To moja ilustracja, którą zrobiłem parę ładnych lat temu i krąży po sieci używana przez wielu, nadal niestety aktualna
To moja ilustracja, którą zrobiłem parę ładnych lat temu i krąży po sieci używana przez wielu, nadal niestety aktualna własne

Całkiem możliwe, że zakusy PiSu i Kościoła na zaostrzenie ustawy antyaborcyjnej owocują przebudzeniem antyklerykalizmu w Polsce. Czy jednak tak dzieje się naprawdę, a jeśli tak, to co to może oznaczać?

REKLAMA

Najpierw napiszę kilka słów o obecnym pomyśle na zaostrzenie ustawy antyaborcyjnej. Ciężko się dziwić protestom w tym temacie, gdyż już teraz mamy w Polsce zakaz aborcji. Jedyne przypadki legalnej aborcji, które uwzględnia obecna ustawa antyaborcyjna to zagrożenie życia matki, możliwość urodzenia dziecka z ciężkimi deformacjami lub chorobami genetycznymi i wreszcie możliwość przerwania ciąży, która jest efektem gwałtu. Ciężko jeszcze cokolwiek tu zaostrzyć, a jednak Kościół i aktywiści z PiS próbują...

Jest kwestią czystego przypadku, że kilku teologów pochyliło się nad biologią i zaczęło rozmyślać, jak powiązać nauki biologiczne z doktryną o duszy. Wcześniej, czyli kiedy Bóg nie znał jeszcze biologii (ale już niekiedy wiedział, że Ziemia jest kulista, choć nie był przekonany co do tego, że krąży wokół Słońca), ciążę można było usunąć kiedy nie było za bardzo widać w łonie matki dziecka. Żadne zarodki, płody i zygoty nie mogły liczyć na boską ochronę...

Niestety, z chwilą gdy zaczęto odkrywać genetykę (czyli bardzo niedawno, bo w latach sześćdziesiątych), Bóg odkrył geny, przynajmniej tak sądzą katoliccy teologowie. I nagle (zdaniem teologów) Bóg uznał, że wkłada duszę już w zarodka, choć w czasach świętego Augustyna nie miał bladego pojęcia o żadnych zarodkach. Można się zapytać, gdzie wtedy wkładał ową duszę? To pytanie jednak zostawiam osobom, które wierzą teologom w istnienie Boga. Ja wierzę w istnienie teologów i niech to nam wystarczy...

W XX wieku i w XXI wieku okazało się, że świeżo zdobyte zainteresowanie Boga i Kościoła biologią jest jedną z najważniejszych rzeczy na Ziemi dla teologów i wielu wyznawców Boga. Nagle zarodki okazały się być najbardziej uwielbionymi formami życia dla wielu katolików. Oberwało się natomiast matkom, bo nie każdy zarodek jest efektem ingerencji kochającego męża, nie z każdego też wyrośnie dziecko, które będzie mogło rzeczywiście żyć.

Zainteresowania Boga katolików podziela też Bóg islamu. Również tam zarodek jest umiłowaną formą istnienia, droższą ponad życie matki. Katolicy stali się w tym czasie humanistami, zatem tylko w Irlandii Bóg katolików chroni zarodki tak jak lubi. Więcej szczęścia ma w Ameryce Południowej, czego niestety nie można powiedzieć o żyjących tam kobietach.

Niedawno miał miejsce protest feministek polegający na ostentacyjnym opuszczaniu kościoła w trakcie mszy, w czasie czytania listu biskupów w imieniu chroniącego każdego zarodka Boga. O ile ten protest wzbudził sporo kontrowersji związanych z formą i sposobem wymiany poglądów uprawianym przez jego liderkę, o tyle można stwierdzić, że pogłębiły się nastroje antyklerykalne w społeczeństwie i to nie tylko wśród kobiet, bo tak to już jest, że za kobietami idą też liczni mężczyźni – mężowie, ojcowie, partnerzy, przyjaciele, bracia a nawet synowie... Niektóre publicystki feministyczne wyraziły nawet ostateczną wolę wyjścia z Kościoła, co de facto nie jest możliwe, chyba, że kolegom z wystap.pl w końcu uda się ich prawna batalia (choć w czasach Ziobry jest jeszcze pewien „joker w rękawie”, nie będę tłumaczył jaki, sami się domyślcie).

Kościół jak najbardziej zasługuje na krytykę. Już dziś w Polsce jest wielu antyklerykałów. Umiarkowany antyklerykalizm powinien być oczywistością w sytuacji, gdy Kościół rości sobie zbyt duże prawa w naszym państwie. Nie brak jednak nieumiarkowanych antyklerykałów, których obecność jest tak częsta i radykalna, że aż wypada się dziwić, że w Polsce Kościół nadal istnieje.

Ale istnieje i ma się dobrze. Większość dotychczasowych antyklerykałów to przysłowiowi „wujkowie po mszy”. Niedziela, w wiosce, albo niewielkim mieście po mszy. Rodzina udaje się na wspólny obiad. W trakcie leje się wódka. I wtedy „jakiś wujek po mszy” składa ku rozbawieniu wszystkich ostrą krytykę Kościoła, księży i biskupów, dosadną, przaśną, bezkompromisową. Wszyscy dobrze się bawią, a za tydzień powtarzają ten sam rytuał poprzedzony wyprawą do kościoła i grzecznym udziałem w nabożeństwie.

Czasem jakiś „wujek po mszy” czuje niedosyt i rozszerza swoją działalność o anonimowe wpisy w mediach społecznościowych. Na to spoglądają niektórzy politycy, którzy mogą tak jak Janusz Palikot dojść do wniosku, że na krytyce kościoła (jak najbardziej potrzebnej) można gdzieś politycznie dojechać. Przypuszczam jednak niestety, że większość „wujków po mszy” głosuje na PiS albo wcale nie głosuje. Żarty żartami, zabawa zabawą, ale na mszę pójść trzeba i na PiS zagłosować...

Pytanie zatem, czy jesteśmy świadkami przebudzenia prawdziwego antyklerykalizmu, który nie polega na rubasznych żartach czy nienawistnych i anonimowych tyradach, ale na racjonalnej refleksji typu: „Kościół ma za dużo przywilejów i szkodzi to naszemu państwu”. Być może to, czego nie potrafią (ani nawet nie chcą) rubasznie nabijający się z księży „wujkowie po mszy” stanie się udziałem oburzonych kobiet broniących prawa do własnego życia, do własnego ciała i do własnej wolności? Oby tak było...

Na koniec ciekawy materiał z manifestacji dziewuch we Wrocławiu: