
Reanimacja rozpoczęła się od „Dialogu i kompromisu politycznego w Polsce". Takiej nazwy nie wymyśliłby żaden tęgi umysł z PiS. Mamy teraz odnieść wrażenie, że kompromis w sprawie Trybunału Konstytucyjnego jest na wyciągnięcie ręki. Zadaniem agencji PR jest wyciszenie opozycji i stworzenie za granicą iluzji politycznej sielanki w Polsce. W rzeczywistości to gra na czas. Popatrzmy, jak przebiega lifting skompromitowanej partii i jej przywódcy.
REKLAMA
O tym, że polski rząd szuka spin doktorów, którzy znajdą mu tętno, poinformował "The Financial Times" przed Wielkanocą. Według gazety w ciągu ostatnich kilku miesięcy rząd Beaty Szydło zwrócił się do paru agencji PR w Londynie za pośrednictwem menedżerów państwowych firm. Chodziło o nadszarpnięty wizerunek pisowskiego rządu i kraju przez oskarżenia o łamanie konstytucji, osłabienie demokracji oraz zniechęcenie zagranicznych inwestorów.
Autor zwrócił uwagę w artykule, że z podobnym problemem wizerunkowym borykał się kilka lat temu rząd Victora Orbana. Wtedy Budapeszt także zwrócił się do agencji PR z Londynu.
Podłączenie do aparatury
Agencja PR zaczęła działać jeszcze przed świętami. Wtedy prezes Kaczyński ogłosił w mediach, że:
1. Absolutnie nie ma wpływu na politykę prowadzoną przez premier Szydło i prezydenta Dudę. Są samodzielni. Rządy autorytarne Kaczyńskiego, to wierutna bzdura.
2. Wygłosił apel do opozycji o dialog, spokój i zawieszenie broni. To okazało się dość niefortunne, ponieważ jądrem konfliktu był sam Kaczyński. Do dialogu wytypował szefów opozycyjnych klubów parlamentarnych.
3. Nagłe odwołanie „Marszu Miliona”, który miał pokazać siłę władzy. 10 kwietnia odbędzie się w ciszy i spokoju szósta rocznica „katastrofy smoleńskiej”.
4. Wstrzymanie filmu „Smoleńsk” z teorią zamachu. Kaczyński nie chce już eskalacji konfliktu z Putinem.
1. Absolutnie nie ma wpływu na politykę prowadzoną przez premier Szydło i prezydenta Dudę. Są samodzielni. Rządy autorytarne Kaczyńskiego, to wierutna bzdura.
2. Wygłosił apel do opozycji o dialog, spokój i zawieszenie broni. To okazało się dość niefortunne, ponieważ jądrem konfliktu był sam Kaczyński. Do dialogu wytypował szefów opozycyjnych klubów parlamentarnych.
3. Nagłe odwołanie „Marszu Miliona”, który miał pokazać siłę władzy. 10 kwietnia odbędzie się w ciszy i spokoju szósta rocznica „katastrofy smoleńskiej”.
4. Wstrzymanie filmu „Smoleńsk” z teorią zamachu. Kaczyński nie chce już eskalacji konfliktu z Putinem.
Specjaliści od ocieplania wizerunku zręcznie nazwali spotkania słowami – kluczami, czyli „Dialog i kompromis polityczny w Polsce”. Padają one w raporcie Komisji Weneckiej. Rozmów (tak jak zaplanowano wcześniej) nie ograniczano do dialogu z czterema ugrupowaniami parlamentarnymi. W spotkaniu wzięli udział także liderzy siedmiu partii politycznych. W tym również SLD, partia Razem oraz KORWIN, które nie znalazły się w sejmie. Komisja Europejska na miejscu ma dowiedzieć się, że z inicjatywy PiS trwa dialog z opozycją (nawet z tą pozasejmową), zmierzający do kompromisu w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. Jednak to musi potrwać. Wcześniej należy zażegnać konflikt z opozycją, ponieważ prowadzenie dialogu w niesprzyjającej atmosferze niechęci nie da dobrego efektu, który ma doprowadzić do kompromisu. Ale KE oczywiście porozmawia z drugą stroną. W sobotę Donald Tusk, szef Rady Europejskiej powiedział dziennikarzom, że on odbiera ostatnie spotkanie jako grę na czas.
Po dwugodzinnym spotkaniu z opozycją zadowolony prezes PiS słynący z niechęci do dziennikarzy, jako pierwszy wyszedł do nich. Dopytywał czy są wszyscy, czy jeszcze może na kogoś poczekać i obwieścił, że w końcu rozpoczął się dialog pokojowy. Kaczyński zapewnił, że propozycja rozwiązania sprawy (nie problemu) TK będzie przedstawiona w ciągu najbliższych kilku tygodni, sejm podejmie prace nad nową ustawą, a ta ustawa zostanie zmieniona. Prezes dodał, że przychyli się tym samym do wniosków Komisji Weneckiej. Z wypowiedzi prezesa wynika, że oprócz tej noweli o TK niezgodnej z konstytucją, która ma być zmieniona, powstanie jeszcze jedna ustawa o zmianach w funkcjonowaniu Trybunału Konstytucyjnego. I to jest dopiero zagadka?
Opozycja nie wierzy w „dobrą zmianę” oprócz Petru
Jest to oczywiście polityczna gra na czas. Ocieplanie wizerunku jest tak widoczne, że aż razi w oczy. A najbardziej tych, którzy są najbliżej, czyli samą opozycję z małym wyjątkiem.
Paweł Kukiz nie ma wątpliwości, że jest to gra na zwłokę i lanie wody, tak jak w lany poniedziałek. O typowym ocieplaniu wizerunku mówiła partia Razem. Wybiórcze stosowanie zaleceń KW, to nie światełko w tunelu – kontynuowała Agnieszka Dziemianowicz - Bąk. Szef PO nazwał spotkanie monologiem, a nie dialogiem. Jeśli będzie próba oszukania w tej rozmowie, to się oszuka Polaków - stwierdził lider SLD Włodzimierz Czarzasty. Natomiast Przemysław Wipler z KORWIN zrzucił winę na złą Konstytucję RP.
Jedynym optymistą przed i po spotkaniu u marszałka sejmu był Ryszard Petru, który dostrzegł światełko w tunelu, a nawet otwartość ze strony PiS. Na sobotnim spotkaniu we Wrocławiu z działaczami i sympatykami, lider Nowoczesnej nabrał jeszcze większego optymizmu, twierdząc, że każdy ma prawo do błędów i być może Jarosław Kaczyński zrobił rachunek sumienia. I ta wypowiedź Ryszardowi Petru wizerunkowo nie pomoże.
Według lidera PSL Władysława Kosiniaka-Kamysza szansę na dialog otwiera publikacja wyroku Trybunału Konstytucyjnego. Ale niewykluczone, że na kolejnym spotkaniu, nie będzie już taki hardy. W piątek sejm przegłosował ustawę dotyczącą m.in. obrotu gruntami rolnymi. PiS poszedł na ustępstwo PSL i na wniosek klubu ludowców wprowadzono trzy zmiany, dotyczące prawa do dziedziczenia ziemi dla osób bliskich, możliwość zakupu gruntów w różnych gminach oraz łączenie różnych form działalności i ubezpieczenia w ZUS z pozostaniem rolnikiem z możliwością zakupu ziemi. PSL obwieściło sukces, chwaląc się, że pierwszy raz PiS poszedł na tak duże ustępstwo. Zmiany są oczywiście ważne dla rolników. Ale ustępstwa w zapisach takich ustaw mogą stać się kartą przetargową Kaczyńskiego, a paraliż konstytucyjny nadal będzie trwał.
Od kilku dni trudno o jakąś kontrowersyjną wypowiedź słynących z tego polityków PiS. Agencja PR – owa to kontroluje. Trudno teraz będzie o gafę lub samowolkę słowną. W imieniu klubu parlamentarnego PiS będzie wypowiadała się do mediów jedna osoba. Często to będą jedynie oświadczenia, bo nie będzie czasu na przygotowanie rozmówców do przewidywań pytań i erystycznych wybiegów w razie trudności. Poseł Krystyna Pawłowicz znana z kontrowersyjnych wypowiedzi, aby udzielić teraz wywiadu musi mieć zgodę rzecznika PiS. Jak sam twierdzi, to ona wyszła z taką inicjatywą, by nie szkodzić PiS. Dostosowuje się tym samym do nowej polityki informacyjnej partii. Dołączą do niej zapewne Joachim Brudziński, Witold Waszczykowski - szef polskiej dyplomacji czy poseł Pięta. Prezes PiS pierwszy raz udzielił wywiadu Superstacji. Rozmowa była bardzo intymna. Dotyczyła ostatnich chwil spędzonych z bratem i czasu po tragedii. Jarosław Kaczyński próbował później wycofać wywiad, tłumacząc, że myślał, iż udziela go Polsatowi. Prawdopodobnie wymówka była szybką reakcją Kaczyńskiego. Nie wierzę, żeby wpadli na coś takiego zawodowcy od PR. Tym nie mniej spin doktorzy wprowadzili twarde zasady komunikacji wewnątrz PiS i na zewnątrz. Ludzie Kaczyńskiego będą mówili "jednym językiem", aby wyeliminować szum informacyjny w przekazie do opinii publicznej.
W ramach ocieplania wizerunku, Zbigniew Ziobro będzie musiał niewątpliwie na trochę wstrzymać swoje spektakularne akcje, co będzie wiązało się dla niego zapewne z wielkim bólem i poczuciem rozpasania w kraju. Zamilknie tradycyjnie w takich sytuacjach Antonii Macierewicz. Chyba, że znów sprytnie wymknie się za granicę. Tym razem pod pretekstem wyjazdu na wczasy.
Wielkim minusem tej reanimacji jest to, że z ocieplaniem wizerunku PiS i samego prezesa mieliśmy do czynienia wielokrotnie, więc wiemy, kiedy zaczyna robić się gorąco. I to co najważniejsze. Wiemy, że PiS jest pod opieką spin doktorów, a to zupełnie kłóci się z zasadą takiej współpracy, ponieważ wówczas mało kto wierzy w nagłą przemianę i w zmianę kursu o 180 stopni. To po prostu maski na twarzach z wielkim "keep smiling" i przekaz – „jest super, więc o co ci chodzi?”. Najgorsze będzie później usłyszeć - robiliśmy wszystko, co w naszej mocy.
„Ciemny lud” już tego nie kupi, panie prezesie. Instytucje zagraniczne też się na to nie nabiorą.
