
Apel prezesa PiS do opozycji o polityczne zawieszenie broni i dialog, to tak naprawdę przekaz do Polaków w akcie wielkiej desperacji wywołanej panicznym strachem. Kaczyński między słowami mówi – dajcie nam czas na realizację programu socjalnego, nie pozwólcie sprowokować się opozycji. Ja przecież wyciągam do nich rękę. Apel to efekt lęku Kaczyńskiego przed ludźmi na ulicach, bo przecież PiS żadnych gotowych ustaw nie ma. A rząd bije rekordy w politycznych wtopach. To zwyczajna gra na czas, aby „wyretuszować” twarz PiS. Wydawałoby się, że „Rodzina 500 plus” wywinduje sondaże partii Kaczyńskiego, a te spadły o kolejne 3 proc. Kaczyński próbuje przeczekać kolejne miesiące bez pomysłu na dalsze sprawowanie władzy. Opozycja tego nie kupi. Ale trzeba przyznać, że facet ma tupet. Pokojowej Nagrody Nobla chyba jednak z tego "gestu pojednania" nie będzie.
Tytułowe „90 dni spokoju” to przekorne nawiązanie do expose generała Wojciecha Jaruzelskiego. 11 lutego 1981 został on premierem rządu, a następnego dnia wezwał naród i „Solidarność” do zaniechania fali strajków, które przetaczały się przez cały kraj. Nowy szef rządu w PRL deklarował wówczas ustabilizowanie sytuacji politycznej i gospodarczej.
Do złudzenia przypomina to apel Jarosława Kaczyńskiego do opozycji sejmowej oraz Komitetu Obrony Demokracji. Prezes PiS chce świętego spokoju do końca lipca, czyli wizyty papieża Franciszka połączonej ze Światowymi Dniami Młodzieży na krakowskich Błoniach. To ewidentna gra na czas i na ludzkich emocjach. Kaczyński wie doskonale, że opozycja spokoju mu nie da. Choćby dlatego, że do tej pory nie opublikowano wyroku Trybunału Konstytucyjnego. O zastosowaniu się do zaleceń obu komisji: weneckiej i europejskiej również nie ma mowy, ponieważ podstawowym, żelaznym punktem jest publikacja orzeczenia. Chodzi o to, że „spotkanie pojednawcze” z inicjatywy Kaczyńskiego odbyło się i tyle. Podczas konferencji w sprawie dialogu i uspokojenia sytuacji politycznej w kraju, prezes nawet nie zająknął się o paraliżu konstytucyjnym oraz zaprzysiężeniu trzech sędziów. To był apel o tymczasowym zawieszeniu broni, a nie rozwiązaniu problemów w kraju, czy jakimkolwiek kompromisie. Kaczyński nie zna słowa – „kompromis”. Być może nawet nie wie w jakim to jest języku. Na żadne kompromisy nigdy wcześniej nie chadzał. Aby jednak szefowie opozycyjnych ugrupowań mieli czyste sumienia, powinni chwilę czasu poświęcić prezesowi. Rozmowa będzie zapewne krótka, ponieważ dialog w wydaniu Kaczyńskiego, to monolog.
Strach przed ludźmi na ulicach
Dla prezesa miodem na serce byłoby wykluczenie Polski ze struktur Unii Europejskiej i NATO bez zbędnych procedur. Nikt nie wywierałby na jego marionetkach nacisków. W końcu odczepiłby się od nich te wszystkie komisje, Senat i Kongres USA. Kaczyński mógłby wówczas ogłosić, że obronił suwerenność i niepodległość Polski. Bez przeszkód zacząłby bratać się z innymi państwami, gdzie demokracja jest fikcją. Za to rządy autorytarne to realia. Wspólnie z Orbanem założyliby własną unię i byliby szczęśliwi.
Ale to wszystko nie jest takie proste, jakby się mogło wydawać. W Polsce obowiązuje konstytucja, ratyfikowane traktaty unijne, ustawy, czyli najważniejsze źródła prawa, które stoją na przeszkodzie maluczkiemu człowiekowi z wielkim ego i ambicjami bycia zbawcą narodu. Stąd wezwanie opozycji do dialogu, spokoju i nie wynoszenia sporów na zewnątrz. Gdyby UE nałożyła na Polskę sankcje i odcięła „unijną kroplówkę” (jest to praktycznie nierealne, ponieważ wymaga jednomyślności wszystkich państw członkowskich), Kaczyński zacierałby ręce i pięty z radości, ale to wiązałoby się z milionami ludzi na ulicach. Na taką politykę nie ma zgody większości Polaków. A rozsierdzonego narodu w stolicy prezes boi się jak ognia.
Znanym zabiegiem socjotechnicznym Kaczyńskiego jest marginalizowanie swoich oponentów. Nie wspominanie o nich, lekceważenie ich. Tak było na początku z KOD – em, dopóki nie urósł błyskawicznie w siłę. Kiedy te tłumy zobaczył na ekranie telewizora w swojej twierdzy przy Nowogrodzkiej, wówczas ruszyła kłamliwa propaganda, oczernianie, obrażanie protestujących w marszach KOD – u osób, szukanie haków. Do protestujących dołączyła opozycja ze swoim elektoratem. Liczba ludzi maszerujących z flagami polskimi, UE, transparentami, pokazywanych z helikopterów stacji telewizyjnych przeraziła „władcę marionetek”. A to przecież są marsze pokojowe w obronie wolności i demokracji. Zero agresji i mowy nienawiści czy palenia kukieł.
Prezes teraz przerażony jest zapowiadanymi przez PSL, a dołączają do ludowców inne partie opozycyjne, wyprowadzeniem rolników na ulice. Polscy chłopi będą bronili do skutku swojej ojcowizny, ziemi dziedziczonej z pokolenia na pokolenie przed szkodliwą ustawą PiS. Nad górnikami i innymi grupami zawodowymi podczas protestów starają się zapanować związkowcy. O ile UE nie wprowadzi sankcji, to ma możliwość na przykład częściowego wstrzymania dopłat rolnikom, przesunięcia środków, podwyższenia poprzeczki w staraniu się o dofinansowanie. Może też bardziej wnikliwie przyglądać się rozliczaniu wniosków. To może dotyczyć również jednostek samorządów terytorialnych, przedsiębiorców, instytucji aktywizujących osoby bezrobotne czy organizacji pozarządowych. Czyli w zasadzie wszystkich potencjalnych beneficjentów środków unijnych. Jeśli chodzi o rolników przeciwnych kuriozalnej ustawie PiS, to nie będzie fala protestów, tylko „tsunami”, nad którym nie zapanuje nic ani nikt. Zadziała zwyczajnie psychologia tłumu. Kaczyński doskonale wie, że jeśli padnie chociaż jeden strzał z gumowej kuli, to będzie już koniec PiS. Polskie i zagraniczne media, opinia publiczna, wspólnota europejska, polskie lobby polityczne w Brukseli, USA, NATO, ogłoszą w kraju nad Wisłą wojnę domową. Nie zostawią na prezesie i PiS suchej nitki. Tego boi się Kaczyński. Ten strach go paraliżuje.
Sondaże jak wyrocznia
Jarosław Kaczyński, jak każda jednostka autorytarna, narcystyczna, niedowartościowana, nie znosząca sprzeciwu i krytyki oraz szydzenia z niego, nie potrafi już powstrzymać nerwów, i emocji na wodzy. Traci panowanie nad sobą podczas wystąpień publicznych. Desperacki apel o spokój, to chwytanie się brzytwy. To również apel o chwilę spokoju dla samego siebie. Nawet „dłuższą chwilę”. To przedłużanie politycznego bytu PiS.
Nie trzeba być prorokiem czy jasnowidzem, aby przewidzieć, że papież Franciszek podczas wizyty w Polsce zaapeluje o pokój i pojednanie w kraju katolickim. A wtedy prezes PiS powoła się na słowa papieża i znów zaapeluje o spokój. Może tym razem nawet do Świąt Bożego Narodzenia łącznie z Sylwestrem.
Próba gry na czas to również efekt sondaży. Prezes i wielu ekspertów byli przekonani, że wprowadzenie sztandarowego projektu „Rodzina 500 plus" podbije słupki PiS pod same niebiosa. A dla Kaczyńskiego sondaże są niezwykle ważne i bacznie je śledzi. Po wyborach samorządowych badania opinii publicznej były dla prezesa nawet bardziej wiarygodne od wyników wyborów. Tymczasem ogłoszone 24 marca przez Millward Brown najnowsze sondaże pokazały spadek poparcia dla PiS, SD, PR o 3 punkty procentowe w ciągu ostatniego miesiąca. Pięćset zł na drugie dziecko nie podziałało na stricte socjalny elektorat. Ustawą prawdopodobnie zadowoli się wyborcy roszczeniowi, którzy zagłosowali na pierwszy, żelazny punkt programowy PiS, a nie na partię.
Według najnowszych sondaży MB w Sejmie znalazłoby się dzisiaj aż siedem ugrupowań. Drugie miejsce zajmuje Nowoczesna – 18 proc. (spadek o 4 proc.). Trzecie PO bez zmian w stosunku do poprzedniego miesiąca. Na 10 proc. poparcia może liczyć Kukiz’15 (wzrost poparcia o 2 pkt proc.). Według badania do Sejmu weszłyby jeszcze trzy inne partie - Sojusz Lewicy Demokratycznej (6 proc.), partia Razem (5 proc.) i KORWiN (5 proc.). PSL natomiast z 3 proc. nie przekroczyłoby progu wyborczego. W sumie 7 proc. ankietowanych odmówiło odpowiedzi albo odpowiedziało "nie wiem", "trudno powiedzieć" lub jeszcze nie zdecydowało, na kogo oddać głos. Można domniemywać, że cześć wyborców PiS o radykalnych poglądach postawiłoby tym razem na Kukiz’15 i partię KORWIN, natomiast lewicowy elektorat szuka alternatywy w SLD i Razem, które według marcowego sondażu przekroczyłyby próg wyborczy.
PiS wspólnie z partiami Ziobry i Gowina stracił od 25 października 2015 blisko 10 proc. poparcia. Większość Polaków chce opublikowania orzeczenia TK – to kolejny gwóźdź do trumny Kaczyńskiego. Naród nie wierzy, także w samodzielne podejmowanie decyzji przez prezydenta Dudę i premier Szydło, wbrew zapewnieniom Kaczyńskiego, że nie ma on wpływu na politykę prowadzoną przez najważniejsze głowy w państwie. Poparcie dla PiS będzie spadało. To pokłosie tego co działo się na naszych oczach przez ostatnie miesiące.
Prezes policzył też ludzi i wycofał się z „Marszu Miliona” zaplanowanego na 10 kwietnia (szóstą rocznicę katastrofy smoleńskiej), który miał być pokazem poparciem dla władzy. Od tego liczenia dostał nawet amnezji, twierdząc później, że takiego marszu nie zapowiadał. I tu pojawia się kolejna kwestia notowań PiS i jego koalicjantów. Szef MON Antoni Macierewicz już dwukrotnie postawił jasną tezę o zamachu na 96 osób na czele z prezydentem RP Lechem Kaczyńskim, którego mieli dopuścić się Rosjanie. O ile pierwszy wpis Macierewicza zniknął błyskawicznie z Twittera, to już druga wypowiedź zarejestrowana w szkole o. Rydzyka dotarła do Kremla. Rosyjskie władze zareagowały natychmiast i bardzo ostro, żądając wyjaśnień ze strony polskiego rządu.
Główną wyjściową teorią przedstawioną w filmie „Smoleńsk” było rozpylenie sztucznej mgły przez rosyjskiego Iła, która miała ograniczyć widoczność załodze tupolewa podczas lądowania. Premierę obrazu zaplanowano na połowie kwietnia, ale nagle została odwołana. Kiedy i czy w ogóle wejdzie do kin, nie wiadomo. Biorąc pod uwagę polsko – rosyjskie zawirowania historyczne i wyjątkowo chłodne obecnie stosunki dyplomatyczne na linii Warszawa - Kreml, część nawet najtwardszego elektoratu PiS może zmięknąć. Kaczyński już nie wykorzysta tragedii smoleńskiej do rozgrywek politycznych. Widzi agresywną politykę Rosji, o czym powiedział w apelu do opozycji. A coraz więcej wyborców czy sympatyków PiS zaczyna dostrzegać, że „Król” jest po prostu nagi. Sam Kaczyński zdaje się widzieć, że stoi przed narodem bez szat.
Praca: PR – owcy pilnie poszukiwani za granicą
Nie widzę żadnego prawdopodobieństwa, aby opozycja przystała na politykę spokoju, więc będzie patrzeć na każdy przecinek w ustawach forsowanych przez klub PiS. A KOD nadal będzie maszerował i uświadamiał ludzi, jak ważna jest demokracja, dając możliwość wolnego wyboru swojego kandydata oraz ugrupowania. Demokracja nie jest ustrojem doskonałym, ale do tej pory nikt nie wymyślił lepszego. PiS jest jedynie skutkiem ubocznym tej niedoskonałości.
Po spotkaniu w ramach „dialogu i spokoju”, które ma odbyć się na dniach, można spodziewać się tendencyjnych przekazów w Wiadomościach TVP opanowanych przez propisowskich ludzi, którzy zaczną wmawiać widzom, jaka to opozycja jest zła, nie godząc się na milczenie do sierpnia. Nie ulega żadnej wątpliwości, że milczenie i „zawieszenie broni” byłoby oczywistym przyzwoleniem na dalsze demolowanie Polski i działanie PiS ponad prawem. Tym bardziej, że konflikty wywołał prezes. Partia Kaczyńskiego miałaby także czas na opracowanie strategii wizerunkowej, próbując odzyskać zaufanie wyborców.
W Polsce pokłady PR - owców musiały się widocznie wyczerpać. Albo po prostu zabrakło chętnych? PiS na gwałt poszukuje speców od wizerunku za granicą. Kaczyński i jego partia korzystała już z takich spin doktorów, jak Jacek Kurski (to ten od dziadka z Wermachtu i „ciemnego ludu, który wszystko kupi”), Adama Bielana, Michała Kamińskiego. Później z pomocy dwóch specjalistów od marketingu politycznego z tytułami doktorskimi, którzy są wykładowcami uniwersyteckimi. Pierwszy z nich został nawet eurodeputowanym z listy PiS, ale już się nawrócił. Drugi był pomysłodawcą wizji z premierem Glińskim i „aniołkami Kaczyńskiego”. Trik z premierem sprawdził się dopiero za drugim razem. I mamy Szydło.
Jedno, co zawsze sprawdzało się z tym wizerunkiem, to notoryczne chowanie prezesa i Antoniego Macierewicza przed wyborcami. Podczas ostatniej kampanii trzeba było dodatkowo ukryć pod płaszczem komitetu wyborczego Zbigniewa Ziobrę, Beatę Kempę i Jacka Kurskiego. Wszyscy to ludzie bardzo popularni, ale nie cieszący się dobrą sławą.
Niewątpliwie wielką zaletą PiS z Jarosławem Kaczyńskim na czele, co ułatwia pracę opozycji, jest przewidywalność. Od lat wszystko opiera się na jednym schemacie. Skompromitować się w oczach Polaków, narobić bałaganu, a później ocieplać wizerunek. Teraz na pokojowy dialog i na uśmiechniętego prezesa trudno będzie już kogokolwiek nabrać.
