Kiedy coś mówimy o kimś, bardzo często myślimy o sobie. Dlatego zaczęliśmy zastanawiać się, o czym myślał pan Ryszard Petru, kiedy w rozmowie z Katarzyną Kolendą - Zaleską wprawił ja w osłupienie, a całą dobrą zmianę w zachwyt, zaskarbiając sobie jej dozgonną wdzięczność stwierdzeniem, że Tusk uciekł do Brukseli.
Pierwsze skojarzenie jest bardzo przykre. To zwykła zazdrość. Stanowisko Przewodniczącego Rady Europejskiej to marzenie każdego europejskiego polityka. Jeśli nie osiągnęliśmy go sami, a szanse na przyszłość żadne, to chociaż wbijmy szpilkę komuś, kto takiego zaszczytu doświadczył. Wprawdzie nie podejrzewamy pana Petru o tak niskie instynkty, ale to drugie publiczne wystąpienie, w którym lider Nowoczesnej – używając gwary naszych wnuków i dzieci – wypowiada się w sposób, którego nie ogarniamy. Bowiem dzień wcześniej poinformował rodaków, że zobaczył światełko w tunelu i postanowił dać szansę Prezesowi Kaczyńskiemu, a następnie – niczym pokerzysta – sprawdzić, w co gra.
Każdy, kto zna choć odrobinę historię współczesną naszego kraju i potrafi ją analizować ma świadomość, że wytrawny gracz polityczny, jakim jest Prezes, nie ma przymiotu wywiązywania się obietnic i dotrzymywania porozumień. Jeśli coś mówi, to nie po to, żeby tak zrobić, tylko po to żeby zrobić w konia każdego, kto na to pozwala. Na ogół tego, od kogo jest lepszy w politycznych grach. Można Prezesa nie lubić, ale trzeba go doceniać jako bezwzględnego gracza politycznego. Jeśli ktoś tego nie rozumie pokazuje, że bawi się w politykę w okręgowej lidze, podczas gdy Prezes uprawia ten sport w ekstraklasie.
Nie podejrzewamy pana Petru o tak niskie kwalifikacje. Klasyk kabaretu Jan Pietrzak mawiał, że historia uczy, że nigdy nikogo niczego nie nauczyła. Od jednego z przywódców opozycji powinno się wymagać, żeby potrafił zaprzeczyć tej tezie. Po co zatem pan Petru oświadczył, że dął wiarę politykowi który w jasny sposób daje sygnały, że zamierza go wykiwać.
Nie wierzymy, że pan Petru dałby się ograć w tak dziecinny sposób. Zatem należy założyć, że lider opozycji mówiąc to, co powiedział, po prostu nie pomyślał. A to niestety zły znak. Wracając jednak do wypowiedzi o Donaldzie Tusku. Jeżeli wynika z głębokich przemyśleń pana Petru, to może się okazać, że jest jeszcze gorzej. Polska jest częścią wspólnoty Unią Europejską. Dbając o nią, dbamy o dobro naszego kraju, jak i dobro wspólnoty. Zatem w naszym interesie leży, by Unią kierowali najwybitniejsi politycy. Jeśli Europa uznała, że jej interesy powinien reprezentować Polak, to powód do dumy, a nie zadawania ciosów poniżej pasa. Dlatego, gdy ktoś twierdzi, że ucieczką jest zajęcie się sprawami Europy, podważa samą idę Unii Europejskiej. Argumentu o ucieczce Tuska może używać Prezes Kaczyński, któremu osłabienie Unii jest na rękę, którego cieszy każde jej potknięcie, ale nie polityk aspirujący do przewodzenia opozycji. Szanowny Panie Petru, Donald Tusk nigdzie nie uciekł. Żaden Polak przed nim, a zapewne kilka generacji po nim, nie zostanie wybrany przez demokratyczny świat na tak ważne stanowisko. To powód do dumy, a Pan plecie, jak Piekarski na mękach, choć rozmowa z panią Katarzyną Kolenda – Zaleską to dalibóg nie tortury. Przyjmowanie nowych wyznań we wspólnej sprawie to nie ucieczka, ale wzięcie na siebie większej odpowiedzialności. Donaldowi Tuskowi można postawić dziesiątki zarzutów. Nadmierne wodzostwo, otoczenie się niewłaściwymi ludźmi, wskazanie nieskutecznych zastępców, czy niedostrzeganie, a nawet lekceważenie społecznych potrzeb. Ale czy słyszał pan o teorii rotacji elit? Jedni odchodzą ze stanowisk, inni przychodzą na ich miejsce. Jeżeli w przyjęciu awansu nie ma nic niegodnego, niegodziwy jest zarzutu dezercji. Gdyby ludzie nie podejmowali nowych wyzwań, świat nie posuwał by się do przodu. Pana stanowisko przypomina kosmologiczny pogląd starożytnych hindusów, że ziemia opiera się na żółwiu. Jeśli przyjąć Pana teorię, że awans jest zdradą, powinniśmy nieustanie trwać na swoich dotychczasowych miejscach, co w skrajnym wypadku sprowadzało by się do tego, że nie opuścilibyśmy niemowlęcych pieluch. A Pan nie pchał by się do polityki. Chyba wpadł Pan we własne sidła? Zakładamy, że po kolejnych wyborach widzi Pan siebie w roli osoby współtworzącej nowy gabinet. Jednak czy nie była by to zwykła ucieczka? Czyli grozi Panu, że zostanie Pan zapamiętany jako opozycjonista z okienka telewizora.
Piszemy o tym bo szanujemy Pana i od wielu miesięcy kibicujemy Panu. Ale nawet wspólnota poglądów nie zwalnia nas z obowiązku krytyki tego, co Pan ostatnio ogłosił. Dlatego z życzliwości - dobra rada. Czasem lepiej pomyśleć a potem powiedzieć, a nie odwrotnie bo potem trzeba prostować i prostować.
Lepiej jedno słowo przed, niż dwa po.
Dubois & Stępiński
