Niedawno minister zdrowia pan dr Konstanty Radziwiłł człowiek pryncypialny, zasadniczo zmienił zasady dostępności tabletki dzień po, czym okazał brak zrozumienia dla obywatelek zagrożonych niechcianym poczęciem. Jednak decyzja pana ministra to zaledwie uwertura ideologii Dobrej zmiany, która może ograniczyć prawa kobiet. Wydarzenia ostatnich dni pokazują, że chwilę obudzimy się w innej rzeczywistości, bo wszystko wskazuje, że PiS przepchnie przez Sejm tzw. szybką ścieżką, projekt ustawy zakazującej aborcji. A będzie tak (jak amen w pacierzu!), bo za zakazem publicznie opowiedzieli się Prezes i premier.
Czy w IV Rzeczpospolitej wymagane będzie informowanie stosownego urzędu o odbywaniu stosunków seksualnych? Już niebawem. Do takiego wniosku doszliśmy z przyjaciółmi na kolacji przy trzeciej butelce wina. Rozmowa, jak łatwo się domyślić, dotyczyła propozycji ochrony życia od chwili poczęcia. Jeżeli państwo chce czegoś bronić, siłą rzeczy musi wiedzieć kogo i przed czym, a przedmiot ochrony stosownie rejestrować. Ale jak to zorganizować, skoro do poczęcia dochodzi na ogół w warunkach kameralnych, bo w trakcie stosunku seksualnego?
Rysują się dwa warianty unormowań prawnych kontroli poczęć. Pierwszy zakłada, że o planie odbycia koncepcyjnego stosunku seksualnego pary heteroseksualne będą zawiadamiały wcześniej stosowny urząd. Jaki? Najlepiej CASS, czyli Centralną Agencję ds. Stosunków Seksualnych (pracę znajdzie ok. 100 tys. osób, więc bezrobocie spadnie, a praca nie będzie sezonowa). Niezgłoszenie planu odbycia stosunku naruszałoby prawo i podlegało karze, choć bardziej liberalni legislatorzy zapewne zaproponują, by w przypadkach mniejszej wagi, a zwłaszcza gdy chodzi o tzw. pierwszy raz podyktowany potrzebą chwili, dolegliwość karną można by ograniczyć do stosowania środka karnego w postaci wielomiesięcznej wstrzemięźliwości seksualnej. Przy takiej procedurze po zgłoszeniu planowanego stosunku i bezpośrednio po jego odbyciu następowałoby administracyjne postępowanie, sprawdzające, czy dana para poczęła, a zatem czy należy rozpocząć kontrolę rezultatów ich aktywności seksualnej. Drugie rozwiązanie mogłoby polegać na wprowadzeniu obowiązku zawiadamiania Agencji o odbyciu stosunku post factum. To rozwiązanie, choć oparte o zaufanie władzy do obywateli, jest ułomne, bowiem zawiadomienie dochodziłoby do Agencji, gdy nowy obywatel byłby już poczęty, a zatem powstałby okres, w którym nie podlegałby realnej ochronie.
Tak, czy inaczej, przy tworzeniu regulaminu powiadomień pojawi się zapewne szereg trudnych kwestii, nad którymi będą musieli pochylić się najwybitniejsi juryści Dobrej zmiany. Np. czy obowiązek zawiadomienia o stosunku planowanym lub odbytym będzie spoczywał na obojgu partnerach, czy wystarczy zgłoszenie przez jednego? Jeśli wystarczy jedno zgłoszenie, kto powinien go dokonać i w jakiej formie? Czy odbycie stosunku niezaplanowanego będzie karane? Jak postępować, gdy używany jest kalendarzyk lub termometr, albo prezerwatywa lub środki antykoncepcyjne? Logika podpowiada, że takie stosunki też winny być zgłaszane. Nie są to zabezpieczenia doskonałe i w razie ich defektu nowy obywatel począć się może. Czy np. stosowanie kalendarzyka będzie okolicznością łagodzącą? Itd. Czy surowiej karać tych, którzy wprowadzili Agencję w błąd, w ten sposób, że zgłaszając stosunek koncepcyjny po prostu swawolili?
Po zgłoszeniu zapotrzebowania na stosunek i weryfikacji zgłoszenia zamiaru poczęcia, konieczne będzie podjęcie dalszych działań administracyjnych. Obywatela - nic to, że w formie płodu - trzeba jakoś oznaczyć. Imienia nadawać nie wypada, bo nie wiadomo, chłopiec czy dziewczynka? Nadawać numer seryjny też głupio. Agencja powinna zatem przygotować zestaw nazw obojnaczych, obowiązujących do chwili ustalenia płci płodu. Niezbędne będzie wprowadzenie płodowych dokumentów tożsamości. Jeśli płód zdecydowałby się na wyjazd zagraniczny, powinien dysponować paszportem. W innym przypadku pełnoprawny obywatel wyjeżdżałby bezprawnie. Czyli jak nic, przestępstwo bezprawnego przekroczenia granicy! Sprawa skomplikowałaby się, gdyby przyszła matka poczętego obywatela miała sądownie orzeczony zakaz opuszczania kraju, a płód dysponowałby legalnym paszportem. Czyje prawa preferować? Zatrzymanie płodu na granicy naruszałoby jego konstytucyjne prawo do wolności. Idźmy dalej. Załóżmy, że matka płodu popełni przestępstwo i zostanie aresztowana. Czy zamknięcie płodu wraz z nią w kryminale nie będzie aby bezprawnym pozbawieniem wolności obywatela poczętego, a jeśli tak, kto powinien wypłacić odszkodowanie? Gdyby do zatrzymania doszło, pojawia się szereg pytań dodatkowych. Czy nosicielce płodu należy się cela pojedyncza, czy podwójna? I jakie racje żywnościowe? Czy czas spędzony w areszcie liczy się dla niej podwójnie? Czy płód, który conieco odsiedział z matką, może zaliczyć tę odsiadkę np. na przyszły areszt, albo zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych?
Ale nie koncentrujmy się na sytuacjach skrajnych, pomówmy o prozie życia codziennego. Niech ciężarna zostanie wezwana jako świadek do sądu. Pojawi się natychmiast kolizja przepisów. Obowiązkiem obywatelskim matki jest złożyć zeznania, a pełnoprawny obywatel, jakim jest płód, wejść na salę sądową nie może jako niepełnoletni, bo poczęty zaledwie. Przecież nikt poczętego w szatni sądowej nie zostawi, bo niby jak? Pozostaje wideokonferencja, ale co zrobić, gdy uparty adwokat chce przesłuchać świadka na rozprawie?
Nomen omen wyłonią się komplikacje z różnych dziedzin prawa. Zacznijmy od rodzinnego. Dotychczas władzy rodzicielskiej pozbawić można było tylko rodzica narodzonego dziecka. Zatem co robić, gdy nosicielka poczętego obywatela ma ograniczone prawa rodzicielskie, np. dlatego że ćpa? Co z alimentami? Skoro płód ma prawa, należą mu się alimenty! Co, gdy opieka nad płodem przyznana zostanie ojcu? Czy przyszłej matce przyjdzie płacić? Kolejny problem wyniknie, gdy rodzice nienarodzonego dziecka rozstaną się. Ojcu przysługiwać ma prawo widzenia z płodem? Chyba tak? Zmiany mogą nastąpić w prawie spadkowym. Płód powinien uzyskać prawo do dziedziczenia. W konsekwencji dojść może do nieprzewidywalnych sytuacji.
Rewolucja dokona się również w prawie karnym. Powstanie pytanie, czy ciężarna może uprawiać seks? Oczywiście nie! Uprawianie seksu przy małoletnim jest zabronione. Czy ciężarna może wypić kieliszek wina? Również nie, bo rozpijanie małoletniego to przestępstwo. Od pułapek zaroją się wydarzenia dnia codziennego. Czy ciężarna może kupić alkohol? Rzecz jasna nie, bo małoletnim obywatelom alkoholu nie sprzedajemy. A co z kinem, gdy film jest od lat 18? Przyszłej matki nie powinno się wpuścić na seans ze względu na dobro nienarodzonego obywatela. Słysząc taki werdykt kasjerki, ciężarna może pójść na kreskówkę dla dzieci. Ale tu pojawi się kolejny dylemat. Czy wchodząc do kina z chronionym obywatelem, powinna zapłacić za jeden, czy dwa bilety? Chaos zapanuje także w instytucjach państwowych, gdzie trzeba będzie odpowiedzieć na pytanie, czy ciężarna z poczętym obywatelem korzystać może z dostępu do tajemnicy państwowej, w sytuacji gdy poczęty nie dysponuje stosownym certyfikatem?
Wyobraźnia podsuwała nam co chwila nowe pomysły absurdalnych sytuacji. Niestety kończyło się wino i czas było pożegnać przemiłych gospodarzy. Już w korytarzu przyszło nam do głowy pierwszoplanowe dla sytuacji w naszym kraju pytanie: co zrobić, gdy matka poczętego była agentką, współpracującą ze służbami II Rzeczypospolitej? Czy poczęty obywatel, uczestniczący w tajnych spotkaniach, także był tajnym współpracownikiem? Odpowiedź prosta, uczestniczył na zasadzie biernego palacza, czyli tak! Okazuje się zatem, że cała ustawa lustracyjna jest do bani. W IPN już pewnie zacierają ręce: będzie dwa razy tyle do lustrowania. I w końcu uda się wprowadzić zasadę, że dzieci odpowiadają za grzechy rodziców.
Dubois & Stępiński
