
W pierwszych godzinach, dniach, nawet tygodniach tragedia smoleńska zjednoczyła Polaków we wspólnej żałobie, płaczu i zadumie, jak nigdy dotychczas. Polityka nagle straciła barwy. Odeszła na bok. Wówczas byłem przekonany, że nastąpił wielki przełom. Na pewno nie tylko ja. Myślałem, że w obliczu takiego dramatu dojdzie do pojednania w Polsce, żeby razem wyjść z traumy. Jak bardzo się myliłem.
Pamiętam, że około godz. 9.30 Sławomir Siezieniewski w TVP Info powiedział: - „Dostałem przed chwilą złą informację. Prezydencki samolot rozbił się w Smoleńsku. Wiadomość podajemy za MSZ. Nie wiemy, na ile to poważne”. Po kolejnej rozmowie telefonicznej ze studia z szefem konsulatu i z attaché w Smoleńsku po prostu osłupiałem. Prowadzący wydanie zapytał czy są jakieś ofiary? Odpowiedź była druzgocząca – z naszych informacji wynika, że nikt nie przeżył katastrofy tupolewa z parą prezydencką oraz innymi członkami delegacji, znajdującymi się na pokładzie.
Dalej pamiętamy odczytywanie listy nazwisk. 96 osób. Zginęli para prezydencka, dwóch wicemarszałków Sejmu, wicemarszałek Senatu, prezes NBP, rzecznik praw obywatelskich, ministrowie z Kancelarii Prezydenta, parlamentarzyści, szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, dowódcy wojsk lądowych, marynarki wojennej, wojsk specjalnych oraz sił powietrznych.
Po wcześniejszych wyborach prezydenckich z miesiąca na miesiąc największa w historii Polski tragedia traciła znaczenie żałoby. Dramat smoleński został wykorzystany do politycznej gry, zarzutów, teorii spiskowych, wykorzystywania rodzin tragedii do walki o własne interesy. Z czym dzisiaj, w 6. rocznicę kojarzą nam się słowa – „katastrofa smoleńska”? Nie z wielką tragedią, śmiercią prezydenta Lecha Kaczyńskiego oraz polskich elit, autorytetów, inteligencji. Nie z uczczeniem ich pamięci minutą ciszy. Słysząc - Smoleńsk, myślimy o sprawie mrocznej, niewyjaśnionej, obwinianiem i o komisji Macierewicza.
Doszło do tego, że ta pamięć o ofiarach została zatarta. Ostatnio Barbara Nowacka, córka Izabeli Jarugi - Nowackiej – jednej z ofiar katastrofy, powiedziała, że dzisiaj większość Polaków nie potrafi wymienić zaledwie pięciu osób, które zginęły na pokładzie samolotu. Portal natemat.pl potwierdził to uliczną sondą.
Ciała ofiar tragedii, której należy się pamięć, szacunek, zostały zbezczeszczone przez polityków. Dla Antoniego Macierewicza dramat ludzi, którzy stracili bliskich oraz sama katastrofa, stały się sposobem na funkcjonowanie w przestrzeni publicznej. On cały czas wyjaśnia, zmienia teorie, obwinia, zniesławia.
W rezultacie, tragedia smoleńska, która na chwilę pojednała Polaków we wspólnej zadumie, później podzieliła naród mocniej niż cokolwiek innego w naszej historii po 1989 roku. Polacy sami nie skłócili się. Jest to „dzieło” polityków. Dlatego tragedia sprzed sześciu lat nie jest dzisiaj upamiętnieniem ofiar, tylko wydarzaniem o charakterze politycznym.
Najważniejsze, że rodziny zmarłych, pamiętają w ten dzień o swoich najbliższych. I zapewne nie tylko w ten.
