograniczoną moc sprawczą i wszelkie nieszczęścia? Dzięki komu mogliby snuć swoje coraz bardziej pokręcone teorie spiskowe? Zaryzykuję twierdzeniem, że gdyby KOD nie było, to prawica musiałaby KOD wymyślić… Wystarczył jeden dość emocjonalny wpis KOD-erki, by na prawej stronie zwarto szeregi. A cóż takiego napisała? - Mam nadzieję, że jedzenie z mojego koryta wszystkim smakowało. Pewnie lepiej byłoby, gdyby sprawę przemilczała, ale spójrzmy prawdzie w oczy - po wszystkich wyzwiskach i obelgach, po lekceważących wypowiedziach większości polityków PiS, w tym i Prezydenta - czasem mogą puścić nerwy. Jej puściły. Ale tylko nerwy. Bo paru zwolennikom PiS najwyraźniej puścił rozum i poszybował w nieznane. - Czy BOR wziął pod uwagę jakie możliwości techniczne ma ktoś kto przygotowuje prezydencki posiłek? No naprawdę, karmić PAD u KODziarzy... - napisała na Twitterze prawicowa blogerka Kataryna. Bo co? Środek przeczyszczający do zupy dodadzą? Naplują? A może nawet otrują! Rzeczywiście, aż strach pomyśleć, co ci KODziarze wymyślą. Gdyby to od Kataryny zależało, pewnie już by zatrudniono bezrobotnych, żeby próbowali posiłków serwowanych najważniejszym politykom w kraju. Szczęśliwie sam Prezydent z większym luzem do sprawy podchodzi, więc raczej się testerów prezydenckich posiłków nie doczekamy. Zaraz po niej głos zabrał Cezary Gmyz, znany tropiciel trotylu. Tym razem, pewnie w podobny sposób, wytropił związki KOD-erki z… mafią. I to rozliczne. Potem jednak z sensacji wyszło Radio Erewań. Bo nie KOD-erka, nie z mafią. Przypominam, że gdy pękła opona w samochodzie Prezydenta, też ruszono ze zmasowanym atakiem na KOD. Może by to wszystko było śmieszne, gdyby nie było smutne. Co siedzi w głowach ludzi, którzy pojmują świat w ten sposób: kto nie z nami, ten przeciw nam? Różnimy się w poglądach, czasami nawet bardzo, ale to powinno być tyle. Ja tymczasem mam wrażenie, że dla części prawicy inne poglądy są jak strachy nocne dla małego dziecka. Dziecko potwora nigdy nie widziało, ale jest pewne, że czai się on pod łóżkiem lub w szafie i wystarczy zgasić światło, żeby zaczął rozrabiać. Dziecku jednak wystarczy zostawić zapaloną lampkę przy łóżku, żeby zasnęło bez lęku. Z redaktorem Gmyzem tak się, niestety, nie da. On potwory widzi i na jawie, i we śnie, i w blasku słońca, i przy świetle księżyca. W sumie to go nawet chyba trochę żal… Iwona Leończuk
REKLAMA
REKLAMA
Czytaj więcej
