Podchwytujemy to, śpiewamy. Francuzi przyjechali do nas z lekarstwem na strach – śmiechem. Audycja France Inter i RTBF nadawana ze studia w Brukseli zgromadziła ze 300 Brukselczyków. Dwie godziny śmiania się z terrorystów.

REKLAMA

- Wiecie, co robiliśmy po zamachach w Paryżu? Piliśmy mnóstwo piwa, żeby jakoś przetrwać. Ale wy w Belgii pijecie piwo bez przerwy. Dlatego, żeby przetrwać, musicie przerzucić się na wodę.

Na scenę wychodzi kobieta w woalu: - Cześć, jestem etatową miłą muzułmanką w woalu. Jak tylko terroryści coś wysadzą, media mnie zapraszają – mówi podkreślając arabski akcent.

Przerwa na wiadomości – zamknęli kolejną stację metra, bo ktoś niósł coś podejrzanego pod kurtką. Aresztowali kogoś w dzielnicy Schaerbeek, innego postrzelili. Terroryści chcieli się dobrać do elektrowni jądrowej.

- Kochajmy się – mówi ze sceny artysta – Gdyby udało mi znaleźć chętną, zrobiłbym to od razu. To najpodlejszy podryw: prześpij się ze mną, bo boję się terrorystów. - Śmiejmy się, żeby żyć. Żyjmy tak, jak żyjemy – razem! Wychodzimy z sali koncertowej na ulicę. Ludzie siedzą w słońcu, kafejki są wypełnione po brzegi. Słychać wycie karetki.

- U nas nazajutrz po atakach ludzie siedzieli w domach – dziwi się francuski aktor, kiedy siadamy przy stoliku. - A u nas wszyscy na zewnątrz – wzrusza ramionami belgijska aktorka kameruńskiego pochodzenia i wskazuje grupę mężczyzn przy motorach: - Coś mi się nie podobają te typy. - Boisz się, że się wysadzą? Wolisz usiąść w środku? - Coś ty!

Wracając spotykam sąsiadkę, z pochodzenia Włoszkę. Ściskamy się. - Wojna, kochana! A ja muszę do dentysty chodzić w tych warunkach. Moja 3-letnia wnuczka mówi, żebym siedziała w domu, ale jak, skoro nie mam czym gryźć? Wnuczka na to: „Poczekaj babciu, aż zęby ci same wyrosną. Tak, jak mnie”.

W domu czytam wiadomości od znajomych. Z Anglii pytają, jak u nas, bo Londyn to nr 1 na celowniku terrorystów. Ze Szwecji – jak sobie radzimy, bo teraz na pewno w nich walną. „Cieszcie się życiem!” – myślę na melodię francuskiego zdania.