Poziom 1: Biegnę pod mostem, nade mną stoją wagoniki metra stacji Maelbeek. Swąd. Helikoptery, karetki, padające sieci telefoniczne. Strach o najbliższych. Chaotyczne wiadomości – dwa wybuchy na lotnisku Zaventeem, eksplozja w metrze Maelbeek.
Na ulicach coraz mniej ludzi, większość to rodzice, którzy biegną do szkół i przedszkoli odebrać dzieci. Tylko czym jechać – metro zablokowane, ruch przekierowywany, nie jeżdżą tramwaje ani autobusy.
Samochody zatrzymują się, przepuszczają pieszych. Nauczyciele są dobrze zorganizowani, opiekują się uczniami i spanikowanymi rodzicami. Uspokajają się nawzajem. Ktoś potrzebuje monet, żeby kupić sok z automatu, dostaje od nieznajomego. Ciepło, serdeczność, solidarność.
Poziom 2: Rozmowy: - To wojna. - Podobno wybuch na kolejnej stacji metra. - Strzelanina na placu Sablon. - Miałam złe przeczucia już jak złapali Saleha Abdeslama. - To zemsta. - Wyobraź sobie teraz, że masz arabskie rysy twarzy… - No tak, ale sami sobie winni! - Muzułmanie powinni wydać oświadczenie, że są temu przeciwni. - Są silni religią. - Co ma religia do tego? Możemy być silni jako państwo laickie. - Co teraz będzie?
Poziom 3: Nazywamy: to terroryści. Terroryści. Trzymamy się tego słowa. My, Brukselczycy z Polski, Maroka, Konga, Algierii, Niemiec, Francji, katolicy, muzułmanie, ateiści – rozmawiamy. Nie możemy się zamknąć i zacząć się siebie nawzajem bać. Rozmawiamy i będziemy rozmawiać.
Poziom 4: W Brukseli świeci słońce. Nie da się oglądać wiadomości spokojnie. Rodzina, krewni, przyjaciele, znajomi przysyłają sms-y i wiadomości z Polski, Anglii, Francji, Szwecji, Konga.
Bruksela: 34 zabitych, ponad 130 rannych, w tym 17 w stanie krytycznym. Wciąż liczymy swoich, Brukselczyków wszystkich wiar, narodowości.
Mamy poziom 4 - czwarty stopień zagrożenia terrorystycznego Strach przed terrorystami. I kolejnymi tekstami o tym, że wielokulturowość to porażka. Jesteśmy razem. Rozmawiamy, niezależnie od tego, skąd pochodzimy, w co wierzymy.
