REKLAMA

Co robi ktoś, kto obiecał, że coś zrobi? Odpowiedź wydaje się być prosta: zabiera się do roboty by wykonać to, co obiecał. A nam się zdaje, że ta zasada nie obowiązuje, gdy obiecującym jest PiS.

W trakcie kampanii wyborczej PiS złożył bardzo konkretne obietnice wyborcze. Większość z nich miała polepszyć sytuację obywateli, którzy teraz czekają, aż cud się spełni. A, że się nie spełnia, PiS – zamiast wynikami - chwali się spotem „Daliśmy wam słowo”.

Przyrzeczenie to sprawa honorowa i każdy kto szanuje swoje słowo powinien się z niego wywiązać. Wyborcy potrafią docenić uczciwość bez medialnego show, zatem obawiamy się, akcja reklamowa PiS ma inny cel, niż zameldowanie o zrealizowaniu obietnic. Nasuwa się przypuszczenie, że prawdziwy przekaz jest zupełnie inny: wszystko, co obiecaliśmy, spieprzyliśmy i musimy tak namieszać w głowach obywatelom, żeby się nie zorientowali. Zatem nawet jeśli jest źle, będziemy twierdzić, że jest dobrze, bo jest szansa, że w nawale informacji obywatele nie połapią się, co jest grane.

Zgodnie z wizją autorów spotu w polityce są dobrzy i źli. Źli to ci, co nie uwierzyli w wyborczy program PiS, zaś dobrzy, to sam PiS, który wprawdzie obietnic nie zrealizował, ale - zdaniem autorów spotu - realizuje je, czyli ma dobre chęci, co jest równoznaczne z końcowym sukcesem. I tak oto w słowniku politycznym pojawia się nowe pojęcie: Obietnica Dobrej Zmiany. Chciałem, ale nie udało mi się, jednak dotrzymałem słowa, bo chciałem.

Spot przedstawia sztandarowe postulaty wyborcze PiS tj. program 500 zł na drugie dziecko i cofnięcie obowiązku szkolnego dla sześciolatków. Zapomniano jednak dodać, że obiecanych pieniędzy jeszcze nikt nie widział, a większość rodzin, które już witały się z gąską, nigdy ich nie zobaczy, bo po wyborach okazało się, że wyborcy, nie ogarnęli obietnic pani premier (niektórzy są pewni, że głosowali na panią Beatę Szydło bo obiecywała zupełnie, co innego czyli po pincet na każde!, a dla seniorów wszystkie lekarstwa za darmo. Ponadto istnieje obawa, że pieniędzy - jeśli kiedyś zaczną być wypłacane - starczy na kilka miesięcy, bo ekonomiści przewidują, że tej obietnicy budżet państwa może nie wytrzymać.

Zdając sobie sprawę z takiej możliwość autorzy spotu czynią w nim jedno drobne zastrzeżenie. Swoje obietnice wyborcze spełnimy pod warunkiem, że otrzymamy to, co jest potrzebne do ich spełnienia czyli Spokój, Dialog i Kompromis. Stąd tłumaczenie: jeśli te warunki nie zostaną spełnione, to sorry przepraszamy, co złego to nie my.

W tym stanie rzeczy potrzebny jest kozioł ofiarny nadciągającej porażki. Cytując za Wikipedią – mechanizm kozła ofiarnego polega na tym, iż grupa społeczna w momencie kryzysu, dezintegracji czy zagrożenia, by powrócić stan utraconej równowagi obiera sobie ofiarę, która staje się obiektem masowej agresji całej grupy. Grupa wmawia sobie, że ofiara ponosi winę za nieszczęście lub zagrożenie które doprowadziło do kryzysu, dezintegracji grupy.

Jeśli PiS zdecydowało się zastosować mechanizm kozła ofiarnego wniosek jest prosty: mamy do czynienia z groźnym kryzysem. W opętaniu wyborczym obiecano coś, na co nas nie stać, bo spełnienie rzuconej pochopnie obietnicy rozwali finanse państwa. Zatem, żeby się ratować trzeba znaleźć ofiarę, która jest temu wszystkiemu winna.

Jako pierwszy pojawia się na ekranie nasz szanowny Kolega adw. Roman Giertych, nazywany często - ze względu na swoje popisy gimnastyczne - podskakującym Romkiem (nie podejrzewaliśmy Kolegi o tyle dystansu do siebie!). Jednak zastanówmy jaki wpływ na zobowiązania finansowe PiS wobec obywateli może mieć podskakujący pod Trybunałem Konstytucyjnym wicepremier sprzed ponad ośmiu lat. Odpowiedz jest prosta - żaden. Kolejne pojawiające się na ekranie osoby to Mateusz Kijowski, Tomasz Lis i Ryszard Petru. I tu kolejne pytania. Jak przywódca ruchu społecznego, organizującego marsze w obronie demokracji w dni wolne od pracy, zatem nie zagrażające gospodarce państwa, lub dziennikarz zepchnięty do Internetu, czy też opozycyjny polityk bez realnej władzy, mogą wpłynąć na spełnienie obietnic partii posiadającej większość sejmową? Nie mogą! Te zacne grono, to typowe kozły ofiarne, mające odwrócić uwagę obywateli od nieudolności zleceniodawców spotu.

OK, kozły ofiarne znalezione, stosy gotowe, a my się pytamy, co będzie, jak po unicestwieniu tych, co podnieśli na Dobrą zmianę ręce ledwie oderwane od koryta, obietnice nadal nie zostaną spełnione? Zapas kozłów jest nieograniczony i można je palić dopóty dopóki obywatele nie zorientują się, o co w tym wszystkim chodzi. Wtedy mechanizm kozła ofiarnego nie zadziała bo zawiedzeni obywatele będą chcieli rozliczyć się bezpośrednio z autorami obietnic.

Dubois & Stępiński