
Nie chodzi o to, że zimą w jego kabinie kierowca i pasażerowie szybko osiągają komfort termiczny. Anglicy zwykli opisywać bardzo szybkie hatchbacki typu GTI mianem "hot hatch", a ich warianty o nieco słabszych silnikacj określają jako "warm hatch". I taki jest Hyundai i30 Turbo.
Nikt na jego widok nie padnie trupem, kobiety nie będą omdlewać na mijanych przystankach autobusowych i kury nie przestaną się nieść, bo to nie jest ten typ samochodu. Nie mami blichtrem fałszywego chromu ani elementami stylistycznymi rodem z getta, gdzie gangi handlarzy narkotyków walczą o wpływy.
Przednie koła i30 Turbo napędza turbodoładowany, a jakże, 4-cylindrowy silnik 1.6 o mocy 186 KM. WIele gorących hatchbacków chwali się większą mocą, ale czy potrafią one nad nią porządnie zapanować? I30 potrafi, bo nawet z wyłączonym ESP daje ogromne marginesy bezpieczeństwa. Momentu obrotowego nie brakuje, ale najbardziej zaskoczyła mnie aksamitna praca silnika, skrzyni biegów i podwozia - ktoś poszukujący chropowatości minimalistycznej rajdówki będzie rozczarowany. Ktoś poszukujący samochodu, który chwilami ma pokazać pazur, będzie za to zadowolony.
8 sekund do setki to żaden rekord, ale kultura pracy całego samochodu, z którą obcuje się codziennie, dla niektórych klientów może być ważniejsza. Wzorcowy ciepły hatchback? Być może. Ciepły nie znaczy gorszy, bo wrzątku trudno się napić.
