Niestety ostatni zwrot polityki Ryszarda Petru nie jest żartem na 1.04.

REKLAMA
Nagłe opowieści o tym, że dostrzegł światełko w tunelu oraz że JK zrobił rachunek sumienia mogą się wydawać postronnym oczarowaniem przez starego lisa młodego, niedoświadczonego polityka. Gdyby tak było, to już na drugi dzień pan Petru wycofałby sie całkowicie ze swojej "dobrej zmiany". Podejrzewam niestety, że sprawa jest głębsza.
Nowoczesna to młoda partia, która nagle z niespodziewanym animuszem wystartowała 9 miesięcy temu, aby narodzić się po wyborach jako główna siła opozycji (tak się reklamował pan Petru, który większość swojej aktywności kierował na zwalczanie PO i PSL). Trzeba dodać, że start Nowoczesnej odebrał sporo punktów PO. Gdyby głosy PO i Nowoczesnej były zsumowane PiS nie uzyskałby większości bezwzględnej (jedna duża partia uzyskuje więcej mandatów niż dwie mniejsze o takiej samej liczbie głosów).
Dzisiejszy zwrot Nowoczesnej może być wytłumaczony tylko w jeden sposób. Ten animusz z początku powstania tego ugrupowania potrzebował paliwa. A kto był dostarczycielem paliwa? Do końca nie wiemy. Czyżby dostarczyciele paliwa postanowili wpisać się w dobrą zmianę, gdyż uznali, że głównym dystrybutorem jest jednak Państwo? Nie zdziwiłbym się. Tak czy inaczej jest oczywiste, że nie może być mowy o żadnym kompromisie, jeżeli wyrok TK nie jest opublikowany, a trzej sędziowie zaprzysiężeni. Nie można bowiem rozmawiać w sytuacji, gdy druga strona jawnie łamie Konstytucję. Jeżeli ktoś tego nie rozumie to albo w ogóle nie powinien zabierać się za politykę, albo stał się sojusznikiem Kaczyńskiego albo tym sojusznikiem był zawsze.
Wpis pochodzi ze strony Roman Giertych - strona oficjalna