REKLAMA

Siedzieliśmy w modnej kawiarni w centrum miasta spożywając jabłecznik z bitą śmietaną. Niestety nie mogliśmy skupić się na przysmaku, bowiem naszą uwagę przykuła samotna dziewczyna siedząca przy sąsiednim stoliku. Na oko liczyła wiosen niespełna osiemnaście. Jej długie blond włosy opadały na wysmukłą szyje. Błękitna koszulka z napisem ”master sex” ściśle opinała dorodny młodzieńczy biust, a krótka czarna spódniczka - niczym wąż - zaciskała się wokół ud. Przy takim widoku mężczyźni żałują, że nie zostali nauczycielami wychowania fizycznego w maturalnej klasie. Siedzieliśmy jak zahipnotyzowani udając, że nie gapimy się w to nadnaturalnie piękne zjawisko.

Dziewczę wyciągnęło z torebki długopis i zaczęło kreślić szybko i nerwowo słowa na kawiarnianej serwetce. Teraz dopiero dostrzegliśmy tłumiony stres, który dziewczyna próbowała rozładować szepcząc pod nosem słowa, których sensu nie rozumieliśmy, choć nadstawiliśmy uszy.

Nienawidzę Cię, nienawidzę, zdawała się szeptać roztrzęsiona dziewczyna. Uznaliśmy, że nasz wiek i doświadczenie życiowe obligują nas do zaproponowania jej pomocy. Zatem zerwaliśmy się z krzeseł i pełni dobrych intencji, podeszliśmy do niej. Gdy mecenas Stępiński przedstawił nas i wyraził gotowość udzielenia pomocy, piękność odtrąciła pomocną dłoń i cytując klasyka rzekła - spieprzaj dziadu, a następnie dodała, zostawcie mnie popaprańcy, wszyscy jesteście tak samo beznadziejni jak ten … I tu padło lekceważące i wulgarne określenie osobnika rodzaju męskiego, zaczynające się od litery d, którego to słowa - ze względu na szacunek dla PT Czytelników - nie przytaczamy. Po wygłoszeniu tego oświadczenia dziewczyna powstała i nie regulując rachunku, w pośpiechu opuściła kawiarnię. Pozostał po niej unoszący się w powietrzu zapach tanich perfum i zapisana serwetka. Zerknęliśmy na nią w nadziei, że dzięki zapiskom uda nam się zidentyfikować autorkę i oddać jej zgubę albo przynajmniej ustalić, komu wysłać serwetkę.

List musiał być pisany pod wpływem silnych emocji miotających dziewczyną, o czym Czytelników o słabszym sercu i układzie nerwowym ostrzegamy, zalecając im wręcz odstąpienie od lektury. Przedstawiając Państwu zawartość rękopisu znalezionego na kawiarnianym stoliku, pozwalamy sobie wykropkować wyrazy wulgarne i obraźliwe, celem podkreślenia, jak wielką tragedię musiała przeżywać piękna dziewczyna, decydując się na ich użycie.

„Co ja Ci k… złego zrobiłam? Dlaczego przypier… się akurat do mnie? Tyle jest licealistek w sieci, a Tobie zachciało się akurat obserwować mnie. Gdybyś chociaż robił to pod pseudonimem, jak Twoi kumple, ale ty jesteś podglądacz ekshibicjonista. Ja jestem normalną, przyzwoitą dziewczyną i nie chcę, żeby gębę mną wycierała sobie połowa Polski. Ja prowadzę normalne życie, mam znajomych, co mają zasady, wiedzą co można i jak coś obiecują, to dotrzymują słowa, a jak jedzą, to z talerzy, a nie z jakiegoś koryta. O Tobie, to ja trochę czytałam i wiem, że jak coś powiesz to g… prawda. Tylko, co ja mam do tego? A teraz wszyscy piszą, że my jesteśmy najlepsi kumple, czemu zaprzeczam, bo wcale Cię nie znam. Całe życie mi się zawaliło, znajomi nie chcą ze mną gadać i do mnie przychodzić. Mówią, że się boją zainfekować. Napiekłam pysznych ciasteczek i zaprosiłam całą klasę, a pies ze złamana nogą nie przyszedł. Tak sobie myślę, że to co, oni o Tobie na tych drzwiach toalety napisali to mało. Dla mnie Ty jesteś mega d….. . Więc coś ci poradzę, wynoś się z mojego twittera. I nie mów tylko, że Ci przykro. Jak chcesz mi pomóc to pozbieraj się do kupy i zrób coś, żeby ludzie zaczęli Cię szanować. Wtedy zaczną na nowo szanować i mnie. I będzie tak, jak kiedyś.

Rusałka - Ruchałka

Niestety autorka rękopisu znalezionego na kawiarnianym stoliku, posługująca się seksownym twitterowym nickiem, wciągająca nocami w dwuznaczną grę panów cierpiących na bezsenność, znikła jak kamfora. Zdając sobie sprawę, jaką wiochę w necie facet wyrządził pięknej dziewczynie, zdecydowaliśmy się ujawnić treść listu bez zgody autorki, mając nadzieję, że Czytelnicy pomogą nam zidentyfikować adresata. Trzym się Rusałko – Ruchałko, nie wszyscy faceci są do bani.