Foto: European Union 2014 - European Parliament

Wstecznictwo forsowane przez Prawo i Sprawiedliwość zatacza coraz szersze kręgi. Politycy PiS wiedzą lepiej. Lepiej od ekspertów, specjalistów, lepiej od uznanych autorytetów. Najlepiej zaś wiedzą, jak zdewastować reputację Polski i naszą przyszłość.

REKLAMA
Raz w miesiącu, na cały tydzień, Parlament Europejski przenosi się do Strasburga, gdzie odbywają się posiedzenia plenarne. Ten tydzień nadejdzie już za kilka dni a będzie on dla nas wyjątkowo istotny, ponieważ już wtedy zostanie przyjęta unijna rezolucja w sprawie Polski. Jest to efekt narastającego konfliktu wokół Trybunału Konstytucyjnego, który stał się kością niezgody między zwolennikami demokracji, a apostołami Dobrej Zmiany.
W obecnej sytuacji można bez końca debatować, czy sposób wyboru sędziów TK jest właściwy, albo czy już wcześniej dochodziło do deliktów konstytucyjnych. Ale to są tematy wtórne. Osią problemu jest łamanie prawa krajowego i unijnego przez obecny rząd. A to dla wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej, Fransa Timmermansa jest nie do przyjęcia. Już podczas przesłuchania poprzedzającym objęcie swojej funkcji postawił sobie za główny cel pilnowanie porządku demokratycznego i praw człowieka w państwach Unii Europejskiej. Teraz wystawia Polsce czerwoną kartkę i mówi "dość".
Planowana rezolucja jest również efektem porozumienia pomiędzy Europejską Partią Ludową a Grupą Postępowego Sojuszu Socjalistów i Demokratów, dwóch największych europarlamentarnych frakcji. Początkowo miała ona zostać przyjęta dopiero pod koniec kwietnia, ale w związku z brakiem woli do wypracowania porozumienia ze strony rządu Beaty Szydło (czy, jak kto uważa, Jarosława Kaczyńskiego) procedowanie rezolucji zostało przyśpieszone. Apelowali o to również przedstawiciele Porozumienia Liberałów i Demokratów na rzecz Europy. Warto wspomnieć, że projekt, który zostanie przyjęty, powstanie na kanwie porozumienia wszystkich frakcji politycznych Parlamentu Europejskiego, co jak sądzę dobitnie pokazuje skalę szkodliwych działań Prawa i Sprawiedliwości w kraju i za granicą. Tym bardziej, że przyjęcie rezolucji nie zostanie poprzedzone debatą. Miarka się przebrała.
Co to dla nas oznacza? Poza oczywistą utratą prestiżu, izolacją na arenie międzynarodowej i utratą zdolności negocjacyjnej. W ramach procedury monitorowania praworządności (która została już wobec Polski wdrożona), Komisja Europejska może zdecydować o wykorzystaniu instrumentu przewidzianego w art. 7 Traktatu o Unii Europejskiej. W skrócie? Jeśli Rada stwierdzi poważne naruszenie wartości unijnych przez państwo członkowskie, skończy się to jednoznacznie. Sankcjami. A te zabolą nie tylko rząd, ale i nas wszystkich. Od pracowników, przez przedsiębiorców, na rolnikach skończywszy.
Obecnie ponad 60% prawa obowiązującego w Polsce, stanowi się w Brukseli. Jeśli utracimy prawo do głosowania na forum UE, przestaniemy mieć znaczący wpływ na otaczającą nas rzeczywistość. Ale rząd pozostaje na to głuchy.
Zachowując się w ten sposób, pozostaje głuchy na naszą przyszłość.