Gdyby o Trybunale Konstytucyjnym powiedział, że „funkcjonuje fatalnie” jakiś zwykły, powiedzmy, Andrzej Duda, można by tylko wzruszyć ramionami i powiedzieć: kolejny prostaczek Boży, czegoś tam nie rozumie, czegoś nie wie, ale chce się powymądrzać. Nie pierwszy, nie ostatni.
Ale gdy na taką ocenę pozwala sobie Prezydent, to dokonuje skandalicznej ingerencji władzy wykonawczej w domenę władzy sądowniczej. Andrzej Duda może tego nie zrozumieć, bo czegoś tam się nie douczył na UJ, ale „Prezydent” powinien mieć doradców, którzy by mu to wytłumaczyli. Niestety, Duda ma Zybertowicza (zwanego czasem, mało precyzyjnie, „profesorem”) zamiast doradców.
Duda nie rozumie, co oznacza jego bezczelna ocena działań Trybunału, z punktu widzenia rozdziału i niezależności władz – bo nie jest „władzą”, ale wyłącznie Dudą. Nie rozumie też, że gdy powtarza bezmyślnie za radykalnymi prawicowymi portalami, z intencją złośliwą, że projekt orzeczenia TK był znany już w przeddzień rozprawy, to rzuca cień na dwójkę nowo-wybranych sędziów PiS-owskich. Zanim oni zostali dopuszczeni do rozpraw, takie przecieki do zaprzyjaźnionych portali się nie zdarzały.
Domagając się zaś dopuszczenia do rozpraw dobranej trójki „sędziów”, wybranych na zajęte już miejsca, a pod czujnym oczkiem Kaczyńskiego zaprzysiężonych w środku nocy przez nieszczęsnego Dudę, brnie w łamaniu Konstytucji, zarabiając zapewne na przyszły Trybunał Stanu, a ponad wszelką wątpliwość – na hańbę i pogardę, które mu się należą. Zostanie mu wypłakiwanie się po konfesyjnych radiostacjach – no i wymienianie uwag na temat życia z nastolatkami w mediach społecznościowych. Takim łupnęło nas „Prezydentem”.
I tylko jedno pytanie pozostaje zasadne: dlaczego to robi? Czy tylko słabość charakteru? To byłaby hipoteza życzliwa dla niego, choć upokarzająca dla tych Polaków, którzy na niego głosowali. Ale może jest tam coś więcej? Czy Kaczyński coś na niego ma? Mało kto z tych, którzy otarli się o SKOK-i wyszło z tego kontaktu bez plamy. A Andrzej D. swojego czasu otarł się – i to potężnie.
