Tysiące kibiców z zagranicy pierwsze kroki postawi na lotnisku lub na dworcu. I zacznie się rozglądać za taksówką. Najszybciej nie tyle złapią, co zostaną złapani przez taksówkową mafię.
Gdy obejmowałem 13 lat temu urząd prezydenta Warszawy, mafia taksówkowa miała się jak najlepiej. Taksówkarze z mafii sprzed dworca lub lotniska byli tak bezczelni, że zastraszali i przeganiali taksówkarzy uczciwych, jeżdżących zgodnie z obowiązującym taryfikatorem. Po niedługim czasie ten problem udało mi się rozwiązać. We współpracy z władzami lotniska i dworca doprowadziliśmy do tego, że mafia została z tamtych miejsc przegoniona, a na lotniskowym i dworcowym postoju na pasażerów czekały taksówki z korporacji wyłonionych w drodze przetargu.
Dzisiaj – o czym dowiaduję się i ze smutkiem, i ze zdziwieniem – problem wrócił. Kibiców przylatujących do Warszawy na Euro 2012 w hali przylotów powita przed wszystkim spora grupa taksówkowych naciągaczy – można podejrzewać, że będą oni liczniejsi i bardziej aktywni, niż ubrani w zielone koszulki miejscy wolontariusze, którzy mają tam kibicom pomagać. Tego samego można się spodziewać na dworcach kolejowych.
Tej sytuacji nie można tolerować. Nie wystarczą plakaty informacyjne ostrzegające przed złodziejami w pseudotaksówkach. Nie każdy zdąży je przeczytać. Naciągaczy trzeba z lotniska i dworców po prostu przegonić. Pamiętajmy – liczy się pierwsze wrażenie.
