
List do prezesa TK napisany przez prokuratora generalnego, to opuszczenie kurtyny, za którą stoi PiS na czele z Jarosławem Kaczyńskim w samych majtkach. Poparcie tej pisaniny przez władzę potwierdza tylko, że "Dialog i kompromis polityczny w Polsce” to farsa, manipulacja i kłamstwo. Prokurator Ziobro nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo przyczynił się do tego, aby skrócić ten chocholi taniec. Przynajmniej w oczach Komisji Europejskiej i opinii publicznej, bo opozycja nadal czeka na dobry dialog.
Jednym listem Zbigniew Ziobro skreślił pokojowy dialog i dążenie do kompromisu, wypowiedzi uśmiechniętego prezesa, o tym, że w najbliższych tygodniach zaczną się prace nad ustawą PiS o TK. A PiS ministra popiera. Dzień po wizycie wiceszefa Komisji Europejskiej oraz sekretarza generalnego Rady Europy minister Ziobro pokazał, że pan prawo to on. Komisja Wenecka wyraźnie podkreśliła w swoim raporcie, że pisowska ustawa o TK jest niezgodna z Konstytucją RP, a w Polsce tym samym jest bezprawie, osłabianie demokracji oraz dochodzi do łamania praw człowieka. KW zaleciła również, żeby PiS wycofało się z ustaw uderzających w porządek prawny państwa.
Wcześniej eurodeputowani w Strasburgu zostali okłamani przez premier Beatę Szydło, która przekonywała bez drgnięcia powieką, że prawo w Polsce jest przestrzegane. Tak samo było na początku tygodnia, kiedy wizytatorzy byli upewniani, że w naszym kraju trwa pokojowy dialog. Natychmiast ruszyła propaganda sukcesu o owocnych i merytorycznych rozmowach.
Tymczasem Trybunał Konstytucyjny rozpoczął w środę rozprawę podczas, której zajął się przepisami Kodeksu Wyborczego odnoszącymi się do uprawnień komisarzy wyborczych. To była pierwsza rozprawa niezwiązana z samym Trybunałem od listopada. Przed rozprawą prezes TK odczytał korespondencję od prokuratora Ziobry.
Sędzia Rzepliński określił list od Ziobry jako "instrukcję obsługi spraw". Dodał też, że Ziobro ostrzega w piśmie, iż "niepodporządkowanie się postanowieniom tej instrukcji grozi konsekwencjami prawnymi dla sędziów TK". Prokurator generalny nie uczestniczył w rozprawie, ponieważ nie jest ona zgodna z ustawą o TK. To samo powiedziała rzecznik klubu PiS Beata Mazurek, okraszając swoją wypowiedź, że opozycja jeździ donosić na nas do Brukseli, a ministrowi sprawiedliwości nie można listu napisać do TK. To jest chore - podsumowała błyskotliwą wypowiedź.
Można by to uznać za samodzielne stanowisko Ziobry, gdyby nie fakt, że stanęli za nim murem politycy PiS. Marszałek Senatu zaapelował do prezesa Rzeplińskiego o niezaostrzanie konfliktu politycznego w Polsce. Ale najbardziej żenujące i wprawiające w osłupienie były słowa senackiego marszałka, Stanisława Karczewskiego: "z punktu widzenia prawa nie można postawić pana prezesa Rzeplińskiego przed Trybunałem Stanu". Pytany, czy prezes TK mógłby stanąć przed sądem, stwierdził: - Zobaczymy. Nie jestem prawnikiem, nie wiem, co mu grozi, ale wiem, że postępuje niezgodnie z prawem.."
Kilka miesięcy temu Janusz Wojciechowski (PiS) oświecił wszystkich, że można jednak aresztować prezesa Rzeplińskiego, jeśli zostanie przyłapany na gorącym uczynku, czyli podczas orzekania niezgodnie z ustawą PiS o TK. Nazwał to wówczas „wariantem siłowym”.
Mamy najzwyczajniej państwo w państwie. PiS czuje się bezkarne. Na dodatek termin spotkania w ramach „dialogu pokojowego” wyznaczył Kaczyński tuż przed wizytą KE i podczas pobytu Dudy w USA. Opozycja poszła na nie, jak owce. Czeka, aż spadnie im okruch z pańskiego stołu. Petru wierzy nawet w wielką przemianę prezesa.
Niech wam utkwią w głowach te dwie wypowiedzi : „Punktem wyjściowym dla dialogu powinno być poszanowanie wyroków Trybunału Konstytucyjnego”. To stanowcza wypowiedź wiceszefa Komisji Europejskiej Fransa Timmermansa podczas konferencji prasowej tuż po spotkaniu z obiema stronami sporu. Przedstawiciel KE mówił o konieczności publikacji orzeczenia TK. Timmermans ma przedstawić komisarzom relację ze swojej wizyty w Warszawie. I co ma im powiedzieć? Każdy normalny urzędnik po zapoznaniu się z sytuacją w Polsce powinien przekazać Brukseli, że opozycja, bardzo delikatnie rzecz ujmując, nie ma... potencjału, boi się własnego cienia i jest słaba. Mało stanowcza. KE nie będzie prowadzić przecież opozycji za rączkę, jak dziecka we mgle. Mimo wszystko, to właśnie Timmermans dyplomatycznie postawił ultimatum PiS, wyznaczając kolejną wizytę w Polsce. Przyjedzie znów do Warszawy za niecałe dwa tygodnie. Czeka na konkrety.
Dla wszystkich prawników jest jasne, że wyrok TK z 9 marca powinien być opublikowany. Nie da się go uchylić, ani "objąć kompromisem”. Nie ma procedury odwołania tego wyroku. To zdanie byłego prezesa TK Jerzego Stępnia. Czyli wedle tej interpretacji, opozycja zasiadając do rozmów przed publikacją wyroku, także złamała prawo.
Jak teraz czują się przedstawiciele opozycji, którzy mają za sobą większość Polaków? Jak czują się sami Polacy w tej sytuacji? Internauci piszą na forach – dobrze, że mamy za sobą UE, NATO i USA, bo na polską opozycję nie ma co liczyć. I tutaj same nasuwają się pytania. Być może opozycji jest wygodnie w ławach sejmowych? Może niektórzy, gdyby doszło do wcześniejszych wyborów obawiają się, że już nie wrócą na Wiejską? Może opozycja czeka, aż im sondaże pójdą w górę? Tylko, gdzie w tym wszystkim jest dobro Polek i Polaków oraz kraju?
Jarosław Kaczyński tylko raz w życiu poszedł na polityczny kompromis. 1993 roku, po długich rozmowach, skłócony wcześniej z prezydentem Lechem Wałęsą, wyraził zgodę, aby Porozumienie Centrum wystartowało wspólnie z prezydenckim ugrupowaniem w wyborach parlamentarnych. Chodziło jedynie o nie rozpraszanie partii prawicowych. W sprawie TK nie wykonana nawet ćwierć kroku do tyłu.
Jest jeden pozytywny aspekt tego listu. Ziobro poczuł się na tyle silny, że wyszedł za daleko przed szereg. Kaczyński już wcześniej zdał sobie sprawę z tego, że dał Ziobrze za dużo władzy. A król jest tylko jeden. Tylko wraz z dymisją ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego z klubu PiS odchodzi dziewięć szabel. Prezes traci wtedy automatycznie większość sejmową. Dlatego w kuluarach prowadzone są w rozmowy o transferze posłów z PSL i Kukiz'15.
Frakcyjność wewnątrz PiS i ścierające się różne grupy interesów, to właśnie główny problem Kaczyńskiego. Oprócz ludzi skoncentrowanych wokół prezesa, jeszcze z czasów Porozumienia Centrum, są w klubie posłowie związani z "Gazetą Polską" i Macierewiczem, byli samorządowcy, osoby, które pracowały przy kampaniach Dudy i Szydło czy frakcja młodych. Skład uzupełniają "ziobryści" i "gowinowcy". Tak więc klub PiS nie jest jednomyślnym poglądowo oraz interesownie monolitem. Prezes musi być, więc bardzo ostrożny podczas podejmowania decyzji personalnych. Pewne jest jedno. Nawet jeśli koalicjanci są ukryci, a klub parlamentarny nazwany jest - PiS, Kaczyński nie potrafi funkcjonować z innymi ugrupowaniami. Wcześniej czy później skłóci się z nimi i znów skaże na banicję.
Zatem opozycja zamiast dostarczać Kaczyńskiemu satysfakcji, powinna teraz udać się na łowy po rozproszoną "zwierzynę".
