
Tylko tak można nazwać dzisiejsze wydarzenia w Sejmie. Bezprawie. Dobra zmiana nie liczy się z nami, nie liczy się z prawem, nie liczy się z etyką. Liczy się jedynie ze zdaniem Jedynego Prezesa. Człowieka, który staje się dyktatorem.
Sejm dzisiaj głosował nad kandydatem PiS do Trybunału Konstytucyjnego. Wszystko byłoby w jak najlepszym porządku, gdyby nie to, że posłanka Zwiercan (Kukiz’15) zagłosowała nie tylko za siebie, ale również za Kornela Morawieckiego (Kukiz’15), który ją o to poprosił. W świetle prawa takie działanie to przestępstwo, poseł może głosować jedynie za siebie. Za to w świetle jego moralności, jak to ujął Morawiecki senior „nic się nie stało”. Ale to już wiemy, kilka miesięcy temu jasno przedstawił swój stosunek do przepisów – „mnie nie interesuje prawo, mnie interesuje sprawiedliwość”. Nie trzeba wspominać, kto wypowiedział te słowa niemal osiemdziesiąt lat temu? Jak zachowało się w tym wszystkim „prawo” i „sprawiedliwość”? Marszałek Kuchciński zalegalizował to głosowanie, po czym zamknął obrady. Tak to już jest, że Ci, którzy mają na sztandarach najbardziej dumne hasła, przeważnie nic sobie z nich nie robią.
A jeszcze niedawno niby się uspokoiło. PiS się nieco wycofało, pojawiły się niemrawe głosy o kompromisach, narrację przejął ePiSkopat Polski. Ale wakacje się skończą, wizyta Papieża się skończy, Światowe Dni Młodzieży się skończą, a totalitarny walec znowu ruszy. Tym razem pozbawiony jakichkolwiek hamulców.
Pierwszym krokiem będzie rozpisanie nowej ordynacji wyborczej. Konstytucja RP wprawdzie nie zezwala na całkowite wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych, ale PiS już pokazało, jaki ma stosunek do prawa. Do tego nic nie stoi na przeszkodzie (nawet Konstytucja), aby wprowadzić tzw. system mieszany, w którym w części okręgów reprezentantów wybiera się z list wyborczych a w części w ramach JOW. Nie trzeba mówić, że JOWy wylądują w wygodnych dla PiS okręgach. Niby działania Komitetu Obrony Demokracji (chapeau bas!) pokazały, że nawet w prawicowym mateczniku taka kandydatka jak Anna Anders może wygrać jedynie minimalną różnicą głosów, ale do najbliższych wyborów jeszcze dużo czasu i wiele może się zmienić.
Krokiem drugim będzie przejęcie Państwowej Komisji Wyborczej. Tej, która przysporzyła nam wszystkim bólu głowy i wstydu za kompromitację. Ale jednocześnie tej samej, która stosuje się do przepisów prawa. Aby dany komitet wyborczy mógł wystartować w wyborach, musi zebrać podpisy poparcia (przynajmniej 5000) pod swoimi listami i zarejestrować je w PKW w przynajmniej 21 okręgach. A co jeśli Platforma zostanie zarejestrowana jedynie w 19? Nowoczesna w 18, a PSL w 12? Bo pisowska PKW uzna, że ma wątpliwości, co do wielu podpisów, np. stawiając tezę o fałszerstwie wyborczym? I komitety opozycyjne nie zostaną zarejestrowane?
Nierealne, powiecie? Bezprawne? Niemożliwe? Wiedziałem jak może być, już w trakcie wyborów mówiłem, czym grożą rządy PiS. W odpowiedzi słyszałem, że straszę i przesadzam. Nie ja jedyny. Przesadzałem? Rząd Kaczyńskiego już pokazał, że jedyne, co go interesuje, to "Prawo" i "Sprawiedliwość". Interwencja państw zachodu, naciski na rząd? Też nie, przecież "odchodzimy od murzyńskości". PiSu to nic nie obchodzi.
Krok trzeci? Wolna amerykanka. Być może nawet państwo totalitarne z demokratyczną fasadą. Z kościelnymi wpływami rodem z Mrocznych Wieków, z wmawianiem Polakom jak mają żyć. Z więźniami politycznymi i niewolą słowa.
Niektórzy twierdzili, że dostrzegli światełko w tunelu, że trzeba szukać kompromisów i skoro władza wyciąga rękę do dialogu, trzeba odwdzięczyć się tym samym.
Ja uważam, że z terrorystami się nie negocjuje. Wiecie drodzy Państwo, gdzie politykę uprawia się w taki sposób? W Rosji.
